REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Pieniądze Polaków płyną wszędzie, ale giełdę omijają szerokim łukiem

Mieszkania, obligacje skarbowe i korporacyjne, a nawet przynoszące realne straty lokaty bankowe – tu trafiają oszczędności Polaków. Akcje z naszej giełdy jeszcze długo mogą nie być popularne.
Foto: Fotorzepa, Marta Bogacz

Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce rośnie systematycznie od lat, w ostatnich kilku nawet w tempie 7 proc. rocznie, gospodarstwa domowe wspierane są też programami socjalnymi, zwiększa się dochód rozporządzalny. Polacy się bogacą, mają więcej oszczędności, ale zupełnie nie widać tego, patrząc na statystyki obrotów na warszawskiej giełdzie czy napływy do TFI.

Miliardy płyną wszędzie, ale nie do akcji

W I półroczu tego roku inwestorzy indywidualni odpowiadali za transakcje na głównym rynku GPW warte 24,3 mld zł, ale jeszcze w analogicznym okresie 2013 r. było to 31 mld zł, a w 2011 r. aż 45,9 mld zł (cały rok wtedy był rekordowy). Nawet w kryzysowym 2009 r. obroty akcjami, za które odpowiadali inwestorzy indywidualni, były znacznie wyższe niż teraz – wyniosły 90 mld zł w porównaniu z prognozowanymi w tym roku 28 mld zł (gdyby drugie półrocze było takie jak pierwsze). Ten spadek szczególnie źle wygląda, biorąc nie tylko pod uwagę wzrost zamożności Polaków, ale także rozwój GPW – przez dekadę liczba spółek urosła o jedną trzecią, do 452 obecnie (ostatnio jednak emitentów ubywa ze względu na liczne delistingi i brak debiutów). Udział drobnych graczy w obrotach na GPW spadł do 13 proc. w I półroczu z 19 proc. i 28 proc. w analogicznych okresach odpowiednio lat 2012 i 2009.

Brak zainteresowania polskim rynkiem akcji widać też po saldzie napływów i odpływów do TFI. Bardzo słaby był już 2018 r., dotknięty piętnem rozlewającej się na rynek afery GetBacku. W tym jest nadal słabo, przez dziesięć miesięcy z funduszy akcji polskich wycofano netto 780 mln zł. Być może jednak problemem polskich inwestorów nie są wyłącznie polskie akcje, ale ta klasa aktywów jako całość, bo z funduszy akcji zagranicznych wycofali netto jeszcze więcej – blisko 960 mln zł.

Pieniądze trafiają za to na rynek obligacji. Sprzedaż tych skarbowych detalicznych była w październiku rekordowa i wyniosła ponad 1,97 mld zł, najwięcej w historii (w 2011 r. przez cały rok sprzedaż sięgała 2,2 mld zł). Teraz popyt był o 30 proc. większy niż rok temu. Już po dziesięciu miesiącach Polacy kupili takie papiery za 13,9 mld zł, w całym 2018 r., który był rekordowy pod tym względem, było to 12,7 mld zł. W całym roku możliwa jest sprzedaż papierów skarbowych na poziomie około 17 mld zł – wynika z szacunków HRE Investments. Sporo płynie też do funduszy inwestujących na rynku długu: po dziesięciu miesiącach na strategie polskich obligacji trafiło 2,8 mld zł netto (w tym 215 mln zł na korporacyjne), na zagraniczne zaś 0,66 mld zł.

Pieniądze Polaków zalegają w bankach, przez rok wartość depozytów gospodarstw domowych urosła o 11 proc., do 816 mld zł, z czego coraz większą część – już rekordowe 63 proc. – stanowią wcale lub nisko oprocentowane depozyty bieżące. Jeszcze kilka lat temu ich udział był niższy niż 50 proc., zatem coraz więcej pieniędzy nie pracuje. Klienci przestali sobie zaprzątać głowę szukaniem lokat, których średnie oprocentowanie rzędu 1,6 proc. przynosi w skali roku – biorąc pod uwagę inflację i podatek – realną stratę rzędu 1–1,2 proc.

Faworytem Polaków stały się mieszkania. NBP wskazuje, że tylko w siedmiu największych miastach Polski w gotówce wydano na zakupy mieszkań w I i II kwartale odpowiednio 4,3 mld zł i 3,2 mld zł, co stanowi około 50 proc. wszystkich zakupów (a po uwzględnieniu gotówki na wkład własny udział sięga ponad 60 proc.). Do tego dochodzi silnie rosnąca w tym roku (o około 14 proc.) akcja kredytowa: w całym roku nowa sprzedaż może sięgnąć aż 64 mld zł (już 2018 r. był bardzo dobry, akcja kredytowa urosła o 20 proc. i była najwyższa od dekady). Sporą popularnością, choć trudno zmierzyć ich skalę, cieszą się też inwestycje w kryptowaluty czy złoto.

