Cena ropy Brent dotarła w rezultacie na poziomy niewiele przekraczające 65 USD za baryłkę. Strona popytowa się nie poddała całkowicie, ale widać, że brakuje jej siły do zainicjowania kolejnego dynamicznego ruchu wzrostowego.

W poprzednim tygodniu na rynku ropy pojawiło się sporo komunikatów z OPEC oraz Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA). Obie instytucje podały prognozy, w których szacują duży wzrost produkcji ropy naftowej w krajach nienależących do kartelu OPEC. Oczywiście ich wnioski są związane przede wszystkim z dużym prawdopodobieństwem dalszego dynamicznego wzrostu wydobycia ropy naftowej z łupków w Stanach Zjednoczonych. Te prognozy wspierają dane z samych USA: Departament Energii tego kraju podał, że produkcja ropy z łupków w USA osiągnęła już nowe rekordy i będzie rosnąć dalej. Również całkowita produkcja ropy naftowej w USA (źródła łupkowe i tradycyjne) jest teraz na historycznych maksimach i będzie osiągała kolejne rekordy, już w tym roku przekraczając 11 mln baryłek dziennie.

IEA oraz OPEC zapowiadają, że stabilny rozwój globalnej gospodarki będzie sprzyjał wzrostowi popytu na ropę na świecie. Mimo to zwyżka popytu najprawdopodobniej będzie niewystarczająca, by zrekompensować duży wzrost globalnej podaży, co wskazuje na możliwość presji na ceny „czarnego złota".