Komentarze

Co wolno wojewodzie, to nie tobie... inwestorze!

29 kwietnia premier na konferencji w świetle jupiterów poinformował o odwołaniu prezes oraz wiceprezesa PGNiG przez jej radę nadzorczą. Nie pofatygował się jednak, aby sprawdzić wcześniej, czy informację przekazano już do publicznej wiadomości.
Foto: Bloomberg

Rozgorzała dyskusja – złamał premier przepisy czy nie złamał? Na pierwszy rzut oka złamał. Oczywiście KNF podjęła czynności sprawdzające, zgodzę się chyba jednak z premierem, że kary, jakimi ekscytowały się media, mu nie grożą. Dlaczego? Premier wyjaśnił, że powtórzył tylko informację, jaką jeden z portali podał niedługo po godz. 14, a przecież jego wypowiedź była tuż przed godz. 16.

To nie jest chyba jednak wystarczające wyjaśnienie. Kurs PGNiG z 29 kwietnia pokazuje, że droga informacji z posiedzenia RN PGNiG na GPW faktycznie zaczęła się znacznie wcześniej. Pierwszy „uskok" ceny mieliśmy jeszcze przed godz. 14, drugi przed godz. 15. Trudno się dziwić portalowi, że dziennikarze przekazali (nieoficjalną) informację, gdy tylko się o niej dowiedzieli, taka ich rola i zadania.

Informatorzy są raczej bezpieczni, bo chroni ich prawo prasowe. Pierwszą jednak oficjalną informacją były słowa premiera – bezpośrednio po konferencji prasowej kurs spadł też najostrzej, bo jeszcze o jakieś 2 proc. Wiadomość ta, choć spodziewana, była więc informacją cenotwórczą. Jeśli premier nie dowiedział się z mediów (a chyba nie zwykł powtarzać na konferencjach informacji z Internetu), to jaką ścieżką informacja do niego dotarła? Czyżby statutowe organy spółki przekazały informację przed jej upublicznieniem przez ESPI? Jeśli tak, to na jakiej podstawie? Ciekawe jest też, dlaczego spółce wysłanie tak prostego komunikatu zajęło aż tyle czasu (w ESPI o godz. 16.35). Czy ktoś zawalił (informacja powinna być bezzwłoczna), czy może specjalnie czekano na konferencję, aby nie „spalić newsa" premierowi? Odrębną sprawą jest uzasadnienie, dlaczego pani prezes posadę straciła. Nieoficjalnie za to, że minister skarbu i co za tym idzie premier nic o słynnym już gazowym memorandum nie wiedział.

Pytanie tylko, jak wyżej, czy powinien i zgodnie z przepisami mógł wiedzieć? Zarząd ani rada nadzorcza nie ma prawa nikomu ujawniać informacji poufnych, w tym właścicielom, ani mniejszościowym ani większościowym. Do tego służy ESPI i raporty okresowe. Proszę sobie wyobrazić reakcję KNF, gdyby rada nadzorcza przekazała informację poufną zwykłemu akcjonariuszowi (innemu niż Skarb Państwa) niebędącemu członkiem składu jej władz.

Skarb Państwa potrafi upomnieć się o informacje, szkoda, że wobec inwestorów indywidualnych zarząd PGNiG wykazywał się w przeszłości daleko większą powściągliwością w udzielaniu informacji i odmawiał odpowiedzi na pytania, nawet na walnym zgromadzeniu. Być może faktycznie, jak powiedział premier, należałoby się przyjrzeć przepisom ustaw o ofercie i obrocie, z pewnością nie przystają one duchem do czasów błyskawicznego przepływu informacji. Na razie jednak politycy pokazują co jakiś czas – jak minister Sikorski w przypadku porozumienia gazowego czy premier przy okazji podatku od kopalin – że przepisy obowiązują tylko niektórych.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.