Trudno będzie o przełom

– Biorąc pod uwagę, że oprocentowanie lokat jest rekordowo niskie, a do tego wszyscy spodziewają się wyraźnego przyspieszenia inflacji już na początku 2020 r., to niemal pewne jest, że Polacy w kolejnych miesiącach chętnie, a nawet chętniej niż dziś, szukać będą alternatywnej inwestycji dla bankowego depozytu. Ten szukający ujścia kapitał często będzie trafiał na rynek nieruchomości – prognozuje Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

Zwraca uwagę, że płynność mieszkań na wynajem jest bez porównania niższa niż lokaty. – Mieszkania mają jednak tę przewagę, że rentowność netto wynajmu, czyli już po potrąceniu podatków i kosztów, wynosi w stolicy około 5,5 proc. Dla porównania po potrąceniu podatku przeciętna bankowa lokata daje zarobić mniej niż 1,1 proc. Dlatego w biurach sprzedaży deweloperów w największych miastach nawet 30–40 proc. mieszkań kupują inwestorzy – dodaje.

Foto: GG Parkiet

W przypadku obligacji popularnością cieszą się szczególnie te indeksowane o inflację. – Jej wzrost w ostatnich miesiącach pomaga w śrubowaniu kolejnych rekordów sprzedaży takich obligacji. Spodziewamy się wzrostu inflacji, więc nie jest przypadkiem, że największą popularnością cieszą się dziś właśnie obligacje indeksowane inflacją, które dają wyższy zwrot przy większej inflacji – dodaje Turek.

Te informacje to nie najlepsza wiadomość dla osób liczących na powrót inwestorów indywidualnych na warszawską giełdę. Tym bardziej że w ostatnich latach była targana stosunkowo licznymi aferami, a obok przypadków czysto kryminalnych regularnie dochodzi też do poważnych naruszeń zasad corporate governance czy wręcz działania na niekorzyść akcjonariuszy mniejszościowych, także przez państwo (przykładem może być próba zwiększenia wartości nominalnej akcji PGE).

Co jest konieczne do przełamania złej passy na GPW? – Potrzeba kilku lat hossy. Drobni inwestorzy zainteresują się giełdą, gdy zobaczą, że można na niej zarobić. Jeżeli w ciągu dwóch–trzech lat inwestorzy zaobserwują po kilkanaście procent rocznie zysku, to istnieje szansa, że dołączą i wspomogą giełdę. Do tego potrzebne jest uczciwe traktowanie drobnych akcjonariuszy przez państwo. Modelowym przykładem, jak nie należy postępować, jest energetyka, która służy do realizacji celów politycznych, na czym cierpią drobni akcjonariusze. Ci drobni akcjonariusze mieli być akcjonariatem obywatelskim, którzy przez polityków zostali przekonani do inwestycji w energetykę – przypomina Tomasz Wyłuda, dyrektor biura doradztwa inwestycyjnego Credit Agricole Banku Polska.

Podkreśla, że potrzebne jest też oczyszczenie rynku z nieuczciwych podmiotów. – Tutaj w ostatnich kwartałach widać znaczący postęp. KNF ukarała kilka podmiotów i dzięki temu przyczyniła się do eliminowania patologii rynku kapitałowego. Ostatnie działania nadzoru należy uznać za bardzo pozytywne i jeżeli będą kontynuowane, można spodziewać się stopniowej odbudowy zaufania do giełdy – dodaje.

Spore nadzieje wiązane są z pracowniczymi planami kapitałowymi (PPK). – Mogą one ożywić giełdę i spowodować większą płynność rynku. Systematyczny dopływ środków na parkiet może przynieść efekt stabilizujący – podobny, jak mieliśmy przy OFE. Aby to się jednak stało, kluczowa jest wysoka partycypacja. Wielu inwestorów boi się, że z PPK stanie się to co z OFE lub zarządzający aktywami zostaną w przyszłości zmuszeni do ratowania nierentownych państwowych przedsiębiorstw (np. kopalnie węgla kamiennego). Obecnie wielu inwestorów lokuje kapitał na rynku nieruchomości. Aby wykorzystać zainteresowanie Polaków nieruchomościami, należałoby powrócić do pomysłu uruchomienie REIT-ów. Politycy przewidywali takie rozwiązanie kilka lat temu, jednak nic z tego nie wynikło – mówi Wyłuda.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA