Był pan giełdowym optymistą. Kiedy WIG wynosił około 60 tys. pkt wierzył pan w hossę? W lipcu 2023 r. mówił nam pan, że WIG może sięgnąć 100 tys. pkt. do końca 2025 r. WIG przebił „setkę” w kwietniu 2025 r. Gdy wtedy rozmawialiśmy po pokonaniu tej „setki”, szacował pan, że WIG może sięgnąć 200 tys. pkt do 2030 r. Nasza giełda bije rekordy. WIG przekroczył już grubo ponad 150 tys. pkt i na wzrost o ponad 50 proc. potrzebował ok. 15 miesięcy. Czy po takim szybkim rajdzie nadal jest pan optymistą? Są podstawy do dalszych wzrostów?

Dojście WIG do 100 tys. pkt wydawało mi bardziej oczywiste i łatwiejsze, bo nasz rynek był bardzo tani, wracaliśmy z takich inwestycyjnych zaświatów. Ta ostatnia fala wzrostowa, ten ruch o 50 proc. w kilkanaście miesięcy jest bardzo dynamiczny. Widzę pewne ryzyka, ale prognozę 200 tys. pkt. dla WIG do końca 2030 r. dalej bym podtrzymał. Po drodze mogą wystąpić korekty i zawirowania. Rośniemy bardzo szybko, praktycznie z niewielkimi przerwami. Od półtora roku na GPW jest wzrost bez żadnych bardziej dynamicznych spadków. Trzeba więc zachować ostrożność.

Reklama
Reklama

Kiedy rozmawialiśmy w styczniu wskazywał pan, że 2026 r. po bardzo dobrym 2025 r. może być słabszym rokiem dla giełdy, że może przynieść „zdrową korektę”. Hossa trwa. Korekta oczywiście była po ataku Izraela i USA na Iran. Trwała miesiąc i rynki szybko wróciły do wzrostów. Potem też były wahnięcia w dół, np. w kwietniu czy w czerwcu. To były kilkuprocentowe spadki i znów powrót do zwyżek. Jakie pan widzi argumenty za długoterminową hossą?

Zmienia się struktura oszczędności gospodarstw domowych. Rośnie zainteresowanie rynkiem akcji w Polsce przede wszystkim ze strony tzw. kapitałów emerytalnych. IKE, IKZE, a także PPK działają bardzo dobrze. WIG jest indeksem dywidendowym, co sprawia, że mamy dodatkowo kilkanaście miliardów złotych rocznie dywidend do reinwestycji. Przez ostatnie lata nie mieliśmy zbyt dużej podaży akcji, a jest stały popyt, dopływ kapitału na rynek, co w naturalny sposób wspiera hossę. W długim terminie może to też stabilizować ewentualne spadki.

A napływ kapitału zagranicznego na GPW utrzyma się? Czy nasza gospodarka będzie jedną z najlepszych w Europie i też będzie wsparciem dla giełdy?

Oczywiście otoczenie makro jest pozytywne, sprzyja giełdzie. W ostatnich miesiącach napływ inwestorów zagranicznych był bardzo ważny, co szczególnie widać po wzroście indeksu WIG20. W perspektywie kilkunastu następnych miesięcy widzę większe ryzyko w segmencie dużych spółek niż mniejszych. Na sentyment inwestorów zagranicznych oddziałują dwa czynniki: światowa geopolityka oraz wydarzenia w kraju. Pamiętajmy o zbliżających się wyborach parlamentarnych w Polsce w 2027 r. To też będzie wpływać na rynek i według mnie bardziej na spółki duże niż na małe i średnie.

WIG20, tak jak WIG, bije rekordy, od początku roku zyskał już 27 proc. Indeks małych spółek, sWIG80 jest słabszy, w tym roku wzrósł „tylko” o 7 proc. Może odrobić tę „stratę”?

Ma szansę. Rozszerzyłbym tę perspektywę na wcześniejsze lata. Od 3-4 lat indeks mniejszych spółek wyraźnie odstaje od WIG20 i mWIG40. W sWIG80 nie ma banków. A to głównie banki, potem jeszcze dołączyły Orlen i KGHM rosły i odpowiadają za hossę.

