REKLAMA
REKLAMA

Okiem eksperta

Na bocznym torze

Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega, że wywołana przez Covid-19 recesja będzie dotkliwsza niż globalny kryzys finansowy z lat 2008–2009.

Bartosz Sawicki, szef działu analiz , TMS Brokers

Foto: materiały prasowe

W tamtym czasie złoty w kilka miesięcy osłabił się do euro o ponad 50 proc. Kurs dolara z 2 zł wystrzelił niemal do 3,9 zł. Wielu inwestorów i przedsiębiorców pamiętających tamten okres patrzy w przyszłość ze zrozumiałym niepokojem.

Dotychczas złoty w trakcie pandemii osłabił się maksymalnie o około 10 proc. Szczyt kurs EUR/PLN osiągał w marcu, w najdrastyczniejszej fazie rynkowego załamania, jeszcze zanim banki centralne zaczęły dostarczać właściwie nieograniczoną płynność. Tylko w tym jednym miesiącu zagraniczni inwestorzy z rynków akcji i obligacji emerging markets wycofali rekordowe 83 mld dolarów.

Od tego czasu sporo się jednak zmieniło. Mechanizmy funkcjonowania rynków zostały przywrócone, globalny indeks akcji z rodziny wskaźników MSCI od dołka podniósł się o ponad 30 proc. Ba, część branż, np. amerykański sektor technologiczny, wymazał całość tegorocznej przeceny. Powrót aktywności chińskiego przemysłu do normy i perspektywa odmrażania gospodarek rozwiniętych w połączeniu z niespotykaną skalą luzowania fiskalnego i monetarnego windują również ceny surowców przemysłowych. Słowem: nastroje zdecydowanie się poprawiły.

Złoty pozostał na bocznym torze tego rajdu. EUR/PLN od marcowych, wieloletnich szczytów leżących przy 4,63 dzieli zaledwie 2,5 proc., a notowania pozostają ponad 4,50. Zakładamy, że polska gospodarka skurczy się w tym roku o około 3 proc. Skala załamania będzie zatem zdecydowanie mniejsza niż w przypadku większości gospodarek wschodzących. Dotyczy to zarówno takich krajów, jak: Turcja, Brazylia, Rosja czy RPA, czyli przedstawicieli emerging markets jeszcze przed kryzysem cechujących się wysokim ryzykiem politycznym oraz groźnymi nierównowagami wewnętrznymi, zewnętrznymi i fiskalnymi, jak również np. jeszcze mocniej związanych z koniunkturą w Eurolandzie Czech.

Naszej gospodarce będzie pomagać bezprecedensowe luzowanie polityki monetarnej i fiskalnej. Jeśli dzięki niemu wzrost szybko odbije, to inwestorzy mogą przez palce patrzeć nawet na dwucyfrowy deficyt budżetowy względem PKB, który będzie pochodną pakietów ratunkowych. Położenie złotego od sytuacji z poprzedniego kryzysu odróżnia także to, że obecnie jest wolny od przewartościowania i nierównowag w bilansie płatniczym. W rezultacie uważamy, że czarny scenariusz zakładający podobną przecenę jak w 2008 r. złotemu nie grozi. Powrót do przedpandemicznych pułapów kursu – identycznie jak powrót życia do normalności – będzie jednak bardzo długotrwały. ¶

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA