Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaką ankietę przeprowadza GPW.
  • Co się stanie z indeksem blue chips.
  • Jak eksperci oceniają zastąpienie WIG20 przez WIG30.
  • Jakie nowe indeksy mogą się pojawić.

Już od dłuższego czasu na rynku toczy się dyskusja o tym, czy WIG20 powinien być zastąpiony przez inny indeks – taki, który lepiej oddawałby branżową różnorodność i nie był zdominowany przez spółki z udziałem SP. Jak dowiedział się „Parkiet”, dyskusja przybrała realne kształty. GPW Benchmark zdecydowała się na przeprowadzenie ankiety wśród uczestników rynku.

Foto: Parkiet

- Polski rynek kapitałowy w ostatnich latach dynamicznie się zmienia, a wraz z nim ewoluują oczekiwania inwestorów. Przyjmując strategiczne podejście, nieustannie analizujemy potrzeby rynku. Zaprezentowaliśmy szereg własnych inicjatyw, a także propozycji zgłoszonych przez interesariuszy zewnętrznych. Najciekawsze sugestie znalazły odzwierciedlenie w ankiecie – poinformowało nas biuro prasowe Giełdy. Podkreśla, że to dopiero początek dyskusji.

- Na tym etapie zależy nam przede wszystkim na poznaniu opinii rynku oraz oczekiwań uczestników. Wszelkie decyzje dotyczące zmian strukturalnych będą poprzedzone wnikliwą analizą oraz szeroką dyskusją z uczestnikami obrotu – deklaruje GPW.

Zmiany są potrzebne

Pytań w ankiecie jest 16. Jedno wprost dotyczy tego, czy WIG20 powinien się zmienić w WIG30. O opinię poprosiliśmy szerokie grono przedstawicieli rynku.

- Rośnie liczba dużych i w miarę płynnych spółek na GPW. Dobrym przykładem mogą być XTB czy Benefit Systems, które jeszcze kilka lat temu były uznawane za firmy średniej wielkości. Z drugiej strony może nastąpić delisting Żabki. Może dobrym pomysłem byłoby stopniowe rozszerzanie indeksu dużych spółek, czyli na początek WIG25, a za kilka lat faktycznie WIG30 – zastanawia się Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Rozszerzenie głównego indeksu do 30 komponentów, a także docelowe zastąpienie WIG20 przez WIG30 popiera Mikołaj Sobierajski, analityk XTB.

- WIG20 ma ogromną wartość. Jest najbardziej rozpoznawalnym polskim indeksem, ma długą historię i pozostaje podstawowym punktem odniesienia dla inwestorów. Jednocześnie polski rynek kapitałowy przez ostatnie lata wyraźnie dojrzał, a liczba dużych i płynnych spółek uzasadnia rozszerzenie głównego benchmarku. Indeksy powinny rozwijać się razem z rynkiem, który opisują – podkreśla Sobierajski.

Foto: Parkiet

Również Sebastian Liński, dyrektor akcji zagranicznych Uniqa TFI ocenia, że zmiana WIG20 na WIG30 miałaby swoje plusy. Indeks byłby mniej zależny od spółek Skarbu Państwa, relatywnie mniej skoncentrowany na bankach i mogłyby dołączyć do niego ciekawe i jakościowe spółki, do tej pory pozostające poza najważniejszym wskaźnikiem. Warto również zwrócić uwagę na stopy zwrotu osiągane przez WIG20 i WIG30.

- W krótkim okresie lepsze było zachowanie WIG20 ze względu na wyjątkowo wysokie stopy zwrotu z akcji banków i Orlenu. Jednak im dłuższy okres weźmiemy pod uwagę, tym większy jest dystans pomiędzy WIG30 a WIG20 na korzyść tego pierwszego – podkreśla Liński. Wskazuje również, że niemiecki DAX zawiera 40 największych spółek, podobnie jest z francuskim indeksem CAC40, a więc z tej perspektywy wciąż nie będzie to zbyt liczna reprezentacja polskiego rynku kapitałowego.

Na zachodnich giełdach w ostatnich latach doszło do zmian w indeksach blue chips.

- Możemy iść śladem innych giełd, które rozszerzały swoje indeksy, jak chociażby giełda w Tel Awiwie, zmieniając indeks TA-25 na TA-35, czy giełda niemiecka z indeksem DAX, który zwiększył liczbę komponentów z 30 do 40, ale pod warunkiem, że na GPW pojawi się kilku dużych, nowych emitentów. W obecnej rzeczywistości taki zabieg nie zwiększy zainteresowania spółkami, a to prawdopodobnie właśnie stoi za takim pomysłem – komentuje Bartosz Świdziński, prezes Erste Securities.

Dużo niewiadomych

Również Marcin Materna, dyrektor działu analiz BM Banku Millennium ocenia, że samo zastąpienie WIG20 indeksem WIG30 byłoby rozwiązaniem prostym, ale niekoniecznie optymalnym.

- Na pewno nie rezygnowałbym z WIG20 z dnia na dzień. Ze względu na jego znaczenie dla rynku instrumentów pochodnych, ewentualna zmiana powinna być stopniowa. Interesującym kierunkiem byłoby stworzenie nowego indeksu blue chips – uważa Materna. Jego zdaniem taki indeks mógłby uwzględniać nie tylko kapitalizację i płynność, ale także jeszcze bardziej zwiększyć ograniczenia koncentracji pojedynczych spółek i sektorów. Dzięki temu indeks lepiej pokazywałby kondycję największych i najbardziej płynnych spółek na GPW, a jednocześnie byłby bardziej użyteczny dla inwestorów instytucjonalnych i produktów pasywnych.

Czytaj więcej

Trzęsie fotelami prezesów państwowych firm

Praktyka pokazuje, że blisko 90 proc. obrotów akcjami na WIG koncentruje się na WIG20, z czego przytłaczająca większość dotyczy kilku spółek.

- Z tego punktu widzenia zwiększenie WIG20 do WIG30 nie wpłynie istotnie na koncentrację obrotów, a nieco zwiększy koszt odwzorowania portfela blue chips – podkreśla Sobiesław Kozłowski, dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego Ipopema Private Investments. Jego zdaniem indeks bazowy (WIG20) warto oceniać z kontraktami terminowymi na WIG20, a powrót mnożnika do 10 zwiększałby atrakcyjność futures.

- W kontekście futures na WIG20 istotną kwestią jest ujawnianie zagregowanych pozycji, tak jak amerykański TFF, który podaje pozycje według kategorii takich jak dealerzy i animatorzy, zarządzający aktywami, fundusze lewarowane, pozostali instytucjonalni, inwestorzy indywidualni, pozostali/nieraportujący. Ponadto dla każdej kategorii podane są m.in. pozycje długie, krótkie czy pozycje netto, jak i zagregowane top3 czy top4 największych pozycji long i short – wymienia Kozłowski. Dodaje, że gros obrotów akcjami na GPW generują inwestorzy zagraniczni, a dla nich kluczową miarą jest średnia dzienna wartość obrotów na poszczególnych spółkach, więc ich wielkość, free float (casus Allegro po ABB i wzrostu wagi w WIG20 do 8,7 proc. – wejście do top3) tworzy sprzężenie zwrotne i zachęca zagranicznych inwestorów do aktywności na GPW. W 2025 r. odpowiadali oni za 70 proc. obrotów na rynku głównym. 17 proc. przypadło na krajowe instytucje, a pozostałe 13 proc. na drobnych inwestorów.

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, poproszone o komentarz na temat zmiany indeksów, wypowiada się ostrożnie.

- Kwestia ta wymaga szerszej dyskusji rynkowej. W rozszerzeniu indeksu widzimy plusy, ale też minusy. Z jednej strony większy skład dawałby większą ekspozycję na największe spółki i większą szansę kierowania w ich stronę kapitału, a do tego większą dywersyfikację przy częściowym zmniejszeniu wagi dotychczasowych komponentów WIG20. Z drugiej strony to zmniejszenie wagi nie będzie wciąż aż tak istotne, aby miało jakiś szczególnie istotny wpływ na sytuację indeksu – ocenia Piotr Cieślak, dyrektor zarządzający SII. Dodaje, że warto również mieć na uwadze, czy poszerzenie indeksu największych spółek nie skutkowałoby zbyt dużym spadkiem płynności w pozostałych dwóch indeksach.

