Kwiecień jest miesiącem rekordów dla szeregu giełd i to pomimo wciąż wiszącego ryzyka utrzymania wysokich cen ropy naftowej.
Dlaczego nie zrealizować zysku?
Niebawem miną dwa miesiące od ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran i na ten moment wciąż nie jest jasne, jak i kiedy konflikt ten ostatecznie się zakończy. W związku z tym trudno też w pełni oszacować jego konsekwencje dla światowej gospodarki. O ile jednak w marcu inwestorzy stanęli w obliczu nowego ryzyka, tak przez większość kwietnia na rynkach panuje optymizm w nadziei na utrzymanie zawieszenia broni oraz podtrzymanie prognoz zysków spółek, szczególnie amerykańskich, które wskazują na dwucyfrową dynamikę poprawy w tym roku. Z drugiej strony ceny ropy wciąż utrzymują się na wysokich poziomach i zarówno rynek surowców, jak i akcji pozostaje bardzo czuły na sygnały polityczne. Wygląda na to, że w przypadku rynku akcji inwestorzy stają się dość odporni na negatywne wieści, z kolei te pozytywne wykorzystywane są do podbicia indeksów. Z 17 ostatnich sesji amerykański S&P 500 tylko cztery razy finiszował pod kreską, z czego dwukrotnie w tym tygodniu. Seria wzrostów wyprowadziła go na nowe rekordy. Tym samym, nawet wcześniej, mogły pochwalić się także główne warszawskie indeksy akcji. Jedynie rynki obligacji nie podzielają optymizmu, a rentowności papierów skarbowych pozostają sporo powyżej poziomów z lutego i oczywiście również punktów, w jakich zamknęły 2025 r.
Jedna z najpopularniejszych giełdowych sentencji głosi natomiast, że wraz z majem nadchodzi gorszy dla inwestorów okres, który statystycznie kończy się w październiku. Teza ta oczywiście nie zawsze się sprawdza i dotyczy poszczególnych rynków w różnym stopniu, ale ma pewne pokrycie w danych. Z danych za cały okres istnienia naszego rynku wynika, że najgorsze wspomnienia inwestorzy mogą mieć z 2008 r., kiedy to doszło do spadku WIG-u aż o ponad 40 proc. od maja do października. Ale bywały także i lepsze czasy, np. w 2003 r. indeks szerokiego rynku zyskał w analogicznym okresie ponad 43 proc.
Czytaj więcej
Otwarte fundusze emerytalne pozbywały się akcji z GPW nie tylko w marcu, ale i w poprzednich miesiącach. Jeśli już kupują, to raczej spółki zagrani...
Założenie o sprzedaży akcji w maju i powrocie z końcem października sugeruje jednocześnie, że okres od listopada do końca kwietnia jest z kolei bardziej pomyślnym dla inwestorów. W przypadku krajowego rynku również bywało z tym różnie, ale jednak znacznie częściej możemy mówić o zwyżkach w ciągu tych sześciu miesięcy. Tylko cztery razy we wspomnianym okresie indeks WIG stracił ponad 22 proc., przy czym dwukrotnie zdarzyło się to w ostatniej dekadzie – na przełomie lat 2019 i 2020, a także od listopada 2021 r. do kwietnia 2022 r. Znacznie częściej rynek dla inwestorów był łaskawy.
Uśredniając, w przypadku WIG-u stopy zwrotu od listopada do kwietnia w całej historii GPW sięgają 12,4 proc., z kolei począwszy od maja, a skończywszy na październiku wynik wynosi 9,8 proc.
Jak może być w tym roku? Pamiętajmy, że GPW jest od 3,5 roku w hossie, a u progu maja WIG notuje aż 17,4 proc. umocnienia w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Wynik wysoki, ale zanosi się na czwarty z kolei taki okres, gdy indeks szerokiego rynku zyskuje dwucyfrowo, przy czym dwukrotnie rezultat ten przekraczał 20 proc.
Z drugiej strony okres od maja do października w ostatnich latach był dla inwestorów w kratkę. W 2025 r. szeroki rynek zyskał niemal 13 proc., ale rok wcześniej osunął się o 4 proc. W 2023 r. z kolei zwyżka wyniosła niemal 14 proc., natomiast w 2022 r. statystycznie gorszy dla inwestorów okres roku WIG zamknął spadkiem o 11,3 proc.
Wygląda na to, że dziś trudno oczekiwać, że kolejne miesiące dla inwestorów będą lepsze niż sześć ostatnich miesięcy. Indeksy akcji powędrowały dość wysoko mimo wciąż niejasnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, która podbija ceny ropy naftowej. - Patrząc na obecną sytuację polityczną oraz na brak realnego rozwiązania problemu z transportem surowców i zestawiając to z poziomem, na którym obecnie są giełdy, jesteśmy ostrożnie nastawieni do akcji w krótkim terminie – przyznaje Hubert Kmiecik, dyrektor inwestycyjny Amundi TFI. Jak zauważa, ryzyko korekty i sprawdzenia się powiedzenia "sell in May and go away" może faktycznie się sprawdzić. – W dłuższym horyzoncie pozostajemy umiarkowanymi optymistami. Sytuacja gospodarcza pozostaje dość silna i korzystna – zapewnia Kmiecik.
Krajowy rynek zaczyna też wysyłać niepokojące sygnały techniczne. Jak zauważa Piotr Neidek z BM mBanku, na wykresie WIG-u pojawiło się dzienne harami, a na interwale tygodniowym tworzą się warunki do uformowania tej struktury w średnim terminie. – Ostatni raz tygodniowe harami sprzedaży obserwowaliśmy we wrześniu 2014 r., a finał tej historii nie był korzystny dla byków – rynek wszedł wówczas w kilkumiesięczną korektę spadkową – wspomina. – Z drugiej strony analogii można doszukiwać się również w listopadzie 2005 r., kiedy to bykom udało się zanegować obawy przed głębszą przeceną nad Wisłą. Dlatego obecne sygnały na GPW mają na razie charakter czysto akademicki i zdecydowanie za wcześnie na wyciąganie twardych wniosków. Tym bardziej że mWIG40 broni się w rejonie lutowych szczytów, a sWIG80 próbuje odrabiać zaległości wobec większych indeksów. Gorzej, jeśli „maluchy” zatrzymają się pod historycznym rekordem, dając niedźwiedziom kolejny argument do powrotu na parkiet – podkreśla Neidek.
W krótkim terminie konflikt amerykańsko-irański jest dla rynków kluczowy. Indeksy akcji w drugiej połowie kwietnia trzymają się wysoko, ale nie tak daleko od tegorocznych szczytów jest też ropa. - Na rynku widoczna jest nerwowość związana z niepewnością dotyczącą dalszej sytuacji w Cieśninie Ormuz. Cena baryłki ropy WTI rośnie w kierunku 100 dol. Choć Donald Trump bezterminowo przedłużył zawieszenie broni, strony jak dotąd nie wróciły do rozmów, a Iran postrzega amerykańską blokadę Cieśniny Ormuz jako akt agresji, który uniemożliwia negocjacje. Cieśnina pozostaje zamknięta, co wraz z upływem czasu będzie generować coraz większe negatywne konsekwencje dla globalnej gospodarki – wskazują analitycy BM mBanku.
Czytaj więcej
Tempo wzrostów indeksów nad Wisłą w tym roku jest imponujące i niewiele brakuje, by dorównało ubiegłorocznemu. Rzecz w tym, że coraz trudniej tę si...
Spore oczekiwania wobec spółek
Przy krajowym rynku inwestorów przytrzymywały w ostatnich latach perspektywa poprawy wyników spółek, wysokie dywidendy i jedna z najszybciej rosnących gospodarek w Europie. Dywidendy w tym roku zapowiadają się solidnie, ale w przypadku obecnie najważniejszej dla GPW grupy spółek, czyli banków, zyski w 2026 r. będą prawdopodobnie niższe niż w 2025 r. Lepiej za to mogą sobie radzić przedsiębiorstwa surowcowe i energetyczne. Kolejny rok z rzędu zawodzi za to sektor handlowy i to mimo wciąż silnej konsumpcji. Przykładowo jedna z najdynamiczniej rosnących firm ostatnich lat, czyli Dino Polska, notuje od początku tego roku przecenę o niemal 20 proc., po spadku o 18 proc. w roku poprzednim. Na minusie kolejny rok jest też np. Eurocash.
Na europejskich rynkach króluje w tym roku sektor półprzewodników i podobnie jest w Stanach Zjednoczonych. W dziesiątce najlepszych firm z indeksu STOXX Europe 600 około połowa to firmy związane z półprzewodnikami i sztuczną inteligencją. Sektor ten wrócił do łask w ostatnich tygodniach także w USA, gdzie na dobre rozkręca się sezon publikacji wyników finansowych. Prognozy dla amerykańskich spółek wskazują na dwucyfrową poprawę zysków na akcję w tym roku. Z większych spółek w środku tygodnia wyniki pokazały m.in. Boeing oraz Tesla, które pozytywnie zaskoczyły rynek. Zdecydowana większość spółek publikuje rezultaty lepsze od oczekiwań, co wspiera notowania akcji.