Tym razem chodzi o rynek usług telefonii stacjonarnej, a konkretniej jego wycinek: w stosunkach między operatorami (usługi zakańczania połączeń w publicznych sieciach telefonicznych w stałej lokalizacji, tzw. FTR). Prezes UKE uważa, że po przeprowadzeniu testów wynikających z nowego prawa (Prawo komunikacji elektronicznej) nie ma już podstaw, aby regulować rynek i powodów, by wyznaczać na nim operatora o pozycji znaczącej.

Na rynku tym działają notowane na giełdzie grupy Orange Polska, Cyfrowego Polsatu (poprzez Netię, Petrotel i mniejszych operatorów przejętych w ostatnich latach) czy emitent obligacji P4 (oferuje usługi telefonii stacjonarnej w schedzie po przejętym UPC).

UKE wyda szereg decyzji deregulujących, ale najwięcej emocji dotyczy jak zwykle  Orange Polska – największego operatora telefonii stacjonarnej w kraju. Zgodnie z projektem UKE, przestanie mieć on obowiązek prowadzenia rachunkowości regulacyjnej, stosowania ofert ramowych, zasady niedyskryminacji czy zapewnienia dostępu telekomunikacyjnego. 

Czytaj więcej

Wirtualne karty telefonii komórkowej to nadal nisza. Znamy dane w Polsce

– Nowe rozwiązania sprzyjają symetryczności relacji i rozliczeń pomiędzy operatorami. Nie bez znaczenia jest także fakt schodzącej roli telefonii stacjonarnej i nasilającej się presji konkurencyjnej już nie tylko ze strony telefonii mobilnej, ale także komunikatorów, wykorzystujących transmisję danych. Ponadto utrzymywanie restrykcyjnych regulacji w zakresie starych technologii obniża efektywność działania i obciąża zasoby, które mogłyby być wykorzystywane do rozwoju nowoczesnych usług – komentuje spółka.

- Jest to operator, który dziś zapewnia dostęp do prawie 40 proc. użytkowników sieci stacjonarnych. Jego natychmiastowa deregulacja może wpłynąć na podniesienie przez Orange Polska opłat za utrzymanie istniejących punktów połączenia sieci telekomunikacyjnych (tzw. punkty styku sieci) lub nawet na likwidację wielu połączeń sieci z sieciami mniejszych operatorów – komentuje Tomasz Bukowski z Kancelarii Prawnej Media, która w konsultacjach reprezentowała Krajową Izbę Komunikacji Ethernetowej.

Wpływu deregulacji Orange Polska na innych operatorów nie wyklucza sam UKE i zapowiada, że będzie monitorować sytuację oraz wydawać odpowiednie decyzje, gdyby dochodziło do sporów.

Wśród argumentów, aby poddać rynek FTR deregulacji UKE podaje m.in. fakt, że od kilku lat to Komisja Europejska wyznacza ceny w rozliczeniach hurtowych między operatorami (maksymalna stawka to obecnie 0,07 eurocenta za minutę) oraz spadającą wartość rynku połączeń telefonii stacjonarnej. Jak podało nam UKE, wartość rynku zakańczania połączeń w sieciach stacjonarnych wyniosła w Polsce w 2022 r. 37 mln zł, w 2023 r. 28 mln zł, a w 2024 r. niecałe 22 mln zł. Czas połączeń wychodzących w sieci stacjonarnej w Polsce w 2024 r. spadł z 2,3 mld minut do 2 mld minut. Liczba użytkowników stopniała o 18 proc. do 1,7 mln, a wartość sektora do 800 mln zł.

Czytaj więcej

Za inwestycyjnym szczytem, czyli rok 2025 w telekomunikacji w Polsce

Urząd argumentuje także, że telefon stacjonarny jest wypierany przez inne narzędzia do komunikacji. UKE w projekcie decyzji zwraca uwagę głównie na komunikatory internetowe prowadzone najczęściej przez big techy: Messenger, WhatsApp (produkty Mety, właściciela Facebooka), Skype (do czasu działania), Hangouts (Google).

Powołuje się na badania CBOS, zgodnie z którymi w 2025 r. (dane za maj) 65 proc. dorosłych Polaków rozmawiało przez komunikator ze znajomymi. 10 lat wcześniej było to 34 proc. Dużo wyższe są te statystyki wśród internautów (grono Polaków nieużywających internetu jest nadal relatywnie spore).

Ciekawostką jest, że według tych badań, 10 lat temu przez komunikator rozmawiało mniej internautów niż 20 lat temu (53 proc. vs 57 proc.). A także to, że aktywność w mediach społecznościowych polegającą na wprowadzaniu wpisów i komentarzy deklaruje relatywnie mały odsetek Polaków: w 2025 r. było to 23 proc. dorosłych Polaków oraz 29 proc. internautów.