Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są szacowane koszty wojny dla gospodarki Iranu według różnych ocen?
- W jaki sposób konflikt wpłynął na kluczowe sektory przemysłu Iranu?
- Jak przedstawiają się bieżące wskaźniki gospodarcze Iranu, jak inflacja i kurs waluty?
- Jakie frakcje polityczne w Iranie mają odmienne stanowiska wobec rokowań pokojowych?
„Iran wyjdzie z tej wojny silniejszy” – taką tezę głosi część „ekspertów”, w tym kontrowersyjny amerykański politolog John Mearsheimer. Konflikt wciąż trwa i nie wiadomo jeszcze, jak się zakończy. Wszystkie scenariusze są w grze, w tym ten mówiący o powrocie do negocjacji i o zawarciu rozejmu, który byłby w miarę korzystny dla irańskiego reżimu. Eksperci spierają się o to, jak bardzo zniszczony został irański program nuklearny i potencjał rakietowy. Niektórzy z nich mówili nawet o „strategicznym zwycięstwie” Iranu, którego przejawem jest blokada Cieśniny Ormuz. Sytuacja jednak się skomplikowała, bo USA same ogłosiły morską blokadę Iranu. (Przepuszczały przez nią statki płynące z portów w innych krajach.) Nie możemy być pewni, jak ta sprawa rozwinie się w nadchodzących dniach. Można się jednak zgodzić, co do jednego: Iran zapłacił jak dotąd straszliwy rachunek za przetrwanie rządzącego nim, niepopularnego reżimu. Straty poniesione przez gospodarkę irańską są tak duże, że nie da się mówić o tym, że „Iran wyjdzie z tej wojny wzmocniony”.
Mohammed Bagher Ghalibaf, przewodniczący irańskiego parlamentu (z lewej).
Cena zniszczenia
W ciągu pierwszych sześciu tygodni wojny, Iran poniósł straty gospodarcze wynoszące 140 mld USD-145 mld USD - donosił izraelski dziennik „Maariv”. Wyliczenia te były oparte na źródłach jawnych, takich jak zdjęcia satelitarne zniszczonej irańskiej infrastruktury oraz zakładów przemysłowych. To bardzo dużo, gdyż Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacował przed wojną, że irański nominalny PKB sięgnie w tym roku 375,6 mld USD. O ile dotychczas Iran plasował się na liście największych gospodarek świata pomiędzy Egiptem i Portugalią, to po takich zniszczeniach spadłby na pozycję pomiędzy Katarem i Ukrainą.
Wstępne wyliczenia strat obliczone przez rząd irański są jeszcze wyższe. Fatemeh Mohajerani, rzeczniczka tego rządu stwierdziła we wtorek, że „bezpośrednie i pośrednie” straty ekonomiczne Iranu związane z wojną wynoszą co najmniej 270 mld USD. Po takich zniszczeniach Iran plasowałby się pod względem nominalnego PKB pomiędzy Luksemburgiem a Litwą.
na tyle Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozował przed wojną irański PKB na 2026 r.
Czytaj więcej
Ropa drożałaby w ostatnich tygodniach pewnie dużo bardziej, gdyby Arabia Saudyjska nie miała rurociągu prowadzącego do terminala nad Morzem Czerwon...
„The New York Times” donosił natomiast, powołując się na anonimowych irańskich urzędników oraz ekonomistów, że wstępne szacunki strat poniesionych przez Iran wahają się od 300 mld USD do nawet 1 bln USD. Ekonomiści stwierdzili, że ataki na największe irańskie kompleksy petrochemiczne i huty stali, które według irańskich mediów zatrudniały ponad 200 000 osób, należały do najbardziej szkodliwych dla gospodarki i będą miały daleko idące konsekwencje. W wyniku tych uderzeń, milion ludzi może stracić pracę.
o tyle wzrósł PKB Iranu w 2025 r., po tym jak w 2024 r. powiększył się o 3,7 proc. Jeszcze przed wojną ten kraj przechodził więc poważne spowolnienie gospodarcze.
„75 proc. irańskich mocy petrochemicznych jest wyłączonych. Zakłady Mobarakeh i Chuzestan Steel, o łącznej produkcji 14 milionów ton, są całkowicie zamknięte. Pentagon podaje, że 80 proc. obiektów produkujących pociski zostało zniszczonych. Jam Petrochemical, z roczną zdolnością 3,2 miliona ton metrycznych, twierdzi, że naprawa szkód po atakach zajmie lata. Jednak degradacja nie zaczęła się od wojny: PKB per capita Iranu spadło z 8000 USD w 2012 r. do 5000 USD w 2024 roku po ponad dekadzie sankcji. Sprzęt w zakładach petrochemicznych, rafineriach i hutach stali był już przestarzały i niedoinwestowany. Ataki uderzyły w strefę przemysłową Arak, gdzie mieści się Azarab Industries – firma produkująca kotły, zbiorniki ciśnieniowe, wymienniki ciepła, reaktory i kolumny frakcjonujące, których irańskie fabryki potrzebują do naprawiania zniszczeń. Z powodu sankcji Iran nie może importować niezbędnych części zamiennych, katalizatorów ani sprzętu przemysłowego. Pompy korodują bez uszczelek, złoża katalizatorów degradują się bez cykli odświeżania, a wymienniki ciepła ulegają zabrudzeniu bez chemikaliów czyszczących. Buduję zakłady chemiczne. Każdy miesiąc, w którym fabryka stoi bezczynnie, sprawia, że koszty ponownego uruchomienia rosną lawinowo. Iran nie stracił tylko kilku fabryk. Stracił całą bazę przemysłową pod nimi” – napisał na platformie X Gaurab Chakrabarti, prezes firmy chemicznej Solugen.
