Z rynkowego punktu widzenia, mimo nadchodzących wakacyjnych nastrojów, ubiegły tydzień przyniósł inwestorom sporo emocji. Pierwsze wystąpienie w roli szefa Fedu Kevin Warsh ma za sobą, natomiast – wbrew oczekiwaniom sprzed kilku miesięcy – jego stanowisko jest dziś raczej jastrzębie. To sprawia, że amerykański rynek obligacji jest nadal daleki od optymizmu, a dolar dostał wiatru w żagle. 

Czytaj więcej

SpaceX - spółka, której akcje mocno wystrzeliły, a wycena stała się kosmiczna

Akcje w kosmos

Na temat debiutu i kilku pierwszych dni notowań SpaceX pewnie szybko powstanie niejeden podręcznik, opisujący kulisy tego największego w historii rynków IPO. Mimo absurdalnie wysokich wskaźników wycen już podczas oferty publicznej, popyt nie miał dość i wyniósł kurs spółki tak wysoko, że ta znalazła się na moment na czwartej pozycji w zestawieniu najdroższych firm świata. I to pomimo że nie wypracowuje zysku netto, a pod względem przychodów plasuje się w okolicach drugiej setki firm. Wygląda jednak na to, że SpaceX stała się ulubieńcem inwestorów, przynajmniej tych krótkoterminowych, liczących m.in. na mający szybko nadejść popyt funduszy indeksowych i pasywnych, wraz z jej dołączeniem do indeksów Nasdaq 100 czy Russell 1000.

Foto: Parkiet

Tym samym SpaceX szybko stała się spółką, wobec której inwestorzy podchodzą z największą nonszalancją. Czy jednak szał wokół historycznego debiutu powoli nie gaśnie? Czas pokaże. Czwartkową i jednocześnie ostatnią sesję tygodnia dla amerykańskiego rynku SpaceX zakończyła 3,56-proc. spadkiem, tracąc chwilami w trakcie sesji nawet ponad 10 proc. Był to zresztą drugi dzień zakończony spadkiem przez kosmiczną firmę. Kurs akcji na poziomie 185 dol. na zamknięciu tygodnia to jednak wciąż o 37 proc. powyżej ceny z oferty publicznej.

Ambitne plany SpaceX wymagają finansowania. Tymczasem w czwartek spółka otrzymało ratingi kredytowe na poziomie inwestycyjnym od Moody's, Fitch oraz S&P Global Ratings, przy czym każda z tych agencji nadała perspektywę "stabilną". S&P Global Ratings przyznała rating kredytowy emitenta "BBB", Moody's nadała ocenę "Baa1", a Fitch Ratings opublikował IDR "BBB+". Oceny te, wraz ze stabilną perspektywą, lokują firmę bardzo mocno pod względem ratingu inwestycyjnego, mogą obniżać przyszłe koszty finansowania oraz dać dostęp do szerszej grupy instytucjonalnych inwestorów.

Wśród kluczowych czynników przemawiających za pozytywnymi ocenami agencje ratingowe wskazały silną pozycję konkurencyjną spółki oraz powtarzalne przychody Starlinka. Moody's podkreśliła, że Starlink jest głównym źródłem przepływów pieniężnych. S&P odnotowała solidne postępy działalności w zakresie wynoszenia ładunków w kosmos i usług łączności. Ratingi te powstały pomimo oczekiwań dotyczących znacznie ujemnych wolnych przepływów pieniężnych w najbliższym czasie z powodu agresywnych inwestycji kapitałowych, zwłaszcza w sztuczną inteligencję.

Przypomnijmy, że podczas IPO Elon Musk przedstawił wizję dalekosiężnej ekspansji opartej na AI, orbitalnych centrach danych i przyszłej kolonizacji Marsa, porównując SpaceX do historycznych megaprojektów infrastrukturalnych (np. Union Pacific). Musk sugeruje, że podobnie jak koleje w XIX w., SpaceX ma fundamentalnie zmienić gospodarkę i uzasadniać wycenę na poziomie bilionów dolarów. IPO, w ramach którego spółka pozyskała 85,7 mld dol., to dopiero początek finansowania. Firma będzie mieć ogromne potrzeby kapitałowe, na start emitując obligacje za minimum około 20 mld dol. Celem jest m.in. budowa infrastruktury AI w kosmosie. Część analityków z Wall Street sugeruje jednak, że większość wydatków w kolejnych latach i tak będzie musiała być pokryta kapitałem własnym, bo zdolność do zadłużania się w tej skali jest ograniczona.

