Reklama

Wojna dała silny impuls do zwyżek akcjom koncernów naftowych

Notowania kilku gigantów z branży naftowej stały się w ostatnich dniach najwyższe w historii. Amerykańskie spółki z tego sektora mogą liczyć na wzrost zysków o ponad 63 mld USD. Wcześniej część producentów narzekała, że ceny ropy są zbyt niskie.

Publikacja: 17.03.2026 06:00

Inwestorzy nie są pewni jak długo jeszcze może potrwać częściowa blokada Cieśniny Ormuz

Inwestorzy nie są pewni jak długo jeszcze może potrwać częściowa blokada Cieśniny Ormuz

Foto: REUTERS/Stringer

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak konflikt na Bliskim Wschodzie wpłynął na notowania i kapitalizację globalnych koncernów naftowych?
  • Które konkretnie spółki z branży naftowej odnotowały rekordowe wzrosty wartości rynkowej?
  • Jakie są szacowane dodatkowe zyski dla amerykańskich producentów ropy w warunkach podwyższonych cen surowca?

Kapitalizacja sześciu największych zachodnich koncernów powiększyła się od początku wojny z Iranem łącznie o około 130 mld USD. Wstrząs podażowy na rynku energii związany z tym konfliktem doprowadził do solidnych zwyżek cen akcji spółek z tego sektora. Akcje niektórych z nich – m.in. amerykańskich koncernów ExxonMobil i Chevron oraz brytyjsko-niderlandzkiej firmy Shell – ustanowiły w ostatnich dniach rekordy. 

Foto: Parkiet

Rosnąca wartość naftowych gigantów

Wartość rynkowa koncernu ExxonMobil wzrosła do 630 mld USD, a Chevronu do niemal 390 mld USD. Akcje pierwszej z tych spółek zyskały w ciągu pierwszych dwóch tygodni wojny 5 proc., a drugiej 7 proc. Wycena Shella doszła do rekordowych 190 mld funtów, a kurs jego akcji zyskał w dwa tygodnie 12 proc. Solidnie rosły również papiery innych europejskich koncernów. Akcje brytyjskiego BP wzrosły o ponad 12 proc. od końca lutego, osiągając wycenę rynkową 82 mld funtów, natomiast francuski Total zyskał około 10 proc., sięgając 176 mld euro kapitalizacji. Włoski koncern ENI wzrósł w tym czasie o 13 proc. i stał się wart 67 mld euro.

Foto: Parkiet

Reklama
Reklama

Jednym z największych beneficjentów finansowych globalnego wzrostu cen surowców energetycznych jest norweska państwowa spółka Equinor, której jedna trzecia akcji jest notowana na giełdzie. Jest ona największym dostawcą gazu w Europie, a zarazem nie posiada aktywów produkcyjnych na Bliskim Wschodzie. Jej akcje notowane na giełdzie w Oslo zdrożały w ciągu dwóch tygodni o ponad 20 proc. Kapitalizacja na poziomie równowartości około 90 mld USD jest jednak wciąż nieco poniżej historycznych szczytów osiągniętych podczas kryzysu gazowego po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Wstrząs naftowy związany z wojną na Bliskim Wschodzie mocno także przyczynił się w ostatnich dniach do zwyżki cen akcji polskiego koncernu naftowego PKN Orlen. Od końca lutego zyskały one ponad 12 proc. W zeszłym tygodniu ich kurs przekroczył poziom 130 zł i stał się najwyższy od szczytu z października 2017 r. Jego kapitalizacja wynosiła w poniedziałek prawie 150 mld USD. Niedawno PKN Orlen stał się spółką o wyższej wartości rynkowej niż rosyjski Gazprom.

Czytaj więcej

Pekin patrzy z niepokojem na płonący odcinek Nowego Szlaku Jedwabnego

Wzrosty cen akcji spółek naftowych są oczywiście mocno związane z oczekiwaniami wzrostu ich zysków. Symulacja przeprowadzona przez bank inwestycyjny Jefferies sugeruje, że amerykańscy producenci ropy wygenerują w marcu dodatkowy przepływ gotówki w wysokości 5 mld USD. – Jeśli ceny ropy w USA pozostaną podwyższone i wyniosą średnio 100 USD za baryłkę w tym roku, firmy otrzymają dodatkowy zastrzyk w wysokości 63,4 mld USD z produkcji ropy – wskazują natomiast analitycy firmy badawczej Rystad Energy. 

„Stany Zjednoczone są zdecydowanie największym producentem ropy na świecie, więc gdy ceny ropy rosną, zarabiamy mnóstwo pieniędzy” – napisał w zeszłym tygodniu prezydent USA Donald Trump.

Mimo to wojna z Iranem niepokoi te koncerny naftowe, które są silnie obecne nad Zatoką Perską. W szczególnie złej sytuacji są spółki z regionu, które będą musiały odbudowywać zniszczone przez Iran elementy infrastruktury. (Jednak akcje saudyjskiego koncernu Aramco zyskały od końca lutego ponad 8 proc.) SLB (dawniej Schlumberger), największa na świecie firma świadcząca usługi dla branży naftowej, wydała w czwartek ostrzeżenie dotyczące zysków, wskazując na trudności operacyjne w regionie.

Reklama
Reklama

– W tej sytuacji nie ma zwycięzców – a na pewno nie są nimi międzynarodowe koncerny naftowe. Wolałyby one status quo sprzed dwóch tygodni niż kryzys, który tymczasowo podnosi ceny ropy – twierdzi Martin Houston, szef firmy Omega Oil and Gas.

Czytaj więcej

Ostra gra jak na razie opłaca się Izraelowi

USA gotowe mocniej walczyć o odblokowanie Cieśniny Ormuz

O ile pod koniec lutego, przed wybuchem konfliktu, cena baryłki ropy gatunku WTI była poniżej 50 USD, to 8 marca, w szczycie paniki rynkowej, sięgnęła 119 USD. 10 marca zeszła nawet do 76 USD za baryłkę, by później jednak iść w górę. W poniedziałek po południu cena wynosiła około 95 USD za baryłkę. Utrzymuje się na podwyższonym poziomie, bo inwestorzy nie są pewni jak długo jeszcze może potrwać częściowa blokada Cieśniny Ormuz i jak długo jeszcze Iran będzie zdolny do uderzeń w instalacje naftowo-gazowe i tankowce w regionie.

Jak dotąd US Navy odrzucała prośby armatorów o eskortowanie ich statków przez Cieśninę Ormuz. Dwa duże amerykańskie trałowce (okręty wyspecjalizowane w niszczeniu min morskich) zostały już w trakcie wojny przesunięte z Bahrajnu do Malezji. Tymczasem prezydent Trump próbuje namówić państwa europejskie, Australię, Japonię i nawet Chiny do stworzenia międzynarodowej koalicji morskiej, która zapewni ochronę dla statków w Zatoce Perskiej. Jego inicjatywa jak dotąd spotkała się z ostrożnym lub wręcz chłodnym przyjęciem. W wywiadzie dla „Financial Timesa” Trump stwierdził, żejeśli sojusznicze państwa nie włączą się w działania na rzecz otwarcia Cieśniny Ormuz, będzie to "bardzo złe dla przyszłości NATO". Zagroził również przełożeniem swojej wizyty w Chinach, jeśli Pekin również nie wesprze USA. Podczas podróży do Chin miał rozmawiać z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem m.in. o dalszych losach rozejmu handlowego.

Pojawiają się też jednak oznaki, że USA są gotowe mocniej walczyć o odblokowanie Cieśniny Ormuz. W sobotę zbombardowały kilkadziesiąt celów wojskowych na irańskiej wyspie Chark, na której znajdują się instalacje, przez które przechodziło dotąd 90 proc. eksportu irańskiej ropy. W bombardowaniach nie została uszkodzona ta infrastruktura. Do regionu zmierza grupa uderzeniowa amerykańskich marines, która może być wykorzystana w zajęciu wyspy Chark. Gdyby Trump na to się zdecydował, byłby to bardzo silny cios w finanse irańskiego reżimu.

Analizy rynkowe
OKI to duża choć kolejna szansa dla polskiego rynku kapitałowego
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Analizy rynkowe
Ropa i bitcoin dały zarobić, a metale szlachetne nie
Analizy rynkowe
Krótkoterminowa wiara we wzrosty na rynkach nadal przygaszona
Materiał Promocyjny
TYTANI OTOMOTO w erze cyfrowej rewolucji sprzedaży
Analizy rynkowe
Najsilniejsza rotacja sektorowa od miesięcy. Chemia wychodzi z cienia
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama