Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt Reino Capital – nie ma on związku z ofertą akcji, dotyczy dopuszczenia istniejących papierów do obrotu i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że to prawie 98 proc. papierów – teraz w obrocie jest nieco ponad 2 proc. To dla obecnych inwestorów Reino perspektywa gigantycznej podaży.
To może budzić obawy, ale może być również postrzegane jako istotna korzyść i atrakcyjna okazja inwestycyjna dla różnych grup. Nasza grupa działa już od 15 lat, historia giełdowa trwa od 2018 r., kiedy przejęliśmy pustą spółkę. Długo rozwijaliśmy się w oparciu o kapitał z emisji akcji dla wąskiej grupy inwestorów i wprowadzenie teraz tych papierów do obrotu jest logicznym krokiem. Zwiększy nam się free float, a więc atrakcyjność Reino. Liczymy, że w akcjonariacie będą mogli się pojawić nowi inwestorzy instytucjonalni, fundusze.
A co do obaw o nadpodaż, 62 proc. akcji należy do grona założycieli i kluczowych osób Grupy Reino, i te papiery są objęte trzyletnim lock-upem. Zakładam, że większość posiadaczy pozostałych akcji będzie chciała zostać z nami długoterminowo. Poza tym papiery te były obejmowane po minimum 1,6 zł, jest więc silna bariera, by te akcje sprzedawać ((bieżący kurs to 0,75 zł – red.).
Żeby spółka była atrakcyjna dla inwestorów giełdowych, musi być odpowiedni free float, ale także odpowiednie wyniki finansowe. Raport roczny zobaczymy pod koniec kwietnia. Na razie mamy dane po trzech kwartałach. III kwartał wyróżnia się bardzo: przypada na niego połowa przychodów i trzy czwarte zysku operacyjnego. Jak się będzie rozwijał biznes Reino? To głównie facility management, czyli techniczne zarządzanie budynkami, oraz asset management, czyli zarządzanie nieruchomościami jako aktywami – w imieniu partnerów, np. Grosvenor Group zarządzającej majątkiem księcia Westminsteru.
Perspektywy są bardzo dobre. Od wejścia na giełdę aktywa pod zarządem wzrosły pięciokrotnie, a skala biznesu mierzona przychodami – z uwzględnieniem przejętej w zeszłym roku spółki facility management – aż 25-krotnie, mimo licznych turbulencji rynkowych, jak pandemia czy wojna w Ukrainie. Łączna wartość świadczonych przez nas usług sprawia, że na portfelach zarządzanych wspólnie z partnerami biznesowymi osiągamy przychody na poziomie około 4 proc. zarządzanego kapitału. Są to więc przychody porównywalne z tymi, które osiągają towarzystwa funduszy inwestycyjnych czy podmioty zarządzające portfelami akcji – a przy tym charakteryzujące się atrakcyjną marżowością. Co istotne, w przeciwieństwie do TFI, które znaczną część przychodów oddają w dystrybucji, my nie mamy takiej konieczności. Dlatego często powtarzam, że biznes zarządzania nieruchomościami jest znacznie bardziej atrakcyjny niż może się wydawać.