Po bardzo silnej korekcie i zejściu poniżej 4 tys. dolarów we wtorek złoto było w okolicach 4,4 tys. dolarów za uncję. Skąd tak silne wzrosty w ciągu ostatniego miesiąca?
Faktycznie, złoto zyskało ok. 10 proc. od dołka na poziomie ok. 3965 USD. Wynika to głównie z technicznych przesłanek, przede wszystkim wyprzedania technicznego, ale również bardzo słabego sentymentu. Wiele wskaźników wskazywało na to, że ze złotem już po tym 30-proc. spadku od szczytu mało kto chce mieć cokolwiek wspólnego. Z badania Bank of America wynikało, że również zarządzający aktywami ocenili złoto jako niedowartościowane. Jeżeli na te zmiany postrzegania złota przez zarządzających nałożylibyśmy wykres złota, to z reguły właśnie kiedy oceniali oni, że złoto jest niedowartościowane, sprzyjało to tworzeniu się dołków. W 2022 r. na 6 dni sesyjnych przed dołkiem na złocie na poziomie 1615 dol. w The Wall Street Journal ukazał się krytyczny artykuł, a byliśmy wtedy już po 20 proc. spadku, który trwał 6 miesięcy. Mówimy na to w branży „okładkowy wyrok”. Ciekawostka polega na tym, że artykuł o niemalże analogicznej wymowie ukazał się, również w The Wall Street Journal – 14 lipca 2026 r. Także ten fatalny sentyment i 30- proc. cofnięcie od szczytu zachęciło część przedstawicieli smart money do powrotu na rynek złota.
A czy dane makro ze Stanów Zjednoczonych mogły pomóc inwestorom w powrocie? Zwłaszcza dane z rynku pracy i najnowszy odczyt inflacji?
Nie da się też ukryć, że dane makro i oczekiwania wobec decyzji Fed tu pomagają. Zaczynaliśmy ten rok z nadziejami na dwie obniżki stóp procentowych w USA, następnie w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie, mieliśmy wystrzał ceny ropy naftowej, który w zasadzie pogrzebał szanse na jakiekolwiek obniżki. Jednak wraz z przechyleniem oczekiwań w stronę podwyżek stóp procentowych, rynek obawiał się tak bardzo restrykcyjnych posunięć Fed, że w zasadzie można było teraz z tego tylko schodzić.
Dlatego w zasadzie ostatnie dane makro, o uspokajającej się inflacji czy schłodzeniu na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych, mogą dostarczać argumentów Rezerwie Federalnej, by uważać z podwyżkami stóp. Widzimy to też po kontraktach terminowych na stopę procentową, które już zdecydowanie dają mniejsze szanse na to, że stopy w tym roku zostaną podniesione. W tej sytuacji metale szlachetne zyskały trochę oddechu.
Prawdopodobieństwo wrześniowej podwyżki stóp spadło do około 35 proc., a potem nawet do około 31 proc., według agencji Reuters, komentarze rynkowe wskazują, że na rynek wrócili kupujący. Jaki to dokładnie klimat tworzy dla złota?
Rynek najpierw bał się bardzo podwyżek stóp procentowych, więc w momencie, kiedy rynek orientuje się, że te obawy były zdecydowanie na wyrost, to złoto łapie oddech. Myślę, że warto jeszcze też wspomnieć o skoordynowanej interwencji Stanów Zjednoczonych i Japonii na rynku jena japońskiego na początku sierpnia. To była interwencja o wartości ponad 50 mld dol., by jednak nieco umocnić jena, by Japonia w celu ochrony swojej waluty nie wykorzystała amerykańskich obligacji skarbowych. A przypomnę, że Japonia jest największym zagranicznym posiadaczem właśnie amerykańskiego długu. Gdyby Japonia zaczęła go sprzedawać po obecnych rentownościach, a też rentowności amerykańskich obligacji w tej chwili wspinają się na coraz to wyższe, rekordowe poziomy, to jeszcze bardziej przeceniłoby amerykański dług i byłoby niewątpliwie sporym problemem dla Departamentu Skarbu, jeżeli chodzi o koszt planowania chociażby nowych emisji.
Komentatorzy wskazują na granicę psychologiczną wzrostów cen złota na poziomie 4,5 tysiąca dolarów: ta wartość stanowi ważny punkt oporu i gdy cena dochodzi do tej granicy, znowu spada, a inwestorzy wykazują nerwowość w pobliżu tego poziomu.
Ja szacuję ten punkt oporu bliżej 4,4 tys. USD. Takie zbicie oporu może sugerować, że w rejonie 4,4 tys. mogą się zacząć jakieś problemy.
W tej chwili wokół tego poziomu oscylujemy, więc w mojej ocenie ten poziom jeszcze nie jest przekroczony. Natomiast zostanie rozbity z przytupem, jeśli ten tydzień skończyłby się bliżej 4,6 tys., to zdecydowanie zmieniłoby układ sił średnioterminowy, dałoby to sygnał, że cała ta półroczna korekta już się skończyła i każde cofnięcie ceny na przykład ponownie do 4,4 tys., ale już tym razem od góry, byłoby interesującym punktem wejścia na rynek złota dla tych bardziej konserwatywnych inwestorów, którzy czekają najpierw na średnioterminowy sygnał kupna, na potwierdzenie zmiany kierunku i na pierwsze cofnięcie. Natomiast te 4403 dol. to na razie tylko oscylują wokół oporu, więc na razie jeszcze o żadnym definitywnym wybiciu nie ma mowy.
Optymizm na pewno widać też po stronie banków centralnych, które w tym roku kupiły 62 proc. więcej złota niż w ubiegłym. Jakie ma znaczenie dla inwestorów indywidualnych?
To ma spore znaczenie, biorąc pod uwagę to, że banki centralne są najważniejszymi instytucjami finansowymi na świecie. One znają od podszewki wszystkie bolączki obecnego systemu monetarnego, skalę zadłużenia, przyspieszające trendy dedolaryzacji po 2022 r., kiedy zamrożono Rosji 300 mld dol.
No i niejako wypadkowa tych wszystkich czynników powoduje to, że banki centralne próbują się niejako uniezależnić od dolara i robią to poprzez zakupy fizycznego złota. Ewidentnie widać, że zaraz po tąpnięciu z początku lutego i rozbudowywaniu się tej korekty banki centralne ruszyły na zakupy i zdecydowanie wykorzystały to 30 proc. cofnięcie. Liderem był Narodowy Bank Polski, ale po 13 latach przerwy Korea Południowa zapowiedziała rozpoczęcie zwiększania swoich rezerw złota.
Czy to nie jest trochę taka czerwona kartka dla wiary w spokój geopolityczny na świecie?
Chyba lepiej bym tego nie ujął, te ruchy banków centralnych to nam pokazują..
Jakiego poziomu cenowego spodziewa się pan na koniec roku?
Myślę, że uda nam się docelowo ten poziom 4,4 tys. dol. rozbić, to otwierałoby drogę o dobrych kilkaset dol. wyżej w konserwatywnym scenariuszu, powiedzmy do 4,6 tys. dol., a w optymistycznym scenariuszu bliżej 5 tysięcy.