– Jestem przeciwny warunkom emisji proponowanej przez zarząd Polwaksu. Z jego propozycji wynika, że cena emisyjna musiałaby wynosić nieco poniżej 7 zł. Moim zdaniem to krzywdzące dla wszystkich akcjonariuszy, bo jest niższa od wartości księgowej przypadającej na akcję i wynoszącej w tym roku 11–12 zł – mówi Krzysztof Moska, znany inwestor, który w sierpniu ujawnił się z pakietem stanowiącym 6,7 proc. kapitału producenta parafin.
Nic nie jest przesądzone?
Po komunikacie o planowanej emisji maksymalnie do 4,5 mln walorów (obecnie kapitał dzieli się na 10,3 mln sztuk), która miałyby przynieść 30 mln zł wpływów, kurs akcji Polwaksu spadł w ciągu jednej sesji o 10,9 proc., do 6,86 zł (kapitalizacja wynosi 70 mln zł).
Zarząd podkreśla jednak, że na razie dopiero rozważa emisję i informuje rynek o potrzebach kapitałowych sięgających do 30 mln zł. – Możliwe są różne formy przeprowadzenia emisji, nic na obecnym etapie nie jest przesądzone, być może nawet w ogóle do niej nie dojdzie. Za wcześnie jest, aby rozstrzygać ewentualne poziomy ceny emisyjnej – zaznacza Dominik Tomczyk, prezes Polwaksu i jednocześnie największy akcjonariusz kontrolujący 11,6 proc. kapitału, ale dzięki uprzywilejowanym walorom ma łącznie 19,8 proc. głosów na walnych zgromadzeniach.
– Emisja ma być bez prawa poboru, kierowana i pierwszeństwo mają mieć wybrani akcjonariusze, co dyskryminuje pozostałych i będę przeciw takiej emisji. Każdy akcjonariusz w razie emisji powinien być równo traktowany. Jeśli miałaby być kierowana, to tylko po cenie co najmniej równej wartości księgowej, wtedy wystarczyłoby wyemitowanie 2,5 mln akcji – mówi Moska. Walne zgromadzenie w sprawie potencjalnej emisji nie zostało jeszcze zwołane.
Polwax realizuje swoją kluczową inwestycję – budowę instalacji do produkcji specjalistycznych parafin za niemal 160 mln zł. To kwota dwa razy wyższa niż sięga obecnie wartość rynkowa całej firmy. Zarząd przekonuje, że wartość kontraktu z generalnym wykonawcą inwestycji nie zmienia się. Obecnie trwa montaż kluczowych urządzeń nowej instalacji. Według wcześniejszych informacji instalacja ma ruszyć pod koniec 2019 r.
– Sama inwestycja i technologia są bardzo interesujące. To pozwoli spółce mocno się rozwinąć. Podaż tego typu parafin jest ograniczona, a popyt duży, marże są więc spore. Inwestując w akcje Polwaksu, spodziewałem się, że spółka może mieć potrzeby kapitałowe, ale nie że sfinansuje je z emisji na takich warunkach – twierdzi Moska.
Jego zdaniem, jeśli spółce potrzeba 30 mln zł, to emisja powinna odbyć się z zachowaniem prawa poboru. – Jedno prawo powinno przypaść na jedną akcję, wtedy przy emisji 10,3 mln walorów po 3 zł spółka zebrałaby 30 mln zł. Byłbym wtedy chętny, by objąć wszystkie przypadające mi akcje a nawet zapisałbym się na dodatkowe. Jestem przekonany, że znaleźliby się chętni na akcje z prawem poboru, a jeśli nie, to sam mógłbym objąć nawet prawie całość emisji. Uważam, że obecna wycena spółki jest niedoszacowana – mówi inwestor mający udziały w przetwarzających tworzywa sztuczne Lenteksie i Plast-Boksie oraz chemicznym Prymusie.
Możliwe spore zmiany?
Aby zablokować emisję z wyłączeniem prawa poboru wystarczy jedna piąta głosów na walnym zgromadzeniu. Biorąc pod uwagę rozproszenie akcjonariatu Polwaksu i fakt, że Moska mógł dokupywać akcje w ostatnich dniach, trudne będzie przegłosowanie emisji wbrew akcjonariuszom mniejszościowym. Z naszych informacji wynika, że sprawa warunków może nie rozstrzygnąć się w najbliższych tygodniach. Jeśli do emisji dojdzie, nastąpią spore zmiany w akcjonariacie Polwaksu. Prezes spółki wskazywał, że rozmawia z różnymi inwestorami i celem byłoby pozyskanie branżowego. Pytanie brzmi, czy jeśli to się nie uda, do emisji nie dojdzie i spółka będzie nadal potrzebowała kapitału zgodzi się na skierowanie jej do Moski, co mocno zmieniłoby układ sił w akcjonariacie.