Z wielką ciekawością przyglądam się rozwojowi sytuacji politycznej w Rosji, po kolejnych niezbyt transparentnych wyborach parlamentarnych. Rozstrzygnięcie wyborów nie było dla mnie żadną niespodzianką, w przeciwieństwie do odważnych protestów oraz powszechnej krytyki rządów premiera Putina przez zwykłych Rosjan.
Ryzyko polityczne
Z równie wielką uwagą wydarzenia śledzą akcjonariusze dużych rosyjskich spółek giełdowych. Przez lata w putinowskiej Rosji utrwalał się porządek, w którym odnalazła się duża część największych obecnie przedsiębiorstw. Zrozumienie zasad rządzących tamtejszą gospodarką było jednym z głównych powodów sukcesu takich firm jak Novatek czy Sistema. Działając na styku polityki i biznesu, ich właściciele dorobili się fortun, które w „normalnym świecie" byłyby niemożliwe do uzyskania.
Ewentualne zmiany na szczycie władzy w Rosji mogłyby mieć negatywne następstwa dla wielu obecnych oligarchów. Jednak z perspektywy przeciętnego obywatela mogłyby się okazać korzystne. Rosja potrzebuje zmian i modernizacji. Do tej pory ograniczały się one głównie do zapowiedzi reform oraz zwiększania wydatków społecznych?przed/po wyborach. Może się okazać, że władze rosyjskie na skutek presji społeczeństwa zaczną wdrażać obiecane reformy i uruchomią wielomiliardowe programy inwestycji infrastrukturalnych, o których się mówi od lat. Środki na ich finansowanie są, należy je teraz odpowiednio zagospodarować. System zamówień publicznych jest nieprzejrzysty i nieefektywny, w związku z czym kilka ostatnich lat zostało zmarnowanych. Przy okazji ostatnich protestów pierwszy raz od dłuższego czasu w Rosji pojawiła się pewna doza niepewności dotycząca przyszłego układu sił w polityce. Z pewnością ryzyko polityczne w Rosji nabrało nowego wymiaru dla inwestorów zagranicznych i w kolejnych miesiącach może mieć największy wpływ na zachowanie się tamtejszego rynku kapitałowego.
Kilka tygodni temu spotkałem się z przedstawicielami kilkunastu rosyjskich przedsiębiorstw z branży surowcowej. Zarządy tych spółek nie były w stanie odpowiedzieć na pytanie dotyczące perspektyw na rok 2012. Mając w pamięci kryzys roku 2008, spółki ostrożnie podchodzą do przyszłości. Jednak ich sytuacja różni się od tej sprzed trzech lat – wiele z nich zdążyło znacząco ograniczyć zadłużenie, co powinno je uodpornić na następstwa ewentualnego kryzysu.
Mimo obaw przedstawiciele tych spółek są dość spokojni o dalszy rozwój sytuacji na rynku surowców, ponieważ nikt nie posiada dużych zapasów. Niedobór surowców może więc sprawić, że nie dojdzie do drastycznego spadku ich cen, jaki miał miejsce choćby w 2008 roku, nawet w sytuacji załamania popytu. Prawdopodobny wydaje się kilkunastoprocentowy spadek cen podstawowych surowców, który negatywnie odbije się na marżach firm z branży. Rosjanie zdają sobie sprawę, że rok 2011 był dla nich wyjątkowy – pomimo słabości gospodarek krajów rozwiniętych oraz niepokojów na świecie ceny surowców były ponadprzeciętnie wysokie. Rok 2012 może stanowić duże wyzwanie dla rosyjskich firm, które już pogodziły się z wizją pogorszenia wyników w porównaniu z minionymi kwartałami.
Będą czekać do marca
Stopy zwrotu uzyskane z inwestycji w rosyjskie spółki w 2011 roku były mocno rozczarowujące. Indeks RTS stracił na wartości 21,9 proc. Straty na GDR-ach rosyjskich spółek były?jeszcze wyższe i wyniosły 25,8?proc. Pierwsze półrocze nie zapowiadało takiego rozwoju sprawy i zakończyło się 7,7-proc. wzrostem indeksu RTS. Jednak w drugim półroczu na skutek drastycznego pogorszenia nastrojów na giełdach i wzrostu awersji do ryzyka nastąpiła ucieczka kapitału z Rosji.
Nie ma w tym nic nietypowego: Rosja jako rynek o „wysokiej becie" cierpi ponad miarę w momencie dekoniunktury. Zastanawiający jest jednak fakt, że spadki te miały miejsce przy wysokich cenach ropy.
W przeszłości droga ropa zachęcała do lokowania kapitału w rosyjskich spółkach, w ostatnich miesiącach nie była wystarczającym argumentem dla inwestorów. Prawdopodobnie oczekiwania spadku cen ropy wystraszyły niektórych inwestorów.
Choć obecny poziom wycen jest niski (C/Z 2012 dla indeksu RTS wynosi 5,1, a dla Gazpromu nawet 3), wydaje się, że część inwestorów decyzje o ewentualnym kupnie akcji przełożyła na okres po marcowych wyborach prezydenckich. Wtedy łatwiej będzie określić skalę kryzysu w Europie oraz łatwiej skwantyfikować ryzyko wewnętrzne w Rosji. Być może do tego czasu ucichnie krytyka rządzących, a media przestaną się zajmować zagadnieniem stosowania botoksu przez premiera Putina, co jest punktem uwagi protestującej opozycji.
Obecnie wygląda na to, że w Rosji nie dojdzie do drastycznych przemian i zostanie utrzymany dotychczasowy (nie)ład. Jest to po części pozytywna informacja dla inwestorów, ponieważ wiedzą, czego można się spodziewać. Równocześnie bez zmian Rosjanie w dalszym ciągu będą marnować potencjał swojego kraju, co będzie miało niekorzystny wpływ na stopy zwrotu z inwestycji w rosyjskie spółki.