Felietony

Technologia dla człowieka czy człowiek dla technologii?

Można inaczej. Można starać się ukierunkować postęp technologiczny na rozwiązania, które będą wspierać zaangażowanie ludzi. Jak? Pozytywną rolę w tym względzie może odegrać państwo.

Andrzej Halesiak, członek TEP oraz Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego

Foto: materiały prasowe

W ten czy w inny sposób technologia od dziesiątków lat wspiera człowieka, ułatwia mu życie i pozwala na tworzenie świata, który bez technologii nie byłby możliwy do wykreowania. Równocześnie jednak, z punktu widzenia procesów wytwórczych, technologia to także swego rodzaju konkurencja w stosunku do ludzkiej pracy. Większość z nich można dziś bowiem poukładać na wiele różnych sposobów, kombinacji ludzkiej pracy i technologii – począwszy od pozostawienia ich w pełni manualnymi (bez zastosowania technologii), a na pełnym zautomatyzowaniu skończywszy. Ponieważ – w efekcie polityki banków centralnych – kapitał od lat jest tani, a maszyny, roboty i algorytmy potrafią coraz więcej, ta druga opcja jest coraz powszechniej wykorzystywana.

Złożone interakcje pomiędzy kapitałem/technologią i pracą oraz ich makroekonomiczne konsekwencje w postaci zapotrzebowania na pracę i jej rodzaj są od dawna przedmiotem badań ekonomicznych i socjologicznych. Jednym z ważniejszych zaobserwowanych efektów coraz powszechniejszego wykorzystania technologii w procesach produkcji jest rosnąca polaryzacja popytu na pracę – z jednej strony rosnące zapotrzebowanie na osoby posiadające relatywnie niskie, a z drugiej wysokie kwalifikacje. Towarzyszą temu kurczące się możliwości zatrudnienia dla tych, którzy mają do zaoferowania swego rodzaju przeciętne kompetencje. W wymiarze społecznym pociąga to za sobą zjawisko kurczącej się tak zwanej klasy średniej oraz liczne związane z tym wyzwania społeczne i polityczne. Co więcej, pandemia wszystkie te technologiczne, społeczne i polityczne procesy przyspieszyła, o czym pisałem w artykule „Pandemia, roboty i nowy system społeczno-gospodarczy" („Parkiet", 5 maja 2020 r.).

Drugą stroną opisanych procesów jest rosnące zainteresowanie różnego rodzaju politykami, które miałyby zapewniać tworzenie (i utrzymanie) dobrych miejsc pracy, takich, które są związane z wysoką wartością dodaną i wysokim poziomem wynagrodzeń. Coraz więcej uwagi przykłada się m.in. do edukacji, w tym w szczególności kształcenia ustawicznego. Podkreśla się znaczenie podnoszenia i dostosowywania wiedzy i kompetencji, wszystko po to, aby człowiek był w stanie dostosować się do maszyn i za nimi nadążyć.

Działania w zakresie edukacji są ważne, ale nie jest to jednakże jedyna możliwa opcja. Coraz częściej czołowi ekonomiści (np. D. Rodrik czy D. Acemoglu) nawołują do bardziej fundamentalnej zmiany. Dziś dość powszechnie – a przy tym z reguły często w milczeniu – uznaje się, że to człowiek powinien dostosowywać się do zachodzących zmian technologicznych, być pasywnym odbiorcą tego, co w zakresie technologii się dzieje. Tymczasem można inaczej. Można starać się ukierunkować postęp technologiczny ku rozwiązaniom, które będą wspierać zaangażowanie ludzi. Jak? Pozytywną rolę w tym względzie może odegrać państwo – w każdym kraju duża cześć wydatków na badania i rozwój pochodzi ze środków publicznych i można je tak ukierunkować, by wspierały rozwój przyjaznych miejscom pracy technologii. Można także zmienić relatywne obciążenia podatkowe pracy i kapitału/technologii – dziś stosuje się różnego rodzaju preferencje dla kapitału, podnosząc tym samym jego i tak wysoką konkurencyjność wobec pracy. Jeszcze inne z proponowanych podejść to takie ukierunkowanie rozwoju rozwiązań technologicznych, by nie tyle kreowały one popyt na nowe kompetencje, co były komplementarne w stosunku do tych kompetencji, które w danym kraju są już obecne.

Opisane wyżej podejście może się wydawać mało intuicyjne, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że kluczowym motorem rozwoju gospodarczego jest wzrost produktywności, a ten kojarzy się raczej z zastosowaniem technologii w możliwie szerokim zakresie. Taka perspektywa bierze jednak pod uwagę jedynie wymiar statyczny, nie uwzględnia szerszych konsekwencji zbytniego „zapatrzenia się" na technologię. Doświadczenia ostatnich dziesięcioleci wskazują, że bezrefleksyjne gloryfikowanie wykorzystania technologii może prowadzić do negatywnych skutków ubocznych. Co z tego bowiem, że w efekcie powszechnego zastosowania technologii produktywność – a wraz z tym ogólna pula dochodów – rośnie szybko, skoro towarzyszy temu coraz większa koncentracja dochodów i aktywów w rękach stosunkowo nielicznych, prekaryzacja zatrudnienia i różne formy wykluczenia. Po pewnym czasem te negatywne efekty społeczne wracają jak bumerang w postaci roszczeniowych postaw (dążenia do większej redystrybucji), otwierając tym samym drogę dla rządów populistów, czemu towarzyszy z reguły proces szerokiego psucia instytucji i polityki gospodarczej. To z kolei niweluje pozytywne efekty dla wzrostu związane z powszechnym wykorzystaniem technologii.

Ponieważ wciąż daleko nam do pełnego zrozumienia konsekwencji, jakie niosą ze sobą powszechna automatyzacja i robotyzacja procesów wytwórczych, potrzebujemy wnikliwie przyglądać się tym procesom. I oczywiście nie chodzi o to, by rezygnować z technologii. Trzeba jednak przy jej wykorzystywaniu pamiętać, że ma ona służyć rozwiązywaniu problemów, a nie ich stwarzaniu. W tym kontekście zdecydowanie warto zacząć przywiązywać znacznie większą uwagę do kierunków postępu technologicznego. Jest to szczególnie ważne, jeśli postęp wciąż ma służyć nam ludziom, a nie temu, byśmy stali się niewolnikami technologii.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.