Początek 2026 r. nie był okresem spokoju w zarządach największych spółek z bezpośrednim lub pośrednim udziałem Skarbu Państwa. Nasz Barometr Prezesów, który narastająco mierzy zmiany dokonane w ostatnich 12 miesiącach na czele kluczowych firm pozostających pod kontrolą państwa, wzrósł w marcu do 35,6 pkt, czyli do najwyższego poziomu od wiosny 2025 r.
Przyczyniły się do tego roszady kadrowe przeprowadzone w pierwszych miesiącach tego roku, gdy w co piątej z 45 analizowanych firm doszło do przetasowań na fotelu prezesa. Można to uznać za dowód, że minister aktywów państwowych, Wojciech Balczun konsekwentnie realizuje koncepcję MAP jako „aktywnego właściciela”, który na bieżąco analizuje sytuację w spółkach będących pod nadzorem jego resortu.
Część roszad kadrowych, które miały miejsce w I kwartale była dokończeniem już wcześniej rozpoczętych zmian, jak np. w PGE, gdzie w połowie stycznia Dariusz Lubera został już pełnoprawnym prezesem energetycznego giganta (wcześniej pełnił te obowiązki po grudniowym odwołaniu Dariusza Marca), czy w Enerdze. Pod koniec marca rada nadzorcza powołała na stanowisko prezesa tej spółki Magdalenę Kamińską, dotychczasową wiceprezes ds. finansowych, która wcześniej, od połowy listopada pełniła obowiązki prezesa.
Czytaj więcej
Co roku przeglądamy listy prezesów do akcjonariuszy. Publikacje są coraz bardziej profesjonalne i coraz częściej oprócz historycznych danych zawier...
Prezes do szybkiej wymiany
Jednak nie zabrakło też nagłych i nieoczekiwanych zmian opisywanych jako „trzęsienie ziemi” w zarządzie dużej spółki. Tak było w przypadku KGHM, gdy pod koniec stycznia rada nadzorcza odwołała prezesa Andrzeja Szydło i wiceprezesa Piotra Stryczka. Czasowe zarządzanie spółką powierzyła delegowanemu z RN Remigiuszowi Paszkiewiczowi, który ponad trzy tygodnie później został już formalnie powołany na stanowisko prezesa miedziowego giganta.
Jako „trzęsienie ziemi” oceniano też przeprowadzone w lutym kadrowe zmiany w chemicznym gigancie, Grupie Azoty, gdzie rada nadzorcza odwołała trzech członków zarządu w tym prezesa Andrzeja Skolmowskiego (po zaledwie ośmiu miesiącach na tym stanowisku). Wakat został jednak szybko wypełniony, bo już na początku marca na czele nowego zarządu stanął Marcin Celejewski. Nowy szef Azotów, który od początku stycznia zarządza też ZA Puławy, spółką zależną grupy (przyszedł, zapowiada „głęboką restrukturyzację” Grupy Azoty, jednego z kluczowych graczy europejskiego rynku nawozowo-chemicznego.
O trzęsieniu ziemi pisano też w kontekście decyzji rady nadzorczej Poczty Polskiej, która nieoczekiwanie (także dla samego zainteresowanego) odwołała 25 marca prezesa Sebastiana Mikosza – w drugą rocznicę jego powołania na to stanowisko i niedługo przed ogłoszeniem zaskakująco dobrych wyników poczty za 2025 r.
– Wniosek o odwołanie został uzasadniony potrzebą zapewnienia zgodności polityki zarządczej spółki z celami właścicielskimi oraz koniecznością skutecznej realizacji założeń strategicznych, w tym odbudowy pozycji rynkowej spółki – wyjaśniało tę decyzję MAP.
Czytaj więcej
Widzimy, jak urosła giełda i jak wygląda kapitalizacja głównych spółek publicznych Skarbu Państwa. To dla mnie dowód, że państwo odgrywa dobrą rolę...
Kres politycznych nominacji?
– Liczą się kompetencje, doświadczenie, potwierdzone sukcesy biznesowe oraz cały szereg różnych umiejętności, które muszą być dopasowane do specyfiki poszczególnych spółek – podkreślał Wojciech Balczun, wyliczając w rozmowie z „Rzeczpospolitą” kryteria, według których MAP będzie kierować się przy podejmowaniu decyzji kadrowych w spółkach z udziałem Skarbu Państwa.
Rozmowę opublikowaliśmy 10 lutego, dzień po tym, jak premier Tusk podpisał Kodeks Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego mający zapewnić neutralność polityczną i profesjonalizm we władzach spółek z udziałem SP. W tym transparentne procedury ich powoływania na podstawie jasnych kryteriów i realnej oceny kompetencji, a nie sympatii politycznych.
W najbliższych tygodniach nie zabraknie okazji do sprawdzenia w praktyce nowych zasad wyboru top menedżerów spółek kontrolowanych przez państwo. Jedną z tych okazji stworzy ogłoszony na początku kwietnia konkurs na prezesa i siedmiu członków zarządu Orlenu, który – zdaniem niektórych komentatorów – może wywołać kadrowe trzęsienie w paliwowym gigancie.
– Spółki SP powinny świecić przykładem i być dla menedżerów prawdziwym marzeniem zawodowym – podkreśla Andrzej Maciejewski, partner w firmie executive search Spencer Stuart. Nie kryje, iż liczy na to, że Kodeks Dobrych Praktyk przyniesie faktyczne i ogromnie potrzebne zmiany jakościowe w ładzie korporacyjnym spółek SP. Jego zdaniem, już dziś w niektórych z nich (szczególnie tam, gdzie także na poziomie rad nadzorczych udało się zbudować kompetencje biznesowe) widać więcej merytokracji, co przekłada się zazwyczaj na lepsze wyniki oraz faktyczną budowę wartości.
Jak jednak zauważa ekspert executive search, w domenie SP są też spółki, w których zespoły zarządzające wyglądają jak przypadkowe zbieraniny, a wzajemne relacje w takich zarządach są dalekie od gry zespołowej.
– Co gorsza, nieustannie powtarzane konkursy wnoszą w tych spółkach element niepewności i tymczasowości, a to nie sprzyja długofalowemu myśleniu w kategoriach strategicznych – zaznacza Andrzej Maciejewski.
Test niezależności
W odpolitycznienie spółek z udziałem SP powątpiewa Bartłomiej Jabrzyk, analityk Forum Obywatelskiego Rozwoju, według którego mylenie profesjonalizacji z odpolitycznieniem jest największym nieporozumieniem w debacie o doborze kadr tych spółek. Jak ocenia Bartłomiej Jabrzyk, wprowadzane przez rząd rozwiązania mające na celu podwyższenie kryteriów merytorycznych stawianych kandydatom do zarządów i rad nadzorczych są krokiem w dobrym kierunku, ale nie rozwiązują problemu upolitycznienia.
– Aktualny rząd łata furtkę pozostawioną przez PiS, ale nie usuwa przyczyny problemu, czyli samej struktury właścicielskiej spółek. To właściciel – w tym przypadku państwo, czyli realnie politycy – podejmuje decyzję w sprawie zatrudnienia zarządów – przypomina analityk FOR. Jego zdaniem, najlepszym testem odpolitycznienia byłaby sytuacja, w której kompetentny prezes w interesie spółki może powiedzieć ministrowi „nie” bez ryzyka utraty stanowiska. W spółce kontrolowanej przez państwo taka niezależność z definicji jest ograniczona – zaznacza ekspert FOR, który konsekwentnie podkreśla, iż warunkiem prawdziwej niezależności władz spółek SP od wpływu polityków jest przeprowadzenie ich faktycznej prywatyzacji.
W tej sytuacji bardzo pozytywnie należy ocenić płynące od ministra Balczuna sygnały dotyczące zamiarów zmniejszenia portfela spółek kontrolowanych przez państwo. – Niestety, nie wiemy jeszcze o jakie i ile spółek chodzi. Nie spodziewam się, że chodzi o największe, a zatem najbardziej wypaczające konkurencję, spółki energetyczne czy duże banki – zauważa Bartłomiej Jabrzyk.