Za obserwowaną w ostatnich dniach na światowych rynkach jednoczesną wyprzedażą akcji i obligacji w dużej mierze stoją obawy o to, co w piątkowym wystąpieniu na sympozjum w Jackson Hole powie Jerome Powell. Spekulacje, że na najważniejszym w roku wydarzeniu środowiska bankowości centralnej szef Fedu sięgnie po wyjątkowo jastrzębi ton, w dwa tygodnie podbiły o 16 punktów bazowych oczekiwania co do pułapu, którego sięgną stopy za oceanem.

Obecnie inwestorzy zakładają, że do marca 2023 r. koszt pieniądza wzrośnie jeszcze o prawie 150 punktów, zbliżając się do 4 proc. Jednak zdaniem Jana Hatziusa, głównego ekonomisty banku Goldman Sachs, te obawy są przesadzone, a Powell raczej skupi się na argumentach za spowolnieniem tempa podwyżek.

– Nie sądzę, żeby mówił o konkretnej wartości podwyżek, ale przypuszczam, że może wskazać na ryzyko nadmiernego zaostrzenia polityki – powiedział Hatzius we wtorkowej audycji na antenie telewizji Bloomberg.

Do tej pory główna stopa wzrosła z zera do 2,5 proc., jednak wciąż utrzymuje się znacznie poniżej najwyższej od 40 lat, bo sięgającej 8,5 proc., stopy inflacji. Zdaniem specjalisty Goldmana Sachsa, jeśli tylko nie pojawią się jakieś poważniejsze niespodzianki w danych makro, we wrześniu Fed podniesie stopy o 50 punktów.

Taki szacunek jest niższy od oczekiwań rynkowych zawierających się w przedziale 50–75 punktów, jednak to wcale nie wyklucza, by Powell mógł odegrać taką rolę w zwalczaniu inflacji, jak w latach 80. odegrał Paul Volcker. Ówczesnemu szefowi Fedu przypisuje się zasługę zakończenia zdecydowanymi podwyżkami stóp okresu podwyższonej inflacji w USA.

Tempo wzrostu cen spadło z 9 proc. w 1980 r. do 3,2 proc. w 1983 r. Ceną tego była recesja i największe od II wojny światowej bezrobocie, jednak zarówno wzrost gospodarczy, jak i zatrudnienie powróciły do normy, kiedy unormowanie się presji inflacyjnej pozwoliło Fedowi na ponowne obniżenie stóp.

– Powell jasno powie, że zadanie nie zostało jeszcze wykonane. Inflacja jest zbyt wysoka, a władze monetarne są bardzo zaangażowane w jej obniżenie do 2 proc. – zaznaczał Hatzius.

Jak dodaje ekonomista, przed Fedem będzie teraz stało trudne zadanie utrafienia w złoty środek, czyli podniesienia stóp na tyle, by umożliwić ograniczenie inflacji, ale jednocześnie nie wepchnąć gospodarki w recesję. Jego zdaniem podniesienie stóp do 3,5 proc. lub nieco wyżej może wystarczyć do zepchnięcia inflacji docelowo w okolice 2 proc., a uniknięcie recesji jest wciąż możliwe.

– Nadal jesteśmy w obozie spodziewających się miękkiego lądowania gospodarki. Wzrost gospodarczy spowolni, a inflacja się obniży, choć za rok nadal będzie prawdopodobnie utrzymywać się znacznie powyżej celu – zapowiadał Hatzius.