REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Kraj

Skup akcji przez NBP byłby szaleństwem

Gościem Grzegorza Siemionczyka w programie „Prosto z parkietu” była prof. Grażyna Ancyparowicz, członek Rady Polityki Pieniężnej.
Foto: parkiet.com

Ile wynosi dziś inflacja w Polsce?

Ile wynosi dzisiaj to nie wiem (śmiech). Na pewno jest jednak niższa od górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego NBP (3,5 proc.). Inflacja może przebić 3 proc. na przełomie 2019 i 2020 r., ale potem powinna stopniowo wygasać.

Opozycja sugeruje, że inflacja jest w rzeczywistości wyższa niż pokazuje indeks cen konsumpcyjnych (CPI). Jeden z posłów PO zwrócił się do GUS z wnioskiem o wyjaśnienia, jak zmieniała się w ostatnich latach metodologia liczenia tego wskaźnika. Najwyraźniej podejrzewa, że GUS manipuluje danymi. O tym, że są powody do takich podejrzeń, otwarcie mówi Andrzej Bratkowski, były członek RPP.

Jeśli komuś coś się nie zgadza z jego politycznymi przekonaniami, szuka winnego. Niestety GUS, ale często też ZUS, są często w tej roli obsadzani. Według mnie GUS liczy inflacje rzetelnie. Oczywiście, że wprowadza pewne modyfikacje w metodologii, bo narzuca nam to  Eurostat. Z pewnością jednak GUS nie działa na polityczne zamówienie. Pracowałam w tej instytucji przez wiele lat, od 1993 do 2011 r. W tym czasie zmieniali się prezesi, zmieniały się rządy, ale nigdy nie miało to wpływu na rzetelność publikowanych przez GUS danych. Zarzuty, że urząd statystyczny dopuszcza się manipulacji, są niesprawiedliwe i krzywdzące.

Być może wynikają one z charakteru inflacji. Jest ona ostatnio napędzana w dużej mierze przez ceny żywności, a przez to może być odczuwana jako wyższa niż podaje GUS.

Tak się z pewnością dzieje. Odczuwana inflacja zależy od tego, na co kto wydaje pieniądze. Najszybciej rosną obecnie ceny żywności nieprzetworzonej,  która ma duży udział w kosztach utrzymania gospodarstw domowych o niskich dochodach. Z szacunków NBP wynika, że w tej grupie gospodarstw domowych inflacja może sięgać 7-8 proc.

Czy to, że inflacja może się jawić jako wyższa niż w rzeczywistości, może stanowić jakieś zagrożenie dla stabilności makroekonomicznej? Czy istnieje ryzyko, że pod wpływem rosnących  oczekiwań inflacyjnych przyspieszy wzrost płac, co z kolei będzie podbijało inflację bazową, nie obejmującą cen energii i żywności?

Nie sądzę, aby inflacja na obecnym poziomie dawała powody do takich obaw. Nawet dla tych najuboższych gospodarstw domowych inflacja nie jest i raczej nie będzie tak wysoka, żeby ludzie musieli domagać się dodatków drożyźnianych, jak w latach 80. Żądania płacowe mogą się oczywiście pojawiać, ale nie sądzę, aby mogły one niebezpiecznie rozpędzić wzrost płac. Bardziej obawiałabym się tu jakichś decyzji politycznych, podyktowanych interesem partyjnym.

Jakich decyzji? Podwyżek płac w sektorze publicznym?

W sektorze publicznym są skandalicznie niskie uposażenia. Byłam przeciwna decyzji, aby wysokim urzędnikom jeszcze je obniżyć. Ryzyko wzrostu inflacji mogłoby się pojawić, gdyby rząd ze strachu ustępował przed różnymi grupami interesu i dawał im wszelkie podwyżki, jakich sobie zażyczą. Na nic takiego się jednak nie zanosi. Nie widzę też zagrożenia w podnoszeniu minimalnego wynagrodzenia w takim tempie, jak w ostatnich latach. Prawda jest taka, że wynagrodzenia w Polsce są wciąż skandalicznie niskie, przeciętnie niewiele wyższe, niż minimalne płace w strefie euro. Jeśli chcemy, żeby w Polsce ludzie chcieli pracować i zakładać rodziny, co jest warunkiem rozwoju gospodarki, trzeba prowadzić taką politykę sprzyjająco płynnemu i wyważonemu wzrostowi wynagrodzeń. Obecnie ten wzrost w ujęciu realnym wynosi około 4 proc., czyli jest nawet wolniejszy, niż realny wzrost PKB. To bardzo dobrze, sytuacja na rynku pracy jest pod kontrolą.

Inflacja na dzisiejszym poziomie, a nawet nieco wyższym, którego można oczekiwać na przełomie 2019 i 2020 r., nie będzie więc powodem, aby podwyższać stopy procentowe?

O poziomie stóp decyduje cała RPP, czyli 10 osób. W tym gronie, jak wiadomo, zdania są podzielone. Ja mogę mówić tylko we własnym imieniu. I moim zdaniem stopy procentowe są obecnie na właściwym, optymalnym poziomie.  Duże wydatki na cele socjalne generują popyt, więc nie ma powodu, aby politykę pieniężną luzować. Dodatkowo PiS zapowiada, że jeśli wygra wybory, to będzie utrzymywał wszystkie programy socjalne, a nawet je wzmacniał. A moim zdaniem tego rodzaju impuls fiskalny oddziałuje na gospodarkę dłużej, niż zwykle sugerują modele ekonomiczne.

Rozumiem, że to wszystko są argumenty przeciwko łagodzeniu polityki pieniężnej. Ale co z jej zaostrzaniem? Rosnąca inflacja, czy choćby wspomniany impuls fiskalny, nie stwarzają takiej konieczności?

To prawda, że ten impuls fiskalny przekłada się na dość wysoką inflację w sektorze usług. To jednak moim zdaniem trudno uznać za zjawisko niepożądane na naszym poziomie rozwoju gospodarczego. To jest przejaw szybkiego wzrostu sektora usługowego, dzięki czemu mamy dobrą sytuację na rynku pracy. Młodzi ludzie, zbędni w produkcji, znajdują doskonałe miejsca pracy w sektorze usług. Przeciwko zaostrzaniu polityki pieniężnej przemawia też to, że zarówno gospodarstwa domowe, jak i małe i średnie firmy, mają sporo kredytów. A nawet niewielkie podwyżki stóp procentowych na rynku międzybankowym wywołałyby silną reakcję banków komercyjnych w odniesieniu do ich klientów. Do tego stoimy w obliczu sporej niepewności dotyczącej na przykład tego, jak gospodarka będzie reagowała na pewne zawirowania za granicą, jak np. Brexit, wojny handlowe.

A co z coraz bardziej rozgrzaną koniunkturą na rynku nieruchomości?

W NBP uważnie przyglądamy się sytuacji na rynku nieruchomości. Wiemy, choćby z niedawnej historii, że pęknięcie bańki spekulacyjnej na tym rynku mogłoby wywołać kryzys. W tej chwili nie wydaje się jednak, że na rynku nieruchomości istnieje jakaś pokaźna bańka. Nie widać potrzeby, aby jakimiś instrumentami polityki pieniężnej bądź administracyjnymi starać się zahamować popyt na kredyt. Popyt na kredyty mieszkaniowe w dużej mierze wynika stąd, że Polacy naprawdę potrzebują mieszkań, ciągle mamy do czynienia z ich niedoborem. Dotychczasowe programy społeczne, które miały zwiększyć ich dostępność, do niczego nie doprowadziły. Jeśli chcemy, żeby ludzie, także ci średniozamożni, mogli kupować mieszkania, i żeby dzięki temu były dobre warunki do wychowywania dzieci, nie powinniśmy teraz ograniczać dostępności kredytu.

Powiedziała pani, że nie ma obecnie potrzeby łagodzenia polityki pieniężnej. Ale gdyby taka potrzeba zaszła, czy RPP miałaby jakieś pole manewru? Prezes Adam Glapiński od pewnego czasu mówi, że istnieje jeszcze przestrzeń do obniżania stóp procentowych, ale wiadomo, że część członków Rady jest innego zdania.

Mamy przygotowanych mnóstwo narzędzi, łącznie z tzw. niekonwencjonalnymi, stosowanymi dziś na świecie. Prace nad tymi instrumentami zostały zapoczątkowane już w 2008 r., gdy wybuchł poprzedni kryzys. Podkreślam jednak, że nie widzę żadnego powodu, aby myśleć obecnie o ich zastosowaniu. To jest czysto teoretyczna dyskusja. Tak, jak tutaj w studio jest zapewne gaśnica na wypadek pożaru, tak my mamy instrumenty na wypadek kryzysu.

Jeden z członków RPP regularnie powtarza, że już teraz jest pora na stosowanie niekonwencjonalnych narzędzi.

Mamy taką zasadę, że nie komentujemy wzajemnie swoich wypowiedzi. Na pewno jednak NBP nie będzie posuwał się do takich działań, jak kupowanie akcji na rynku pierwotnym. To byłoby czyste szaleństwo. NBP to nie jest fundusz inwestycyjny, tylko instytucja, która ma dbać o bezpieczeństwo, stabilność gospodarki.

Pani kolega z RPP Jerzy Żyżyński powiadomił niedawno, że Rada rozważa możliwość zmiany zasad ustalania wyniku finansowego NBP, co miałoby prowadzić do tego, że NBP mógłby częściej zasilać budżet. O co chodzi?

Pojawienie się tego tematu na posiedzeniu RPP było dla mnie dużym zaskoczeniem. Kontekst tej dyskusji był taki, że rząd ma bardzo ambitne programy socjalne i może dobrze by było, aby NBP te programy jakoś wspierał. Ja uważam, że rząd sam sobie doskonale z tym radzi, a NBP jest od tego, żeby pilnować wartości pieniądza. Obecne rozwiązania prawne, które regulują wypłatę zysku NBP do budżetu, są moim zdaniem dobre.  Owszem, wśród zadań NBP jest wspieranie gospodarki, ale jest to cel pomocniczy, który należy realizować, gdy spełniony jest cel podstawowy. A wspieranie gospodarki to co innego, niż wspieranie jakiejś konkretnej polityki rządu. Takiego zadania NBP nie ma. Pomysł, że NBP miałby manifestować swoją lojalność wobec rządu, to nieporozumienie.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA