Został pan ponownie wybrany na prezesa Puław. Jakie było najtrudniejsze pytanie w procesie rekrutacyjnym?
Chyba to związane z dalszym funkcjonowaniem Puław i budowaniem wartości spółki w ramach powstającej Grupy Azoty.
Jakie będą priorytety w tej kadencji?
Jesteśmy w połowie drogi. Inwestycje, które przez ostatnią kadencję rozpoczęliśmy, kosztowały 1,2 mld zł. Niektóre z projektów są zrealizowane w 50 proc. Trzeba dokończyć to co zaczęliśmy. W tym roku obrotowym wydamy na to 360 mln zł.
A więc zarząd nie będzie skłonny przychylić się do wniosków o wyższą dywidendę, jeśli takie pojawią się a walnym?
To walne zgromadzenie podejmuje ostateczną decyzję. Ale pamiętam sytuacje, kiedy większość akcjonariuszy przychyliła się do innego podziału zysku niż wstępnie proponował zarząd. Rekomendując taką kwotę do wypłaty braliśmy pod uwagę nie tylko prowadzone inwestycje, ale też widoczne już w naszej branży spowolnienie gospodarcze. Dlatego pozostawienie pewnych środków w spółce powinno przynajmniej być rozważone. Dzięki temu, że mieliśmy potężne środki finansowe udało nam się całkiem gładko przejść kryzys w 2008 r. Podczas gdy inne firmy chemiczne miały straty nawet na poziomie operacyjnym, Puławy generowały zysk nawet na poziomie netto. Wtedy też właśnie zaczęliśmy potężny program inwestycyjny zwiększający naszą efektywność którego efekty widać w wynikach za ostatni rok.