Optymiści widzą ogromny potencjał w AI i infrastrukturze kosmicznej, zaś sceptycy wskazują, że zwroty z inwestycji mogą pojawić się dopiero za 5–10 lat lub później. Już teraz wydatki na finansowanie AI i infrastruktury cyfrowej podjęte przez kilka największych firm sięgają setek miliardów dolarów rocznie.

Czytaj więcej

Polscy inwestorzy rzucili się na akcje SpaceX

Silny dolar, stabilizacja ropy

Debiut SpaceX to oczywiście najgłośniejsze wydarzenie czerwca, ale z wypiekami na twarzy inwestorzy wyczekiwali także decyzji amerykańskiej Rezerwy Federalnej, a ściślej – wystąpienia Kevina Washa, po raz pierwszy w roli przewodniczącego Fedu. Amerykański rynek obligacji w ostatnich tygodniach odpuścił tylko częściowo, a rentowności papierów dziesięcioletnich osunęły się od majowego szczytu jedynie o 0,2 pkt proc. W tym samym czasie oprocentowanie krajowych papierów dziesięcioletnich stopniało aż o 0,6 pkt proc. Najsilniejszy od kilku miesięcy jest za to dolar, co też sporo mówi o nastawieniu rynku co do kolejnych decyzji Fedu. 

Silny dolar to nie najlepsza wiadomość dla GPW, na której trwa sezon sutych dywidend, m.in. od Orlenu i banków. W minionym tygodniu krajowa giełda zaliczyła co prawda nowe rekordy hossy, ale jednocześnie główne indeksy w drugiej połowie tygodnia zniżkowały. – Euro znajduje się na najwyższych poziomach od kwietnia, natomiast dolar zbliża się do tegorocznych szczytów. Nie jest to typowe zachowanie w obecnej fazie hossy akcyjnej i działa na niekorzyść byków na GPW – zauważa Piotr Neidek z BM mBanku. – Jeżeli USD/PLN przełamie linię trendu spadkowego, a następnie aktywuje formację odwróconej głowy z ramionami, nad Wisłą mogą pojawić się wyraźniejsze impulsy podażowe. Na razie formacja pozostaje nieaktywna, jednak sama jej obecność istotnie podnosi ryzyko korekty na złotym, a w skrajnym scenariuszu nawet zmiany trendu – analizuje Neidek.

Marek Rogalski z DM BOŚ wskazuje, że silny dolar mocno rzutuje na rynki wschodzące, a ewentualne odbicie ceny ropy może dodatkowo podbijać tę nerwowość. – Uwagę zwraca korekta na giełdowych parkietach, choć warto zaznaczyć, że bilans czwartkowego handlu na Wall Street był pozytywny. To sygnał, że mimo silnego dolara i jastrzębiej narracji z Fed, rynki akcji nadal pozostają w trybie "łapania okazji" – zauważa.

Amerykański rynek obligacji może natomiast z większą rozwagą niż rynek akcji podchodzić do sytuacji na Bliskim Wschodzie. Iran i USA podpisały co prawda dokument będący wstępem do porozumienia. Z drugiej strony wciąż trwają walki w Libanie, a od zaprzestania izraelskich ataków Iran uzależnia utrzymanie porozumienia z USA. Druga połowa tygodnia bądź co bądź przynosi większy ruch w cieśninie Ormuz, aczkolwiek w piątek na rynkach, przy zamknięciu Wall Street, trudno było doszukać się optymizmu.

– USA i Iran odłożyły rozpoczęcie rozmów dotyczących trwałego porozumienia pokojowego oraz ograniczenia irańskiego programu nuklearnego. Spotkanie miało odbyć się w piątek w Szwajcarii, jednak zostało przesunięte. Oficjalnie Biały Dom wskazał na problemy logistyczne, ale w tle tej decyzji widoczne jest zaostrzenie walk między Izraelem a wspieranym przez Iran Hezbollahem w południowym Libanie – komentuje Krzysztof Kamiński z Oanda TMS. – Jednym z kluczowych źródeł napięć pozostaje żądanie Iranu, który domaga się zawieszenia broni w Libanie jako elementu tymczasowego porozumienia z USA – podkreśla. Izrael deklaruje natomiast, że będzie kontynuował działania wojskowe, dopóki Hezbollah nie przestanie zagrażać mieszkańcom północnej części kraju. – W rezultacie konflikt libański coraz silniej wpływa na szersze negocjacje dotyczące bezpieczeństwa regionalnego i irańskiego programu nuklearnego – wskazuje analityk. O ile w pierwszej połowie czerwca ropa dynamicznie przeceniała się, o tyle początek drugiej przynosi już stabilizację cen wokół 80 dol. za baryłkę typu Brent.