Gospodarka - Kraj

Marta Petka-Zagajewska: Solidne odbicie w gospodarce nie jest zagrożone

#PROSTOzPARKIETU. Marta Petka-Zagajewska: ożywienie zacznie się, zanim szczepienia zapewnią nam odporność zbiorową

Gościem Grzegorza Siemionczyka w środowym wydaniu #PROSTOzPARKIETU była Marta Petka-Zagajewska, kierownik zespołu analiz makroekonomicznych PKO BP.

Foto: parkiet.com

Na jakich założeniach epidemicznych opiera się wasz scenariusz makroekonomiczny, wedle którego w tym roku polska gospodarka urośnie o ponad 5 proc.? To najbardziej optymistyczna prognoza w noworocznej ankiecie „Parkietu".

Fundamentalne założenie, które przyjęliśmy, jest takie, że od drugiej połowy roku nie będzie istotnego ryzyka ponownego wprowadzenia antyepidemicznych obostrzeń znacząco wpływających na poziom aktywności gospodarczej. Tak się stanie, jeśli zniknie zagrożenie przeciążeniem systemu ochrony zdrowia. W tym celu nie jest konieczne osiągniecie tzw. odporności populacyjnej. Wystarczy, aby udało się zaszczepić osoby najbardziej narażone na ostry przebieg zakażenia koronawirusem, czyli najstarsze. Informacje na temat tempa przebiegu programu szczepień w Polsce i innych krajach mogą się wydawać rozczarowujące na tle bardzo optymistycznych oczekiwań sprzed zaledwie kilku tygodni, ale nadal wydaje nam się, że zaszczepienie tej priorytetowej dla nas grupy około 8 mln osób do połowy roku jest w zasięgu. To jest nadal nasz scenariusz bazowy.

W takich warunkach od połowy roku firmy i konsumenci będą funkcjonować z przeświadczeniem, że nie grożą nam już nagłe wyłączenia aktywności. A to będzie znacząco wpływało na ich zachowanie. Wzrośnie m.in. efektywność wdrożonych już w 2020 r. działań antykryzysowych, bo zwiększy się skłonność przedsiębiorstw i gospodarstw domowych do wydawania środków, które obecnie są oszczędzane.

Na razie mamy jednak do czynienia z przedłużaniem ograniczeń aktywności ekonomicznej. W Polsce według ostatnich zapowiedzi mają obowiązywać do końca stycznia, ale w innych krajach Europy pojawiają się już sygnały, że na poluzowanie antyepidemicznych restrykcji można liczyć dopiero od kwietnia, a nawet maja. Jak to wpływa na waszą ocenę perspektyw odbicia gospodarczego?

W Polsce obowiązują obecnie obostrzenia, z którymi gospodarka jako całość radzi sobie nie najgorzej. Mamy oczywiście branże, które mocno cierpią, ale dostępne dane dotyczące sytuacji w grudniu pozwalają sądzić, że gospodarczy koszt każdej kolejnej odsłony obostrzeń jest mniejszy niż poprzedniej. Jeśli obostrzenia w dzisiejszym kształcie utrzymają się do końca stycznia, to wyniki gospodarki w I kwartale br. będą lepsze niż w IV kwartale ub.r.

Styczeń tradycyjnie jest najmniej istotnym z gospodarczego punktu widzenia miesiącem, bo powrót do normalności po okresie świątecznym jest powolny. Informacje z zagranicy, gdzie lockdowny są nie tylko wydłużane, ale też rozszerzane na kolejne obszary gospodarki, sugerują jednak, że i u nas trzeba się liczyć z takim scenariuszem. Ale trzeba też pamiętać, że począwszy od marca, punktem odniesienia będzie już okres pandemii. Nawet przy dalszym trwaniu pandemii w skali zbliżonej do tej z 2020 r. daje nam to przestrzeń do wzrostu aktywności w ujęciu rok do roku.

Jakie jest ryzyko, że nie uda się w tym roku odrobić strat z 2020 r.?

My zakładamy, że wrócimy do poziomu aktywności ekonomicznej sprzed pandemii na przełomie III i IV kwartału br. Nie znamy jeszcze ostatecznych wyników za 2020 r. Naszym zdaniem dzięki dobrym wynikom w IV kwartale spadek PKB w całym 2020 r. okaże się mniejszy niż 3 proc. Płytsza recesja w ub.r. będzie automatycznie przyspieszała powrót PKB do przedpandemicznych poziomów.

Scenariusze makroekonomiczne na 2021 r. są zgodne co do tego, że odbicia inwestycji jeszcze nie będzie. Motorami ożywienia będą eksport i konsumpcja. Czy rzeczywiście jest możliwe, żeby odbicie eksportu, które od kilku miesięcy napędza polski przemysł, utrzymywało się pomimo przedłużających się ograniczeń aktywności ekonomicznej w największych gospodarkach?

Wydaje mi się, że tak. Wiosną czynnikiem, który negatywnie wpływał na sytuację w sektorze przetwórstwa przemysłowego, były zaburzenia w łańcuchach dostaw, czyli szoki podażowe, a nie tylko spadek popytu. Teraz nawet w okresach największej liczby zachorowań na Covid o takich problemach nie słyszymy. Bardzo dobrze wygląda też sytuacja w Azji, która stała się kołem zamachowym światowego handlu. Dopóki antyepidemiczne obostrzenia na świecie będą utrzymywane, ale nie będą bezpośrednio dotykały strony podażowej, dopóty firmy przemysłowe i eksporterzy będą motorami rozwoju polskiej gospodarki.

W przypadku konsumpcji skala odbicia będzie zależała od koniunktury na rynku pracy. Wiosną konsumpcja się załamała, bo silne były obawy, że kryzys doprowadzi do znaczącego spadku zatrudnienia. Tak się nie stało, więc w IV kwartale pomimo drugiej fali epidemii takiego ograniczania wydatków już nie było. Ale w 2021 r. będą wygasały programy wsparcia dla firm, które zamrażały zatrudnienie. Jakie jest ryzyko, że firmy zaczną zwalniać pracowników i dojdzie do opóźnionego wzrostu bezrobocia?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że konstrukcja mechanizmów pomocowych doprowadziła do powstania ukrytego bezrobocia. Bieżący poziom zatrudnienia w firmach jest większy, niż wynikałoby to z ich potrzeb i wykorzystania mocy produkcyjnych. Ale moment, gdy mogłoby dojść do ujawnienia tego ukrytego bezrobocia, przyjdzie mniej więcej w połowie roku, gdy prawdopodobnie zniknie już ryzyko kolejnych lockdownów. W naszym bazowym scenariuszu zakładamy, że w maju i czerwcu koniunktura będzie już na tyle dobra, a oczekiwania firm co do zapotrzebowania na pracowników będą na tyle wysokie, że pracodawcy nie zdecydują się na masowe zwolnienia.

O tym, jak się kształtuje zapotrzebowanie na pracowników, sporo mówią dane o zarejestrowanych w ZUS cudzoziemcach. Ich liczba wiosną wyraźnie spadła, ale latem szybko się odbudowała. Dzisiaj, pomimo ochłodzenia koniunktury w listopadzie i w grudniu, cudzoziemców pracujących w Polsce jest wciąż więcej niż przed wybuchem pandemii.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.