Euro ma za sobą zwycięskie dwa tygodnie. Kurs EURUSD otrzepał się z obaw o powtórkę z 2022 r. i wrócił do poziomu sprzed wojny na Bliskim Wschodzie (1,175–1,182; ok. +2,3 proc.). Odporność światowej gospodarki na powrót cen ropy pod 100 dol. za baryłkę wciąż stoi pod znakiem zapytania, jednak rynek zauważalnie dyskontuje geopolityczną stabilizację i odwraca wzrok w stronę polityki monetarnej.
Ostatni pokaz siły na EURUSD miał miejsce pomimo dość chwiejnej sytuacji na rynku długu. Spread między dziesięcioletnimi obligacjami w Niemczech i USA przypomina od początku kwietnia EKG, które oscyluje wokół poziomu -1,25 punktu proc. Brak wyraźnego kierunku na obligacjach wynika przede wszystkim z niepewności wokół skutków makroekonomicznych trwającego paraliżu w Cieśninie Ormuz, który przekłada się na mętne perspektywy na kolejny ruch ze strony banków centralnych.
Niemniej ostatnia zmienność na wspomnianym spreadzie stanowi anomalię w trwającym od około roku trendzie wzrostowym, a wojna w Iranie nie zmieniła szczególnie relatywnego pozycjonowania EBC względem Fed; jeśli już, to zaostrzyła obserwowane wcześniej różnice. Ryzyko odbicia inflacji przez ceny ropy ma charakter globalny, a nieproporcjonalnie większa ekspozycja Europy na tego typu szok wymaga od EBC zdecydowanie większej i bardziej jastrzębiej czujności. Wygląda zatem na to, że EURUSD tak naprawdę dogania rzeczywistość monetarną, która rozmyła się w geopolitycznym chaosie.