REKLAMA
REKLAMA

Kryptowaluty

Prof. Krzysztof Piech w PROSTOzPARKIETU. Czy KNF ponosi winę za upadek BitMarketu?

Prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego był gościem Piotra Zająca w piątkowym Parkiet TV. Tematem rozmowy była regulacja branży kryptowalut w kontekście upadku tytułowej giełdy

Prof. Krzysztof Piech

Foto: parkiet.com

Panie profesorze, nie przesadził pan troszkę z tą krytyką KNF, uznając, że urząd w pewnym stopniu ponosi odpowiedzialność za upadek BitMarketu i tragiczną śmierć jednego z jej współwłaścicieli?

Krzysztof Piech: Nie jestem jedynym, który uważa, że KNF powinna była coś w tej sprawie zrobić. Bo tak naprawdę kto inny? Ministerstwo Finansów? UOKiK? A może NBP? W innych krajach takimi sprawami zajmuje się nadzór finansowy, włącznie z amerykańskim SECiem. Tymczasem, swoim starym sposobem, KNF odcina się od sprawy. Podobnie było z Amber Gold.

W środowisku giełdowym troszkę zawrzało po pańskiej krytyce. Niektórzy mówią wprost, że branża kryptowalutowa nie chciała regulacji i szczyciła się bitcoinową wolnością, a gdy ktoś zrobił „gruby przekręt" to nagle zrzucacie winę na państwo. Co pan na to?

To nieprawda. Od lat podkreślam, że scentralizowane giełdy kryptowalutowe trzeba uregulować, bo jednak funkcjonują na styku światów cyfrowego i realnego. Jako branża podjęliśmy w tej sprawie odpowiednie kroki i są na to konkretne dowody. Otóż opracowaliśmy pewne dokumenty regulacyjne, które były konsultowane z KNF, NBP, policją, a także odpowiednimi resortami. Ten proces trwa już pięć lat i to my sami wyszliśmy z inicjatywą regulacyjną. Przekonałem do siebie wiele firm z tego sektora i wyraziły pisemną wolę odgórnych, państwowych regulacji. Więc to nie jest tak, że nagle, po takiej aferze, domagamy się działań KNF.

Pamiętam, że doszło nawet do spotkań w siedzibie nadzorcy. Uczestniczył w nich m. in. Sylwester Suszek, ówczesny szef BitBaya.

Zgadza się. Suszek nie raz apelował w mediach do KNF, by opracowali wytyczne dotyczące działań giełd kryptowalutowych, które należy spełnić. Nic takiego się nie stało. BitBay musiał wydać milionowe kwoty, by przenieść działalność na Maltę, która do tematu regulacji tej branży podchodzi zupełnie przeciwnie. Jestem przekonany, że moglibyśmy wspólnie wypracować najlepsze na świecie regulacje dla tej branży, co przyciągnęłoby do nas podmioty zagraniczne.

Sytuacja jest jednak taka, że regulacji brak. Tymczasem na Twitterze umieścił pan wpis, mówiący, że trwają analizy, czy KNF był zobowiązany do nadzorowania Bitmarketu, ponieważ został on przejęty przez spółkę giełdową – IQ Partners. KNF nie ma takich kompetencji, na co zwracali uwagę przedstawiciele giełdowych mediów.

Te analizy wciąż trwają. Pierwsze opinie były takie, że skoro spółka giełdowa kupiła jakiś serwis, to staje się on jej własnością i powinien być w pewien sposób zbadany, chociażby pod kątem tego, czy nie jest parabankiem. Bo przecież z dostępnych informacji wynika, że BitMarket działał w oparciu o rezerwę cząstkową. Nie chcę jednak przesądzać, czy KNF powinien był coś zrobić czy nie. Faktem jest jednak to, że przejęcie BitMarketu przez spółkę giełdową uwiarygodniło te platformę w oczach wielu inwestorów i przenieśli oni tam swoje środki.

Wydaje się to jednak trochę absurdalne, by KNF miał czuwać nad podmiotem, który dana spółka przejmuje... Grzegorz Zalewski, ekspert DM BOŚ, pisał na swoim blogu, że to tak jakby wymagać, by dla spółek farmaceutycznych nadzorem nie był Główny Inspektorat Farmaceutyczny tylko KNF... To jest trochę prześmiewcze porównanie, ale dość obrazowe.

Ale gdyby przejmowany podmiot działał na rynku finansowym, a nie farmaceutycznym, to moim zdaniem KNF powinien się tym zająć. Kryptowaluty stały się w ostatnich latach częścią świata finansów i nie można udawać że ich nie ma.

Ale kryptowaluty w polskim prawie nie istnieją. Ono za tymi zmianami nie nadąża...

Nie tylko prawo nie nadąża. Ludzka wyobraźnia także. Ale moim zdaniem nie można się wąsko trzymać tylko tego co jest w ustawie, zwłaszcza w obliczu tak szybkich zmian i tak szerokiego zakresu, jaki ówczesny rynek obejmuje. Potrzeba troszkę dobrej woli.

Proszę ponadto zwrócić uwagę, że KNF wchodził w kwestię regulacji firm z branży kryptowalutowej, czego efektem jest to, że duża ich część ma problem z założeniem konta bankowego. A czy kampania przeciwko kryptowalutom nie była też ingerencją o charakterze regulacyjnym? Nie przypominam sobie, by KNF wchodził na rynek farmaceutyczny i ostrzegał przed lekami... Zmierzam więc do tego, że i KNF i NBP pokazały swoimi działaniami, że kryptowaluty wchodziły w zakres ich kompetencji.

Sugeruje pan, że KNF jest w tym temacie dość wybiórcza?

Jest wewnętrznie sprzeczna. Raz pokazuje, że jest przeciwko branży i potrafi wysłać prokuratorów, by sprawdzili zgodność z prawem. W efekcie doprowadzili do tego, że firmy przeniosły się zagranicę. Ale to nie rozwiązało sprawy, co pokazał BitMarket. Tymczasem teraz KNF uważa, że nie ma narzędzi do nadzorowania tego rynku.

Musimy sobie jednak uczciwie przyznać, że to upadek BitMarketu to nie jest wina nadzorcy, prawda?

Oczywiście. Bezpośrednią winą należy obarczyć osoby, które tym podmiotem zarządzały. Niemniej uważam, że gdyby branża była uregulowana to skala nadużyć byłaby mniejsza, albo w ogóle do tego upadku by nie doszło.

Dlaczego sama społeczność kryptowalut nie reagowała wcześniej? Przecież Polskie Stowarzyszenie Bitcoin stworzyło kanon dobrych praktyk, a wcześniej ostrzegało przed niektórymi, szemranymi firmami.

Niestety w przypadku BitMarketu nie mieliśmy żadnych, klarownych sygnałów. Podwójne wypłaty, czy atak hakerski nie wskazywały na to, że dzieje się tam aż tak źle. A sam kanon, choć BitMarket go podpisał, to była umowa dżentelmeńska. Bez interwencji władz, nie może to być nic więcej. A to czego było potrzeba, to audyt finansowy. Szkopuł w tym, że żadna firma dobrowolnie nie udostępni obcym ludziom swoich ksiąg finansowych, zwłaszcza, gdyby audyt miał przeprowadzić przedstawiciel tej samej branży. To musiałby być zewnętrzny, niezależny audytor. I pojawia się kolejny, reputacyjny problem. Firmy audytorskie niechętnie podchodzą do podmiotów z tej branży, bo boją się ryzyka upadku, co kładłoby się cieniem na ich badania.

Ostatnia kwestia. Czy ta cała afera wokół BitMarketu może mieć taki finał, że topór wojenny między KNF i branżą zostanie zakopany, i w końcu siądziecie do prac nad regulacjami?

W KNF jest wiele kompetentnych osób, które bardzo dobrze znają się na temacie kryptowalut. Jakiś czas temu komisja była bardziej otwarta na te kwestie i liczę, że znów będzie. Chciałbym, żeby upadek BitMarketu stał się taką przestrogą, którą wykorzystamy do tego, by w końcu wypracować odpowiednie regulacje. Bo co będzie, jeśli upadną kolejne, znacznie większe giełdy, albo piramidy finansowe podszywające się pod kryptowaluty?

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA