REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Ludzie rynku

Wiele firm z branży nie przetrwa kryzysu

WYWIAD | Maciej Formanowicz z prezesem i głównym akcjonariuszem Fabryk Mebli Forte rozmawia Jacek Mysior
Foto: materiały prasowe

Jak zmieniły się warunki prowadzenia biznesu po wprowadzeniu ograniczeń, w związku z epidemią koronawirusa, na europejskich rynkach, na których Forte prowadziło sprzedaż?

Rozprzestrzenianie się epidemii zmusiło rządy wielu państw do wprowadzenia ograniczeń na niespotykaną dotąd skalę, co sprawiło, że zamarła aktywność w wielu dziedzinach życia. Efekt jest taki, że nasi wszyscy klienci niemal z dnia na dzień musieli zamknąć sklepy i magazyny. Brak zamówień skutkował decyzją o zatrzymaniu produkcji w naszych zakładach. To nie jest tylko nasz problem, ale całej naszej branży meblarskiej, ponieważ około 90 proc. jej przychodów zapewnia sprzedaż eksportowa. Oceniam, że spadek obrotów w branży spowodowany epidemią wynosi obecnie gdzieś między 80 a 100 proc.

Jak długo taki stan zawieszenia może potrwać?

Najbardziej optymistyczne szacunki zakładają, że sklepy wrócą do pracy z początkiem maja. Takie jest przynajmniej nastawienie naszych klientów. W naszym przypadku oznaczałoby to, że pierwsze środki za zamówienia zrealizowane po wznowieniu produkcji pojawiłyby się dopiero na koniec lipca. Nie ma jednak żadnej pewności, że taki scenariusz będzie miał miejsce. Kolejnym wyzwaniem są zatory płatnicze – wszystkie płatności są odraczane, bo wszyscy próbują walczyć o przetrwanie. Z jednej strony musimy być elastyczni, bo kryzys uderzył w naszych odbiorców, z drugiej zaś musimy kontrolować naszą płynność.

Obecny stan porównałbym do stanu wojny, która zatrzymała całą europejską gospodarkę. Może zmieść z rynku wiele firm, zwłaszcza te, które finansowały się głównie należnościami i nie były przygotowane na głęboki kryzys. Za kilka miesięcy możemy się obudzić w zupełnie innej gospodarczej rzeczywistości. Co więcej, nawet jak zostaną zniesione zakazy i ograniczenia, to może minąć sporo czasu w naszej branży, zanim uda się odbudować popyt.

Podjęliście decyzję o zamknięciu wszystkich fabryk. Co ta przymusowa przerwa oznacza dla waszych pracowników?

Do końca marca płacimy wszystkim zatrudnionym tzw. postojowe. Dalej zobaczymy, wiele zależy od tego, jak długo będzie trwał ten stan i jakiej pomocy udzieli państwo. Chcemy zrobić wszystko, by pomóc przetrwać ten okres naszym pracownikom. Poza bezpieczeństwem zdrowotnym najważniejszą sprawą na dziś jest zapewnienie środków na przeżycie, a na jutro utrzymanie miejsc pracy.

Jako przedstawiciel biznesu uważa pan, że propozycje rządu dotyczące działań osłonowych dla najbardziej zagrożonych branż są wystarczające?

Propozycje rządu, o których wiemy, nie trafiają w potrzeby największych prywatnych przedsiębiorstw. W interesie rządu powinno być utrzymanie przy życiu nie tylko małych biznesów, ale również tych zapewniających wiele miejsc pracy w swoich fabrykach i stanowiących o sile naszej gospodarki.

Obecny stan wymaga nadzwyczajnych działań, ponieważ nikt nie ma pewności, jak długo ten kryzys potrwa. Trzeba być przygotowanym, że część firm może nie przetrwać tego trudnego okresu, a te, którym się uda, wyjdą z kryzysu osłabione. Może się to negatywnie odbić na konkurencyjności polskiej gospodarki. W szeroko pojętym interesie społecznym nie powinno być tak, że całe ryzyko związane ze skutkami ograniczeń narzuconych przez państwo jest przerzucane tylko na przedsiębiorców.

Jakich działań oczekiwalibyście od państwa na czas kryzysu?

Niezbędne są zmiany w prawie pracy, np. zawieszenie kodeksu pracy, który w obecnych warunkach może zatopić wiele biznesów. W okresie przymusowego postoju w sytuacji kryzysu gospodarczego całej Europy, kiedy nie ma żadnych przychodów, trzeba zadbać o wszystkich pracowników, dać im szansę przeżycia. Wszyscy są wtedy równi i dobrym pomysłem byłoby wypłacenie zasiłków w wysokości minimalnego krajowego wynagrodzenia (równo wszystkim niezależnie od stanowiska, pozycji itd.). Byłby to rodzaj pomocy socjalnej refundowanej przez państwo. Taki ruch pozwoliłby na ochronę miejsc pracy w zagrożonych branżach. Z punktu widzenia każdego przedsiębiorstwa okres przymusowego zatrzymania produkcji oznacza straty. Bez wsparcia będzie trzeba przesunąć środki przeznaczone na inwestycje i rozwój.

Proponowane preferencyjne kredyty czy przesunięcie kosztów, rozłożenie na raty, poprawią sytuację, ale nie rozwiążą problemu. Przyjdzie okres spłaty i nie będzie środków na rozwój.

Czy banki kredytujące Forte są skłonne do współpracy, biorąc pod uwagę zadłużenie grupy i perspektywę niższych przychodów?

Jesteśmy po rozmowach z bankami, które poszły nam na rękę i zgodziły się przesunąć wszystkie terminy spłat. Obecny kryzys dotyczy nie tylko Forte, ale też całej europejskiej gospodarki, dlatego jest pełne zrozumienie sytuacji, w której znalazła się nasza firma.

Czy przewidujecie wprowadzenie jakichś działań oszczędnościowych, by zmniejszyć koszty i ograniczyć wydatki?

Naszym priorytetem jest w tej chwili gotówka. Wszystkie zbędne wydatki w grupie Forte już zostały ograniczone. Kluczowe są koszty stałe. Kilka miesięcy bez obrotów jesteśmy w stanie przetrwać, ale odbyłoby się to kosztem zapasów, które mogłyby zostać przeznaczone na inwestycje i rozwój firmy.

Jak ten kryzys może wpłynąć na wyniki grupy Forte?

Na dzisiaj nie jesteśmy w stanie tego ocenić. Wszystko zależy od czasu trwania obecnej sytuacji. To, co wiemy na pewno, to to, że wszelkie dotychczasowe ustalenia z naszymi bankami co do kowenantów przechodzą do historii i będą musiały być, po zakończeniu okresu wyłączenia w Europie działalności gospodarczej sektorów niezwiązanych z żywnością, medycyną i energią, napisane od nowa.

Branża meblarska walczy o przetrwanie

Przemysł meblarski jest jednym z motorów polskiego eksportu. Około 90 proc. przychodów zapewnia branży sprzedaż zagraniczna. W 2019 r. producenci wyeksportowali meble o szacunkowej wartości 10,9 mld euro. Pod względem wartości eksportu Polska jest trzecim największym światowym eksporterem po Chinach i Niemczech. Początek tego roku zapowiadał, że 2020 r. również będzie udany dla branży, ale rozszerzająca się epidemia koronawirusa nieoczekiwanie spowodowała ogromne utrudnienia w handlu, w wyniku czego popyt w Europie niemal całkowicie zamarł. To przełożyło się na drastyczny spadek zamówień. Jak informuje Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, większość podmiotów produkcyjnych z branży meblarskiej została zmuszona wstrzymać produkcję i ogłosić przestój. W ocenie ekspertów dłuższy okres ograniczeń w handlu skutkujący brakiem obrotów może oznaczać dla branży falę bankructw i masowe zwolnienia pracowników. Równocześnie dla części firm, które przetrwają, obecny kryzys może być okazją do zwiększenia udziałów w rynku. JIM

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA