W poniedziałek na giełdach dominowały wzrosty indeksów w reakcji na doniesienia o deeskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Po południu WIG rósł o 0,4 proc. do niemal 148 tys. pkt, a WIG20 o 0,2 proc. do 3 927 pkt. Przed południem entuzjazm inwestorów był jeszcze większy: indeks blue chips po 19 latach wspinaczki w końcu pokonał szczyt z 2007 r., ustanawiając nowe dzienne maksimum i przebijając poziom 3 963 pkt.

Indeksy na warszawskim parkiecie poruszają się w trendzie wzrostowym od jesieni 2022 r., a polska giełda jest jedną z najlepszych, jeśli chodzi o stopy zwrotu w ostatnim okresie. Łączna kapitalizacja wszystkich 403 emitentów z rynku głównego GPW wynosi obecnie ponad 2,9 bln zł.

Tomasz Bardziłowski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie

Lipiec to kolejny miesiąc rekordów na warszawskim parkiecie. Główny indeks WIG od początku roku zyskuje już ponad 25 proc., a szczególnie symboliczne znaczenie ma nowe historyczne maksimum WIG20 – rekord, na który inwestorzy czekali blisko 19 lat.

WIG20 jest indeksem cenowym, dlatego inwestorzy, którzy od rekordu w 2007 r. reinwestowali dywidendy, osiągnęli ponad 120-procentową stopę zwrotu, czyli średnio około 4,3 proc. rocznie. Udało się pobić inflację, która w tym okresie wyniosła około 84 proc.

Nowe historyczne maksimum WIG20 to oczywiście ważny moment dla GPW. Pokazuje, że rynek kapitałowy umacnia swoją rolę w gospodarce, a globalni inwestorzy dostrzegają potencjał największych polskich spółek. Dzisiejszy skład indeksu dobrze odzwierciedla zmiany, jakie zaszły w naszej gospodarce na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Obok tradycyjnych sektorów, jak bankowość czy energetyka, coraz większą rolę odgrywają nowoczesne spółki konsumenckie, handel detaliczny i e-commerce. Brakuje jednak spółek technologicznych, na to jeszcze musimy poczekać.

Z jednej strony cieszy mnie, że ostatnie dwa lata to jeden z najlepszych okresów w historii GPW. Z drugiej strony pokazuje, że straciliśmy sporo czasu na rozwój rynku i teraz powinniśmy mocno przyśpieszyć. Potencjał wzrostu jest nadal ogromny – kapitalizacja krajowych spółek na GPW to tylko około 30 proc. polskiego PKB, w porównaniu do średniej w UE na poziomie 70 proc. i poziomu powyżej 100 proc. dla najbardziej rozwiniętych krajów. Do długotrwałego wzrostu nasza gospodarka potrzebuje więcej inwestycji i innowacji, a do tego potrzebny jest bardziej rozwinięty rynek kapitałowy i dalsze wzmacnianie roli krajowego kapitału. W tym kontekście bardzo czekamy na OKI, które mają zachęcić Polaków do inwestowania, tym samym wspierając finansowanie rozwoju polskich spółek.

Czytaj więcej

WIG20 w końcu uporał się z rekordem sprzed 19 lat

Tomasz Hońdo, starszy ekonomista Quercus TFI

Patrząc na całokształt wskaźników, wyceny polskich akcji przebyły już długą drogę od okazyjnych poziomów sprzed kilku lat. Niektóre z nich są już wyraźnie powyżej historycznych średnich, np. współczynnik cena/wartość księgowa dla WIG w lipcu doszedł do ok. 2,0, co jest wartością najwyższą od 2008 r..

Z drugiej strony, gdyby wskaźniki P/BV lub cena/sprzedaż miały dojść do ekstremów z połowy 2007 r., to musiałyby urosnąć jeszcze odpowiednio o około 50 i 40 procent. To pokazuje, że polskie akcje, choć według niektórych miar już w pewnym stopniu drogie na tle historycznym, nie są jeszcze na terytorium zaawansowanej bańki spekulacyjnej.

Poza tym, cały czas wypadamy relatywnie korzystnie w porównaniach globalnych. Przykładowo, stopa dywidendy polskich akcji, choć już poniżej 4 proc., jest niemal dwukrotnie wyższa niż dla indeksu rynków wschodzących.

Kamil Szczepański, analityk XTB

Zarówno WIG, jak i WIG20 są specyficzne i o ile mogą dość dobrze oddawać sentyment rynku finansowego, to mają wątpliwą relację z realną kondycją polskiej gospodarki czy polskich spółek giełdowych. Skupiając się na WIG20, wskaźniki wyceny, które można interpretować jako niskie nie muszą oznaczać, że „jest tanio”. WIG20 jest indeksem wynikowym a nie dochodowym. Oznacza to, że wartość WIG20 nie uwzględnia dywidend, przez co cena jest obciążana nie tylko przez zjawiska rynkowe – ale również techniczne właściwości indeksu. Dodatkowo spółki Skarbu Państwa (oraz banki) w Polsce są wyceniane z dyskontem polityczno-regulacyjnym. Jednocześnie są to spółki, które dominują w największych indeksach.

Polski rynek historycznie był klasyfikowany jako „rynek wschodzący” i był handlowany z dyskontem (często znacznym) względem rynków rozwiniętych. GPW jest jednak na dobrej drodze, by dołączyć do grona rynków rozwiniętych w perspektywie kilku lat. Zmiana klasyfikacji oraz percepcji inwestorów sprawi, że historyczne dyskonto straci uzasadnienie. Napływ kapitału może okazać się bardzo duży.Korekta na giełdzie pozostaje możliwym scenariuszem, zwłaszcza w kontekście tak dużych wzrostów – jednak jeśli kondycja gospodarki, konsumenta i rynku się utrzyma – powinna być ona raczej płytka. Obecnie nic nie wskazuje, by Polska gospodarka w najbliższych kwartałach miała istotnie zwolnić. Poprzeczka dla Polski oraz polskich spółek jest dość wysoko, jednak jeśli oczekiwania te zostaną spełnione, to kolejne fale wzrostu mogą być kwestią czasu.

Kacper Fliszkiewicz, analityk BM BNP Paribas

Polski rynek akcji pozostaje w długoterminowym trendzie wzrostowym i pomimo historycznych szczytów nadal jest wyceniany niżej niż pozostałe europejskie rynki. Nasza giełda przy prognozowanym wskaźniku ceny do zysku wynoszącym około 14,35 pozostaje wyraźnie tańsza od rynku amerykańskiego i większości rynków europejskich, lecz jednocześnie na tle własnej historii jest to już wycena stosunkowo wysoka. Wsparciem dla polskiej giełdy pozostaje dobra kondycja gospodarki, rosnąca konsumpcja i perspektywa dalszych inwestycji z Unii Europejskiej. Jednak po tak silnych wzrostach trudno oczekiwać, że rynek będzie rósł w takim samym tempie jak dotychczas.

Naszym zdaniem najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się kontynuacja trendu wzrostowego, ale w wolniejszym tempie i przy większej zmienności. Nie traktowalibyśmy więc obecnych poziomów jako końca hossy, ale też nie jako okazji zakupowej z takim marginesem bezpieczeństwa, jaki był rok czy dwa lata temu.

Czytaj więcej

Eksperci wierzą w kontynuację hossy zarówno na GPW, jak i na Wall Street

Konrad Ogrodowicz, zarządzający funduszami SUPERFUND TFI

WIG zyskał w lipcu 8,67 proc., pomimo gorszego sentymentu za granicą – S&P 500 stracił 0,18 proc., a Nasdaq Composite 3,2 proc. Na polskim parkiecie nie widzimy jednak szerokiej hossy, a jedynie selektywne wzrosty. Bardzo dobry sentyment sprzyja Orlenowi, który w lipcu zyskał aż 16,94 proc., a także bankom – PKO BP wzrósł o 8,51 proc. Niewątpliwie jest to zasługa dużego zainteresowania naszym rynkiem ze strony inwestorów zagranicznych. W efekcie kapitał trafia przede wszystkim do najpłynniejszych podmiotów. Wyceny na polskiej giełdzie stały się już wymagające, natomiast ocena, jak bardzo, zależy od założeń dotyczących przyszłości. Jeśli założymy dalszą poprawę wyników spółek, to polskie akcje wciąż mają przestrzeń do wzrostów. Polska stała się bardzo popularnym kierunkiem inwestycyjnym wśród europejskich rynków i zakładam, że ten trend się utrzyma. Największym ryzykiem, które wciąż pozostaje obecne, jest ryzyko polityczne.

Marek Kaźmierczak, starszy zarządzający funduszami VIG / C-QUADRAT TFI

Zarówno bardzo duża liczba transakcji w czerwcu na krajowym rynku akcji, jak i krach w sektorze półprzewodników za granicą w lipcu nie przeszkodziły w kontynuacji wzrostów na krajowym rynku akcji. Zakładaliśmy wcześniej, że krajowy rynek mógłby być beneficjentem globalnej rotacji kapitału, i tak się stało.

Nasz rynek akcji bardzo dobrze znosi różnego typu perturbacje na globalnym rynku akcji. Inwestorzy globalni szukają dobrej relacji zysku do ryzyka i bezpiecznych przystani. Polska dobrze wpisuje się w ten trend jako beneficjent przepływu kapitału, nie tylko wśród rynków wschodzących, ale jednocześnie jako kraj europejski z profilem wzrostu zbliżonym do rynku amerykańskiego. Jest to dość nietypowe, ale jakże interesujące zarazem.

Sytuacja na rynku ropy jest dynamiczna i przy bardzo niskich zapasach w krajach rozwiniętych może powodować perturbacje w przypadku dalszej eskalacji konfliktu. To skłania do bardziej defensywnego podejścia – pomimo pozytywnej oceny wyników krajowych spółek oraz ich perspektyw biznesowych.

Andrzej Bieniek, dyrektor inwestycyjny ESALIENS TFI

Wyznaczenie przez WIG20 nowego historycznego szczytu notowań w poniedziałek 3 sierpnia stanowi kolejne potwierdzenie, że polski rynek akcji znajduje się w silnej, wieloletniej hossie. Konsekwentnie podtrzymuję swoją odważną tezę: osiągnięcie przez indeks WIG poziomu 200 tys. punktów w 2027 r. jest w pełni realne, a argumentów za tym scenariuszem stale przybywa. Głównym motorem nadchodzących wzrostów będzie smart kapitał płynący pod wprowadzenie kont OKI. Polacy uwielbiają oszczędzać na podatkach, a instytucje finansowe mocno powalczą o nowy rynkowy tort. Kluczowa pozostaje też zmiana percepcji Polski przez inwestorów zagranicznych. Odporność naszej gospodarki i wejście globalnych graczy (jak zainteresowanie Żabką) pokazują, że zagranica dostrzega potęgę polskiego konsumenta i kompetencje menedżerskie naszych spółek wychodzących za granicę.

Choć tanio już było, to precyzyjna selekcja jakościowych spółek z mocnym zarządem wciąż pozwala budować ponadprzeciętną stopę zwrotu. Rekord WIG20 to dopiero przystanek.

Współpraca Andrzej Pałasz