Gospodarka - Kraj

Lekcje odrobione. Pomoc można uruchomić, gdy zajdzie potrzeba

WYWIAD | PAWEŁ BORYS z prezesem Polskiego Funduszu Rozwoju rozmawia Piotr Skwirowski

Paweł Borys, prezes PFR

Foto: materiały prasowe

Pandemia nam nie odpuszcza. Rząd wprowadził nowe obostrzenia, które już dotykają części firm, a to pewnie nie koniec. Firmy boją się lockdownu...

Druga fala pandemii stała się faktem w całej Europie. Czechy wprowadziły stan wyjątkowy i lockdown. Wielka Brytania również wraca do silnych restrykcji. Izrael jest w permanentnym zamknięciu, a Włochy przedłużyły stan wyjątkowy do stycznia. Jestem jednak przekonany, że w ostatnich miesiącach polska gospodarka została dobrze przygotowana na ewentualną drugą falę pandemii. Rynek pracy jest stabilny, mamy bezrobocie trzecie najniższe w UE. W ramach tarczy finansowej i tarczy antykryzysowej do firm trafiło ponad 142 mld zł na poprawę płynności i ochronę miejsc pracy. Firmy zgromadziły większy bufor płynności, niż miały przed pandemią. Co więcej, odbicie w III kwartale było bardzo dynamiczne – weszliśmy na poziom około 95 proc. aktywności gospodarczej sprzed pandemii. Nie mamy teraz takich zdarzeń jak zrywanie łańcuchów dostaw czy zamykanie handlu. Jesteśmy narażeni teraz na drugie dno kryzysu, czyli ponowny spadek aktywności gospodarczej, który szacuję na 2–3 proc. w stosunku do III kwartału, ale nie do skali spadku przychodów firm i spadku PKB, takiego jak mieliśmy w II kwartale. Zamknięcie handlu i zrywanie łańcuchów dostaw ma fundamentalne znaczenie. Tak długo, jak ich nie będzie, będziemy mieli do czynienia z trudnym okresem, do którego w mojej ocenie jesteśmy przygotowani, ale nie będziemy mówili o poważnej recesji, takiej jak w II kwartale.

Tak. Wiosną i latem na pomoc firmom i ochronę miejsc pracy rząd wydał ogromne pieniądze. Ale firmy z branży gastronomicznej, eventowej czy turystycznej, które dopiero zaczęły stawać na nogi, znów odczuwają narzucone im obostrzenia: skrócenie godzin pracy, mniejszą liczbę klientów, którą mogą obsługiwać... Czy myślicie o dodatkowym wsparciu? Branżowym, punktowym, a może całościowym?

Gdy w marcu obliczaliśmy kwoty subwencji, które będziemy przyznawać w ramach tarczy finansowej PFR, braliśmy pod uwagę, że pandemia może mieć negatywny wpływ na gospodarkę przez dłuższy czas. I te kwoty powinny zabezpieczać płynność firm przynajmniej do końca roku.

Mówi pan o tych kwotach, które firmy już dostały?

Tak. To były znaczące sumy. I wskazuje na to wzrost depozytów w sektorze przedsiębiorstw o ponad 50 mld zł i wyniki badań, które pokazują, że podwoiła się liczba firm z buforem finansowym na dłużej niż trzy miesiące. Rząd wprowadza jeszcze, jak rozumiem, programy wsparcia dla branży turystycznej. Czyli działa punktowo. My w PFR do końca roku mamy jeszcze tarczę finansową dla dużych firm. Dostępne są gwarancje BGK. Co bardzo ważne, do prawa wprowadzone zostały na stałe instrumenty antykryzysowe, jak postojowe czy obniżony wymiar czasu pracy. Został też stworzony fundusz antycovidowy. Do tego dochodzi znowelizowany ostrożny budżet państwa. Rząd ma więc w tej chwili gotowe, dosyć szerokie instrumentarium, z którego może szybko i elastycznie korzystać. Na przykład w ramach wsparcia dla jakiegoś regionu albo jakiejś branży. Może też działać w ramach większych programów pomocy, choć oczywiście lepiej, żeby to nie było potrzebne.

Na razie nie jest potrzebne?

W mojej ocenie na ten moment nie ma uzasadnienia do wprowadzenia większych programów. Cały czas działają te instrumenty, które zostały wdrożone wcześniej, ale oczywiście premier Morawiecki na pewno będzie podejmował decyzje w zależności od potrzeb i rozwoju sytuacji.

Od przedsiębiorców płyną sygnały, że chcieliby już teraz mieć jasny odzew z drugiej strony, ze strony rządu, PFR, że w razie kłopotów mogą liczyć na pomoc. Jeślibyśmy teraz zostawili firmy same sobie, to ta dotychczasowa pomoc poszłaby w dużej części na marne. Po co było wydawać ogromne pieniądze wiosną i latem, jeśli teraz mamy dać firmom upaść i zwalniać pracowników?

Tak. Ale musimy też dbać o finanse publiczne. To wszystko trzeba wyważyć. Programy pomocy powinny być uruchamiane wtedy, kiedy to jest rzeczywiście konieczne. W mojej ocenie, biorąc pod uwagę skalę pomocy, która do tej pory popłynęła do gospodarki i silne odbicie gospodarcze w III kwartale, to nie jest jeszcze ten moment, który wymaga bardzo zdecydowanych działań. Ale oczywiście Kancelaria Premiera, Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Rozwoju stale monitorują sytuację. To wiem. Rozmawiają z organizacjami pracodawców. I w razie czego programy pomocy będzie można uruchamiać. Lekcje zostały odrobione. Jest pełne instrumentarium, które można wdrażać niemal z dnia na dzień. Mamy rozwiązania związane z dofinansowaniem miejsc pracy, gwarancje, mamy gotową infrastrukturę w ramach tarczy finansowej.

A pieniądze?

W ramach tarczy finansowej PFR mamy oszczędności. Kwoty zapotrzebowania na pomoc okazały się tu mniejsze od tego, co na tę pomoc zabezpieczyliśmy. Rząd podszedł do nowelizacji budżetu opartego na ostrożnych założeniach i także tu jest pole do działania. Dotyczy to także budżetu na przyszły rok. Wydaje mi się więc, że jesteśmy dobrze przygotowani.

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. Wcześniej zarządzał programami emerytalnymi dla polskich instytucji finansowych, takich jak Narodowy Bank Polski oraz GPW. Pracował też m.in. w Grupie Deutsche Bank, w DWS TFI, a także jako dyrektor zarządzający w PKO Banku Polskim. W 2013 roku został uznany za jednego z najlepszych polskich menedżerów przed czterdziestką (według magazynu „Sukces").

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.