Czytaj więcej

GPW cały czas do góry. Wtorek z kolejnymi rekordami

To może nie być tylko przejściowe podwyższone  opodatkowanie. Ten wyższy CIT może pozostać z sektorem bankowym na dłużej. Banki mają bardzo dobre wyniki pomimo wysokiego opodatkowania. To są wciąż nominalnie bardzo wysokie zyski, co zwiększa skłonność polityków do tego, żeby czerpać dochody z tych zysków. Ale patrząc na biznes bankowy to można oczekiwać, że akcja kredytowa będzie rosła. Pod tym względem należy na nasz sektor bankowy spojrzeć pozytywnie. Ryzyko spadku stóp procentowych istotnie zmalało względem oczekiwań sprzed kilkunastu miesięcy. Wydaje mi się jednak, że banki, które wykonały istotny rajd na giełdzie mogą po prostu już nie mieć miejsca na dalszy wzrost. Dzisiaj banki są wyceniane neutralnie, nie są już tak tanie jak kilkanaście miesięcy temu.

Czy potencjalne korekty na GPW będą płytkie czy głębokie?

Potencjał wzrostu na GPW w krótkim terminie, szczególnie na tych dużych spółkach, wydaje mi się ograniczony. W perspektywie do 2030 r. WIG może sięgnąć 200 tys. pkt. W  krótkim terminie, w roku wyborczym, być może też dalszego zamieszania geopolitycznego na świecie –  kwestia cieśniny Ormuz i Iranu nie została rozwiązana – ze wzrostami może być trudno. Obawiam się, że przepływy kapitału od inwestorów zagranicznych w najbliższych kilkunastu miesiącach mogą być nawet negatywne. A kapitał krajowy na tych dużych spółkach może nie być w stanie tego podtrzymać. Potencjalne korekty na naszym rynku, jeśli miałyby się wydarzyć, nie powinny być głębokie. Korekty rzędu 10-15 proc. mogą uaktywnić bardzo silny popyt.

Czy w długim terminie warto pozostawać na rynku akcji?

Zdecydowanie tak. W Polsce w latach 2013-2022, przegapiliśmy wzrosty na światowych rynkach kapitałowych. Nominalnie w ciągu 10 lat WIG wzrósł tak z grubsza licząc trzykrotnie z ok. 50 tys. pkt. do 150 tys. pkt. Polska gospodarka nominalnie w tym czasie wzrosła 2,7 razy. To są zbliżone tempa wzrostu. Można powiedzieć, że nie wygenerowaliśmy jakiejś olbrzymiej hossy na giełdzie w ciągu ostatnich 10 lat. Oczywiście doświadczyliśmy jej w ostatnich 4 latach, więc ta perspektywa wygląda inaczej. Ale poprzednie 6-7 lat było przespane. Potencjał do budowy rynku kapitałowego, dla nowych produktów, do generowania napływów na rynek jest dosyć istotny. Polskie gospodarstwa domowe np. posiadają już krajowe obligacje skarbowe warte ponad 190 mld zł. To jest niewiele mniej niż posiadają wszyscy inwestorzy zagraniczni. To pokazuje, że część gospodarstw domowych jest w stanie generować trwałe oszczędności, odkładać je na dłuższy termin. Może część tego kapitału przeniesie się na rynek akcji. Zobaczymy co będzie z OKI, jeśli okażą się w krótkim terminie sukcesem, to też będą wsparciem dla giełdy. W najbliższych miesiącach na rynku dodatkowo pojawi się ok. 20 mld zł kapitału, po rozliczeniu wezwań na Żabkę i InPost. Zakładam, że one się powiodą. To, czego się obawiam, może nawet bardziej niż korekty, chociaż wiadomo, każdy lubi wzrosty, żeby nie doszło do sytuacji, w której nagle, w krótkim terminie, na rynek wpadnie kwota 30-40 mld zł netto i odbędzie się takie kupowanie dla samego kupowania. Mam nadzieję, że do tak mocnych wzrostów nie dojdzie, że prognoza 200 tys. pkt dla WIG sprawdzi się bardziej liniowo. Choć, dzisiaj w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy, do końca 2027 r. widzę raczej ryzyko korekty, ale takiej, która nie będzie głęboka. Jest kapitał na rynku, który jest w stanie podbierać akcje. Dzisiaj moim zdaniem jest większe ryzyko głębszej korekty na rynkach zagranicznych niż w Polsce. Tamte rynki są bardziej eksponowane na trend sztucznej inteligencji. Nie oceniając, czy on jest prawidłowy czy nie, ale jak się okaże nieprawidłowy, to wtedy tam ryzyko korekty jest większe.