Stany Zjednoczone długo były krajem, którego przemysł przegrywał z rywalami z tańszych krajów, takich jak Chiny czy Meksyk. Amerykański robotniczy elektorat wyraził niezadowolenie z tego stanu rzeczy, najpierw dwukrotnie wybierając na prezydenta Baracka Obamę, a później oddając wyborcze zwycięstwo Donaldowi Trumpowi, miliarderowi obiecującemu odrodzenie amerykańskiego przemysłu. Trump zapewniał, że w ciągu 10 lat powstanie w USA 25 mln miejsc pracy. Choć wielu ekonomistów uważa te zapowiedzi za zwykłą wyborczą retorykę, to mimo to można się spodziewać, że za rządów Trumpa rzeczywiście przybędzie miejsc pracy w amerykańskim przemyśle. To będzie m.in. zasługa trendu, który zaczął się jeszcze za rządów Obamy. USA znów stają się krajem, w którym opłaca się produkować.