– Zaatakowaliśmy, wraz z naszymi partnerami, około 90 proc. ich fabryk broni. Każda fabryka produkująca drony kamikaze Shahed została uderzona. Każda fabryka produkująca systemy naprowadzania do tych dronów została uderzona. Ich przemysłowa baza obrony rakietowej została rozbita – ponad 80 proc. ich obiektów rakietowych zniknęło, podobnie jak zdolność do produkcji silników rakietowych na paliwo stałe. Odbudowa jakichkolwiek większych okrętów nawodnych zajmie Iranowi wiele lat, ponieważ ponad 20 obiektów produkcyjnych i montażowych marynarki wojennej zostało uszkodzonych lub zniszczonych. Prawie 80 proc. irańskiej przemysłowej bazy nuklearnej zostało trafionych, co dodatkowo osłabiło ich wysiłki zmierzające do uzyskania broni jądrowej – wyliczał 8 kwietnia generał Dan Caine, szef Połączonych Sztabów USA.
Choć Amerykanie powstrzymywali się (w odróżnieniu od Izraelczyków) od atakowania irańskiej infrastruktury naftowo-gazowej, to mogą wyrządzić jej szkody za pomocą blokady morskiej. Może ona kosztować Iran około 276 mln USD dziennie w utraconym eksporcie oraz zakłóciłaby import o wartości 159 mln USD dziennie. Dotychczas 90 proc. irańskiego eksportu przechodziło przez Zatokę Perską. Iran ma około 50–55 milionów baryłek całkowitej pojemności magazynów ropy na lądzie, z czego mniej więcej 60 proc. jest zapełnionych. Dotychczas eksportował 1,5 mln baryłek surowca dziennie. Zablokowanie tego wywozu przez Cieśninę Ormuz i przez port Jask (do którego Irańczycy przekierowali nawet 1 mln baryłek ropy dziennie) może prowadzić do zapełnienia magazynów ropy w ciągu dwóch tygodni. Potem może dojść do zamykania odwiertów naftowych, a dłuższe przestoje mogą grozić ich degradacją (związaną choćby z dostawaniem się wód podziemnych do szybów). Analitycy szacują, że takie wymuszone zamknięcia szybów mogą zmniejszyć irańską produkcję naftową nawet o 300–500 tys. baryłek dziennie. Trump nie musi więc wydawać rozkazu zajęcia Wyspy Chark (miejsca, w którym są główne irańskie terminale naftowe), by „wziąć na zakładnika” sektor wydobywczy tego kraju. Dopiero jednak się okaże, jak bardzo amerykański prezydent jest zdeterminowany, by prowadzić blokadę.
Czytaj więcej
Ceny ropy ostro spadły, a wiele indeksów giełdowych poszło w górę w reakcji na ogłoszenie dwutygodniowego zawieszenia broni w konflikcie między USA...
Śmierć pieniądza
Gospodarka Iranu już na długo przed wojną była w kiepskim stanie. Niemal co roku dochodziło tam do dużych protestów społecznych, których największą falę widzieliśmy w styczniu 2026 r. Jednym z impulsów dla tej fali gniewu było załamanie notowań narodowej waluty i związana z nim inflacja. O ile na początku 2025 r. za 1 dolara płacono 817 500 riali, to na początku 2026 r. 1 350 000 riali. 28 lutego, czyli w dniu rozpoczęcia wojny, kurs doszedł do rekordowych 1 720 500 riali, by w połowie kwietnia wynosić blisko 1 600 000 riali. (To kursy „czarnorynkowe” podawane przez serwis Bonbast.com.) Reżim, już po wybuchu wojny, wyemitował banknot o nominale 10 mln riali. Wypłatę pieniędzy z bankomatów poważnie ograniczono. Banki pozwalają na wycofywanie z depozytów 18-30 dolarów dziennie.
tyle wynosił w 2025 r. PKB Iranu na głowę (liczony według parytetu siły nabywczej). Iran był więc krajem mniej zamożnym niż Turkemnistan, Egipt czy Armenia, a zamożniejszym od Iraku
Ostatnie oficjalne dane o inflacji w Iranie są za październik. Wynosiła ona wówczas 48,6 proc. Od tego momentu pewnie znacząco przyspieszyła. Na platformie X pojawiły się filmy pokazujące długie kolejki przed piekarniami oraz doniesienia, że w kraju zaczyna brakować mąki.
Niestety do internetu trafia stosunkowo mało zdjęć i filmów pokazujących sytuację wewnątrz Iranu. Reżim zablokował bowiem internet w trakcie tłumienia fali protestów, a bezpieka poluje na tych, którzy łamią blokadę informacyjną za pomocą przemyconych terminali Starlink. W miarę swobodny dostęp do internetu mają jedynie przedstawiciele władz oraz ich propagandyści. Zniesienie tej blokady mogłoby pokazać światu wiele niewygodnych dla reżimu zdjęć i filmów oraz doprowadzić do nowej fali protestów opozycji. Reżim jest więc skłonny do zaakceptowania kosztów gospodarczych blokady internetu, które sam szacuje na 70 mln - 80 mln USD dziennie.
Jak długo reżim byłby w stanie przetrwać przy tak mocno zniszczonej gospodarce, wykrwawionym aparacie represji oraz społeczeństwie nastawionym mocno opozycyjnie? Trudno powiedzieć. Wszak spierają się o to zapewne najtęższe umysły wśród analityków CIA i Mosadu. Mówienie jednak, że „reżim jest silniejszy niż przed wojną” jest jednak sporym nieporozumieniem.
Czas wyboru
Według doniesień serwisu Iran International, prezydent Masud Pezeszkian otrzymał niedawno raport banku centralnego ostrzegający, że inflacja w Iranie może sięgnąć 180 proc., a 2 mln ludzi może stracić pracę. Według ocen banku centralnego, odbudowa kraju mogłaby zająć 12 lat. Rekomenduje on więc zawarcie pokoju.
Do zamknięcia tego wydania „Parkietu” nie było jeszcze rozstrzygnięte to, czy dojdzie do drugiej tury rozmów rozejmowych pomiędzy USA a Iranem. Pierwsza tura – przeprowadzona w minioną sobotę w pakistańskim Islamabadzie – zakończyła się fiaskiem. Obie strony nie doszły do porozumienia w takich kwestiach jak otwarcie Cieśniny Ormuz czy irański program nuklearny. Delegacja z Teheranu była wówczas bardzo liczna, co może świadczyć o tym, że każda z frakcji we władzach kraju chciała mieć w niej swoich ludzi. Głównym negocjatorem był dotychczas Mohammad Bagher Ghalibaf, przewodniczący irańskiego parlamentu. Choć to reżimowy weteran, to jest postrzegany przez Amerykanów jako polityk bardziej pragmatyczny. Za przywódcę konkurencyjnej frakcji, opowiadającej się przeciwko rozejmowi uchodzi Ahmad Vahidi, dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. To właśnie Korpus Strażników zainicjował blokadę Cieśniny Ormuz, a także kontroluje wiele sektorów gospodarki irańskiej. Jest on też siłą bardzo mocno obawiającą się zmian i zmotywowaną, by walczyć do samego końca.
Upieranie się przez Iran przy kontynuowaniu wojskowego programu nuklearnego wydaje się już nie mieć sensu. Teheran mógłby również zrezygnować ze wsparcia dla Hezbollahu i Hutich. Kończyłoby to jednak projekt rozpowszechniania rewolucji islamskiej w regionie. Czy ekonomia zdoła więc wygrać z rewolucyjną ideologią, zaślepiającą irański reżim od 47 lat?
Jak na razie Iran deklaruje, że będzie domagał się reparacji wojennych m.in. od Arabii Saudyjskiej, ZEA, Kataru, Kuwejtu, Bahrajnu i Jordanii. Oskarża te państwa o udzielanie USA pomocy w „agresji”. Kraje te mogą odpowiedzieć swoimi roszczeniami za irańskie ataki na ich infrastrukturę cywilną. Wygląda też na to, że nie będą już one bezpieczną przystanią dla miliardów dolarów, którymi obraca Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. W ZEA już doszło do aresztowań właścicieli firm obsługujących transfery kapitału, którzy brali udział w praniu irańskich pieniędzy. Iranowi będzie więc dużo trudniej omijać sankcje. Samo pobieranie myta od tankowców nie będzie dużym wsparciem dla Iranu. Może mu ono przynieść około 4 mld USD rocznie.
Odbudowa kraju po wojnie będzie niewątpliwie wymagała dobrej woli USA i krajów regionu. Mogą one znieść sankcje, odblokować zamrożone kapitały oraz inwestować w podnoszenie z gruzów irańskiej infrastruktury, a nawet w modernizację tamtejszego sektora naftowo-gazowego. By tak się jednak stało, irański reżim musi się zmienić i odrzucić dziedzictwo rewolucji albo zostać obalony. Jego trwanie tylko powiększa szkody w gospodarce.