REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Polska gospodarka. W ostre hamowanie nie wierzą już nawet pesymiści

Polska gospodarka będzie traciła impet wolniej, niż można się było obawiać jeszcze kilka miesięcy temu. Konsekwencją tego będzie wyższa inflacja, choć tylko przejściowo.
Foto: 123rf

W najbliższych czterech kwartałach, z bieżącym włącznie, polska gospodarka będzie się rozwijała średnio w tempie 4,2 proc. rocznie. Taka ścieżka wzrostu PKB wyłania się z najnowszych prognoz uczestników konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego 2019 r., organizowanego przez redakcję „Parkietu".

Pod koniec marca, gdy poprzednio zbieraliśmy prognozy od ponad 30 uczestniczących w rywalizacji zespołów ekonomistów oraz indywidualnych analityków, przeciętnie oczekiwali, że w okresie od III kwartału do I kwartału 2020 r. tempo wzrostu polskiej gospodarki będzie wynosiło 4 proc. Obecnie prognozy dla tego samego okresu sygnalizują wzrost PKB w tempie 4,3 proc.

Późne odbicie inwestycji

Foto: GG Parkiet

Ten przepływ optymizmu to m.in. następstwo tego, że w I kwartale doszło do nieoczekiwanego przyspieszenia wzrostu inwestycji. Zwiększyły się one aż o 12,6 proc. rok do roku, najbardziej od połowy 2008 r., a główną tego przyczyną była eksplozja wydatków inwestycyjnych przedsiębiorstw.

Foto: GG Parkiet

– W minionych latach wzrost inwestycji rozczarowywał na tle dobrego stanu krajowej koniunktury. Dlatego można oczekiwać, że I kwartał był zwiastunem wyraźnej poprawy dynamiki inwestycji w całym 2019 r. – ocenia Piotr Dmitrowski, analityk z Banku Gospodarstwa Krajowego. Według niego w najbliższych czterech kwartałach nakłady brutto na środki trwałe będą rosły średnio w tempie 8 proc. rocznie. Przeciętne prognozy uczestników konkursu są nieco ostrożniejsze, ale i tak wyższe niż zaledwie trzy miesiące temu. Zakładają wzrost inwestycji w tempie 6 proc. rocznie.

Opublikowane w poniedziałek wyniki ankietowych badań NBP (tzw. szybki monitoring) wśród przedsiębiorstw sugerują wprawdzie, że ich zainteresowanie nowymi inwestycjami jest obecnie najniższe od 2013 r. To jednak przede wszystkim odzwierciedlenie słabych nastrojów wśród przedsiębiorstw, które nie musi się przełożyć na ich faktyczne wydatki.

Eksport wciąż zadziwia

Foto: GG Parkiet

Pesymizm polskich firm, szczególnie w przemyśle, to m.in. pokłosie słabej koniunktury w strefie euro. Jak dotąd jednak trudno doszukać się jej niekorzystnego wpływu na kondycję polskich firm. Z szybkiego monitoringu NBP wynika, że na początku br. wyraźnie przyspieszył wzrost sprzedaży zagranicznej firm. A dane dotyczące wymiany handlowej w ostatnich miesiącach sugerują, że także II kwartał był pod tym względem bardzo udany.

W maju, jak podał w poniedziałek NBP, wartość polskiego eksportu towarów (w euro) zwiększyła się o 13,3 proc. rok do roku, najbardziej od stycznia 2018 r. To wynik wyraźnie lepszy od szacunków ankietowanych przez „Parkiet" ekonomistów, którzy przeciętnie spodziewali się odczytu zbliżonego do kwietniowego, gdy eksport wzrósł o 10,1 proc. rok do roku. Wzrost importu również przyspieszył (do 11,2 proc. rok do roku z 8,5 proc. w kwietniu), ale mimo to po raz czwarty w ostatnich pięciu miesiącach Polska odnotowała nadwyżkę w handlu towarowym. To rzuciło cień wątpliwości na dominujące dotąd w scenariuszach ekonomistów na ten rok założenie, że silny popyt wewnętrzny w połączeniu ze słabością popytu zagranicznego doprowadzą do pogorszenia salda handlowego Polski, co negatywnie wpłynie na tempo wzrostu gospodarczego.

Szczyt inflacji przed nami

Foto: PARKIET

Tym, co w prognozach ekonomistów w ostatnim czasie się nie zmieniło, jest przekonanie, że nadal szybko rosła będzie konsumpcja. Uczestnicy konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego roku przeciętnie przewidują, że w najbliższych czterech kwartałach wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych będą rosły w tempie 4,3 proc. rok do roku. Dla porównania, w minionych dwóch latach zwiększały się w średnim tempie 4,5 proc.

Boom konsumpcyjny trwa za sprawą szybkiego wzrostu dochodów gospodarstw domowych, któremu sprzyja dobra koniunktura na rynku pracy oraz transfery socjalne. Konsekwencją silnego popytu konsumpcyjnego jest jednak przyspieszająca inflacja.

W czerwcu, jak podał w poniedziałek GUS, wyniosła ona 2,6 proc. rocznie, najwięcej od 2012 r., po 2,4 proc. w maju. Wyraźnie, z 1,7 do 1,9 proc., wzrosła przy tym tzw. inflacja bazowa, nieobejmująca cen energii i żywności. Ceny samych usług wzrosły zaś aż o 3,9 proc. rok do roku, po 3,3 proc. w maju. – W kolejnych miesiącach inflacja przejściowo spadnie, jesienią wyniesie około 2,1 proc. rok do roku – przewiduje Rafał Benecki, główny ekonomista ING BSK, tłumacząc, że przyczyni się do tego spadek tempa wzrostu cen paliw, a po wakacjach także cen żywności. – Dalej stopniowo rosła będzie jednak inflacja bazowa, która na koniec roku sięgnie 2,5 proc. rocznie. Dlatego inflacja ogółem, po przejściowym spadku w II połowie br., ponownie wzrośnie pod koniec 2019 i na początku 2020 r. – dodaje. Uczestnicy konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego przeciętnie przewidują, że w I kwartale przyszłego roku inflacja będzie wynosiła 3,1 proc. zamiast 2,2 proc., jak sądzili jeszcze w marcu. W kolejnych miesiącach ma jednak zacząć stopniowo spadać.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA