Ludzie rynku

Nie zamierzam przepłacać w imię ambicji

Z Romanem Karkosikiem, inwestorem giełdowym, o mozolnych postępach światowej ekspansji Boryszewa oraz koniunkturze na warszawskim parkiecie, rozmawia Adam?Roguski
Foto: Archiwum

[b]Boryszew od początku roku złożył pięć ofert kupna aktywów grup działających w branży motoryzacyjnej, z czego jedną wiążącą. Z dwóch postępowań już odpadł, jedno stoi pod znakiem zapytania. Czy przejęcie przez Boryszew w tym roku trzech podmiotów, jak pan deklarował, jest nadal możliwe?[/b]

Myślę, że tak, choć konkurencja jest ostra, a rywale mają duże możliwości.

Przyjęta została zasada, że składamy propozycje, które są rzeczywistą oceną wartości danego podmiotu, mierzonej w oparciu o nasze doświadczenia w restrukturyzacji i aktualne możliwości finansowe, kadrowe oraz organizacyjne. W żadnym wypadku nie możemy przepłacać za aktywa, które nie są tego warte, w imię ambicji czy podobnych argumentów.

Akwizycje i przejęcia to nie jest sztuka dla sztuki, ale realny, oparty na twardej kalkulacji biznes.

[b]Czy liczył pan, że procedury poszukiwania inwestora dla tych przedsiębiorstw będą nieco szybsze?[/b]

Lubię projekty, które przebiegają szybko, a obie strony – sprzedająca i kupująca – mają jasno określone kryteria oceniania i procedury, które ułatwiają,a nie utrudniają szybkie znalezienie kompromisu. Niestety, większość podmiotów, którymi się interesujemy, jest w procedurach upadłościowych, a te we wszystkich krajach są równie uciążliwe i długotrwałe.

Ponadto sytuacja makroekonomiczna na świecie jest lepsza niż przed rokiem czy dwoma. Oznacza to, że sprzedający – za którymi często stoją czekające na spłatę zobowiązań konsorcja bankowe – częściej grają na czas, by uzyskać jak najlepszą cenę za aktywa.

[b]Wysoka cena wywoławcza za włoską grupę Cablelettra (61 mln euro), która zniechęciła Boryszew do złożenia oferty, nie odstraszyła japońskiej firmy Yazaki. W wypadku niemieckiego SaarGummi chiński koncern CQLT zaoferował podobno aż  100 mln euro, zdecydowanie przebijając oferty konkurentów – w tym Boryszewa. Może zakup przez was grupy Maflow za zaledwie 120 mln zł był świetną okazją – ale już nie do powtórzenia?[/b]

Być może, ale zawsze wyznaję taką zasadę – którą staram się również przekazywać moim współpracownikom – że drogo kupić, czyli tworzyć koszty, potrafi każdy. Natomiast kupić i przyjąć zobowiązanie, że dane aktywa w określonym czasie przyniosą określone zyski, to już umiejętność niewielu.

Każdy z naszych konkurentów ma inną sytuację wyjściową i pewnie inną strategię. Czasami za przejęcie dużego kawałka rynku, a przy okazji zlikwidowanie konkurencji warto zapłacić duże pieniądze. Również za technologię.

Boryszew musi kalkulować według kryteriów firmy europejskiej, która produkuje i sprzedaje głównie w Europie, a jej kontrahentami są głównie tutejsze firmy. Krótko mówiąc, nie należy przepłacać, ponieważ wtedy sukces na końcu może okazać się bardzo gorzki.

[b]Minęło już sporo czasu od  przejęcia grupy Maflow. Czy może pan podsumować tę akwizycję: jak przebiega integracja z Boryszewem, jak wygląda kontrola nad tak obszernym geograficznie koncernem, jak współpracuje się z menedżerami Maflow? Czy nie pojawiły się jakieś niespodzianki, o których nie było wiadomo przed zakupem?[/b]

Wszyscy mamy świadomość, że jest to trudny projekt. Procesy integracyjne międzynarodowych organizacji nigdy nie są łatwe, lekkie i przyjemne. To są różne przyzwyczajenia, kultury korporacyjne, prawo, systemy finansowe. Właściwie ciągle jesteśmy zaskakiwani różnymi sytuacjami i reakcjami.

Mam nadzieję, że do końca czerwca uda się zarządowi Boryszewa dokonać wszystkich zmian i scementować zespół, który będzie odważnie i skutecznie realizował postawione przed nim zadania. W zarządzaniu grupą opieramy się przede wszystkim na polskich menedżerach znających realia lokalnych rynków – i ten model na razie się sprawdza.

[b]Pod koniec zeszłego roku Towarzystwo Finansowe Silesia zapowiedziało szybkie znalezienie inwestora dla Walcowni Rur Andrzej. Kontrolowana przez pana  Alchemia złożyła wstępną ofertę. Od miesięcy nie słyszymy jednak niczego na temat tej prywatyzacji. Czy temat WRA kolejny raz umarł?[/b]

W istocie to ciągnąca się latami i nigdy nie doprowadzona do końca sprzedaż, czego zupełnie nie rozumiem jako polski przedsiębiorca i inwestor. Integracja WRA z grupą Alchemii wzmocniłaby przecież polskiego producenta w segmencie rur oraz pozwoliłaby zbudować rodzimy podmiot liczący się w tej części Europy.

Nasza oferta jest cały czas aktualna i mam nadzieję, że i w tym projekcie nastąpi wreszcie jakiś przełom.

[b]Jak widzi pan rozwój Alchemii? Czy są jakieś inne hutnicze aktywa, które mogłyby znaleźć się w grupie – nie tylko w Polsce? [/b]

Oczywiście, teraz mamy na rynku kapitałowym taki czas, w którym wszyscy uważnie obserwują otoczenie i szukają okazji do przejęć oraz rozwoju, planują nowe projekty czy  inwestycje. Nie mogę jednak powiedzieć, że w tej chwili coś nas szczególnie inspiruje i budzi duże zainteresowanie. Raczej koncentrujemy się na doskonaleniu tego, co posiadamy, a w szczególności integracji zakupionego na  początku tego roku od Huty Częstochowa Rurexpolu z Hutą Batory.

[b]Zarząd Impexmetalu chciałby idącej w setki miliony złotych rozbudowy walcowni aluminium w Koninie. A jak pan widzi rozwój Impexmetalu?[/b]

Ta firma jest w takiej sytuacji, że jej rozwój organiczny – oparty na inwestycjach modernizacyjnych i rozwojowych – może dać lepszy przyrost wartości niż alternatywne przejęcia. Szczerze powiedziawszy, nie widzę w obecnej sytuacji podmiotu, który byłby atrakcyjnym celem akwizycyjnym dla Impexmetalu. Więc, kto wie, czy projekt zaproponowany przez zarząd nie okaże się rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem.

[b]Hossa na warszawskim parkiecie trwa od początku 2009 roku, od początku tego roku WIG zyskał 4 proc. W którą stronę, pana zdaniem, powędrują indeksy w dalszej części roku 2011? Warto wciąż kupować akcje?[/b]

Zdecydowanie tak. Myślę że inwestorzy znajdą sporo atrakcyjnych propozycji do zbudowania portfeli, szczególnie w perspektywie średniookresowej, dwu-, trzyletniej. Okazją do zakupów będą korekty.

Wszyscy boją się wybuchu kolejnego światowego kryzysu finansowego i z niepokojem patrzą na USA. To dobrze, że się boją. Bez tego nie będzie racjonalnych zwyżek. Ja ze spokojem patrzę na Chiny i Japonię, która po tsunami powinna powrócić na ścieżkę szybkiego wzrostu.

[b]W tym miesiącu weszły w życie zmiany w funkcjonowaniu OFE – wiemy już, że w najbliższych latach zamiast 7,3 proc. fundusze będą otrzymywać 2,3 proc. pensji ubezpieczonych przy zachowanym 40-proc. limicie inwestowania w akcje. Czy pana zdaniem te zmiany odbiją się na GPW?[/b]

Będzie nieco mniej pieniądza inwestycyjnego na rynku ofert publicznych – pierwotnych i wtórnych. Moim zdaniem mogą ucierpieć debiuty giełdowe. Szczególnie te o dużych gabarytach emisyjnych, dla których ten typ inwestora, jakim są OFE, jest atrakcyjny – ponieważ buduje stabilny, wieloletni akcjonariat.

Jeśli zaś chodzi o GPW, to lukę po OFE z powodzeniem uzupełniają Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, a zwłaszcza fundusze akcji, których aktywa systematycznie rosną. Są to bardziej agresywni gracze, co sprzyja zmienności notowań. A nic tak nie szkodzi giełdzie jak męcząca stabilizacja.

Ponadto zmiana może pozytywnie wpłynąć na postrzeganie naszego kraju pod kątem standingu finansów publicznych przez zagranicznych inwestorów. Per saldo może się okazać, że rynek kapitałowy nie straci, lecz zyska na takim rozwiązaniu.

[b]Jak ocenia pan planowane przez Komisję Nadzoru Finansowego zaostrzenie zasad dotyczących przekazywania informacji przez notowane na giełdzie spółki, ich menedżerów czy dużych akcjonariuszy?[/b]

Wiele rynków zazdrości nam naszego rozwoju. A to oznacza, że mechanizmy działające na warszawskiej giełdzie oraz reguły jej funkcjonowania są optymalne. Oczywiście, zawsze można coś poprawić, jednak trzeba bardzo uważać, by nie zachwiać pewnej równowagi między uczestnikami rynku. Im będziemy bardziej restrykcyjni na tle innych rynków kapitałowych, tym mniej będziemy konkurencyjni. Jeśli Komisja Nadzoru Finansowego dobrze oszacowała zyski i straty wynikające z większego doregulowania rynku, to może warto wychodzić przed szereg. Jeśli nie, to należy tylko do szeregu wyrównać.

[b]Dziękuję za rozmowę.[/b]

[ramka][srodtytul]Boryszew na łowach[/srodtytul]

Boryszew złożył ofertę warunkową na aktywa grupy AKT (140 mln euro przychodów w 2010 roku, w najbliższych dniach jest spodziewana wiadomość, czy zaproponowana cena i warunki zostały zatwierdzone) i niewiążącą na majątek grupy Meteor (200 mln euro przychodów, due diligence potrwa mniej więcej do końca maja). Złożył również ofertę na Sea- Lynx, jednak była ona uzależniona od nabycia Saar- Gummi – firmę tę przejmą zapew- ne Chińczycy. [/ramka]

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.