O co jeszcze giełda pyta

W ankiecie znajdziemy też inne ciekawe pytania. Chociażby o to, czy GPW powinna wdrożyć indeksy momentum, indeksy spółek innowacyjnych, indeksy obligacji korporacyjnych oraz indeksy uwzględniające cele klimatyczne. Rozważane jest również stworzenie indeksu spółek, które przeszły z NewConnect, a także indeksu najbardziej perspektywicznych firm z małej giełdy.

Ważnym wątkiem w ankiecie są również OKI.

„GPW Benchmark rozważa zasadność tworzenia indeksów mogących wspomóc proces inwestowania w tej formie, o ile podmioty uznają za zasadne wprowadzenie takich indeksów i wskazanie, jakie cechy takich indeksów byłyby pożądane” – czytamy w ankiecie. GPW wskazuje, że sposób takiej selekcji może dotyczyć ekspozycji na rynek potencjalnie wzrostowy (np. na spółki posiadające ekspozycję na odbudowę Ukrainy) czy spółek technologicznych/AI.

Czytaj więcej

Maklerzy ostrzą sobie zęby na miliardy złotych od Polaków z OKI

Opinie

Zmiana WIG20 na WIG30 to byłby niepotrzebny eksperyment

Grzegorz Zawada, dyrektor BM VeloBanku

Dyskusja nad wyższością WIG30 nad WIG20 toczyła się już w 2014 r. i przyznam, że nie dostrzegałem wówczas istotnych przewag tego pierwszego. Za jego zalety można by uznać większą dywersyfikację, ograniczenie udziału pojedynczej spółki czy też większy udział spółek spoza stajni SP, za wadę natomiast trudniejszą replikację. I to się nie zmieniło. Natomiast pozostaje pytanie o użyteczność takiego indeksu, którego 80-90 proc. kapitalizacji zawiera się w bardzo podobnym waskźniku, jakim jest WIG20. Dla mnie są dwie miary użyteczności indeksu. Pierwsza to powszechność jego stosowania jako benchmarku dla portfeli inwestycyjnych. Druga to dostępność instrumentów opartych na takim indeksie (np. ETF-ów czy instrumentów pochodnych). Pod względem obu kryteriów WIG20 wciąż wygrywa i to zdecydowanie. Kolejny wskaźnik na pograniczu WIG20 i mWIG40 nie jest potrzebny. Z kolei zamiana ugruntowanego benchmarku jakim jest WIG20 na WIG30 byłaby kolejnym eksperymentem, wymagającym poniesienia dodatkowych kosztów przez cały rynek. Jedną z kluczowych niewiadomych byłby wpływ na rynek kontraktów terminowych na WIG20, a jest to jeden z najlepiej rozwiniętych segmentów warszawskiego parkietu.

Od samego mieszania herbata nie staje się słodsza

Bartosz Świdziński, prezes Erste Securities

Zastąpienie indeksu „blue chips”, czyli WIG20, innym indeksem, z szerszą reprezentacją spółek, jest na chwilę obecną złym pomysłem. Taka próba była już podejmowana i przypomina mieszanie herbaty w szklance: od mieszania herbata nie staje się słodsza. Taki zabieg miałby sens, gdyby rynek pozyskał w ostatnim czasie kilka nowych, dużych i płynnych spółek, a niestety dużych IPO na GPW jest bardzo mało. Zamiast tego obserwujemy raczej odwrotny trend — konsolidację spółek z indeksu „blue chips”, jak w przypadku grupy Orlen, oraz wezwania i wycofania z obrotu, czego przykładem był Play czy niedawno zapowiedziane wezwanie na Żabkę. Dodatkowo tego rodzaju zmiana techniczna wiąże się z przetasowaniem w rankingu spółek, co w praktyce osłabia mWIG40, a w konsekwencji kolejne indeksy niższego szczebla. Nie bez znaczenia byłby też potencjalnie negatywny wpływ na rynek terminowy, który ma swoją specyfikę, a gdzie kluczowym instrumentem jest kontrakt na WIG20. Statystyki są jakie są: obroty na spółkach z WIG20 w ostatnich czterech latach średnio odpowiadają za ponad 82 proc. całkowitych obrotów na rynku głównym, a top 5 spółek w poprzednim roku odpowiadało za ponad 44 proc. całkowitego obrotu na GPW. To wskazuje, że już w samym WIG20 istnieje duża różnica w płynności poszczególnych składowych.