Reklama

PiS chce dalej rozdawać pieniądze. Ekonomiści: kołdra już dziś jest za krótka

Kolejne dziesiątki, a może więcej miliardów złotych, mogą kosztować budżet państwa nowe transfery socjalne, które mają szanse znaleźć się w programie wyborczym PiS. Zdaniem ekonomistów nie tego potrzebuje polska gospodarka.

Publikacja: 29.10.2025 06:00

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas wystąpienia programowego w trakcie drugiego dnia konwencji pro

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas wystąpienia programowego w trakcie drugiego dnia konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach

Foto: PAP/Art Service

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie są potencjalne koszty nowych transferów socjalnych proponowanych przez PiS?
  • Dlaczego ekonomiści kwestionują sens obecnych i planowanych wydatków socjalnych w Polsce?
  • W jaki sposób obecne propozycje mogą wpływać na inflację i dobrobyt społeczny?
  • Jakie są długoterminowe konsekwencje proponowanej polityki gospodarczej PiS według ekspertów?

Przy okazji weekendowej konwencji Prawa i Sprawiedliwości pojawiły się liczne zapowiedzi kolejnych socjalnych ofert dla wyborców. Wśród nich m.in. bon mieszkaniowy o wartości do nawet 100 tys. zł skierowany do rodzin z dziećmi, coroczna waloryzacja świadczenia 800+, dochód podstawowy w wysokości 500 zł dla wszystkich dorosłych Polaków (który miałby zastąpić kwotę wolną od podatku), darmowe obiady dla dzieci w szkołach podstawowych. Co ciekawe, w poniedziałek część polityków PiS odcinała się od części tych propozycji. Słychać było głosy, że to wstępne przymiarki, tematy do dyskusji. A co o nich sądzą ekonomiści?

 Socjalne wydatki PiS kontra niskie podatki – eksperci ostrzegają

– Każde kolejne wydatki są niebezpieczne dla finansów publicznych, które już dziś są bardzo napięte – ocenia Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców Business Centre Club. – To czysty populizm, na który nie ma pieniędzy, zresztą nikt się nie wysilał żeby wskazać źródło finansowania poszczególnych propozycji – dodaje.

Jak mówi, wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że najpierw 500+, a teraz 800+, nie przyczyniły się do wzrostu dzietności w naszym kraju. – Program trwa 10 lat, pochłonął ogromne pieniądze, a poprawa dzietności nie nastąpiła, wręcz przeciwnie, mamy dramatyczny spadek w tym zakresie. Trudno też sobie wyobrazić, że ktoś dla 100 tys. zł z bonu mieszkaniowego, pomyśli o założeniu pięcioosobowej rodziny. To nie jest dobre rozwiązanie – stwierdza ekspert BCC.

W jego ocenie dochód podstawowy jest „pieśnią przyszłości”, czeka nas w przypadku osób wykonujących zawody, które zostaną wypchnięte przez sztuczną inteligencję. – Trzeba je będzie jakoś zabezpieczyć, być może poprzez dochód podstawowy. Natomiast dzisiaj rozrzucanie pieniędzy z helikoptera nie ma sensu. Nie ma też tych pieniędzy. Mamy bardzo duże wydatki zbrojeniowe, niestety potrzebne. Ale mamy też mocno rozbuchane wydatki socjalne i dalsze ich zwiększanie jest po prostu niebezpieczne, bo prowadzi do dalszego wzrostu zadłużenia. Zwłaszcza, że po drugiej stronie tego rachunku mamy zapewnienia, choćby prezydenta, o blokowaniu podwyżek podatków – mówi nam Łukasz Bernatowicz. – Mamy irlandzkie podatki i skandynawskie wydatki socjalne. Na dłuższą metę żaden kraj nie jest tego w stanie utrzymać – dodaje.

Reklama
Reklama

Budżet państwa a deficyt – ekonomiści o granicach zadłużenia

– Powiem to samo, co przy obietnicach Donalda Tuska związanych choćby z podwyższeniem kwoty wolnej od podatku: w budżecie nie ma na to pieniędzy. Kołdra już na tyle odkrywa nam stopy, że nawet przy kreatywności księgowej, którą pokazywał rząd PiS, nie da się tu zbyt wiele zrobić – uważa też Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. – Oczywiście można się dalej zadłużać, ale nie byłoby to rozsądne przy deficycie 6,5 proc. i długu sięgającym 55 proc. PKB – dodaje.

Przywołuje dosyć rzetelną, w jego ocenie, strategię zarządzania długiem na następne 5 lat przygotowaną przez obecny rząd, gdzie jest jasno pokazane, że ten dług przekroczy barierę 55 proc., co zgodnie z ustawą o finansach publicznych powinno automatycznie zamrozić wzrost wydatków, bo nie można dalej zwiększać deficytu. – Ale to nie koniec, bo mamy też 60-proc. limit w konstytucji. To wymusza podwyżki podatków i cięcie wydatków. I to będzie trudne do przeskoczenia – stwierdza Mariusz Zielonka.

Ekspert Lewiatana porównuje tę sytuację z budżetem domowym, gdzie jeśli zadłużenie zabiera 60 proc. środków, to nie zadłużamy się dalej, bo po prostu zabraknie nam pieniędzy na jedzenie. – Widać jednak, że utarta ścieżka socjalnego kupowania głosów jest w Prawie i Sprawiedliwości mocna – podsumowuje Zielonka.

Transfery socjalne PiS a inflacja – co mówią ekonomiści

– Nie podobają mi się te pomysły. Dobrobyt Kowalskiego może się wziąć z tego, że dostanie on milion złotych, ale dobrobyt społeczeństwa nie bierze się stąd, że każdy dostanie milion. Nasz dobrobyt społeczny wynika z tego, co wyprodukujemy – mówi nam z kolei Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.

W katalogu propozycji zgłaszanych przez PiS podobały mu się darmowe obiady dla dzieci w szkołach podstawowych. – To jestem w stanie zrozumieć. Nie dość bowiem, że dzięki nim żadne dziecko nie będzie głodne, to jest to świadczenie rzeczowe, a nie pieniężne, i musi za nim stać pewna produkcja – tłumaczy „Rzeczpospolitej” ekspert Pracodawców RP.

 – Tymczasem jeśli dajemy ludziom więcej pieniędzy, ale nie zwiększamy produkcji, to zamiast wyższego dobrobytu dostaniemy wyższe ceny. Czyli znów wyższą inflację – mówi Kamil Sobolewski. Przypomina, że PiS dochodząc do władzy, zastał inflację poniżej celu inflacyjnego, później pod jego rządami sięgnęła ona nawet przeszło 18 proc. – Dostaliśmy lekcję, że rozdawanie pieniędzy nie pokrytych większą produkcją kończy się wzrostem cen i biedą tych, którzy nie załapali się na podwyżkę płac i innych świadczeń. Kończy się wysokimi stopami procentowymi, które uderzają w aktywność kredytową. Nie twórzmy sobie kolejny raz wysokiej inflacji – apeluje główny ekonomista Pracodawców RP. – W tych uwarunkowaniach, które mamy dzisiaj, przy tej geopolityce, przy wydatkach na obronność, opieranie wzrostu na kolejnej rundzie stymulacji konsumpcji, jest nieodpowiedzialne, krótkowzroczne i obliczone jedynie na korzyści wyborcze. Zostawia po sobie spaloną ziemię jeśli chodzi o prawdziwy rozwój gospodarki. Nie to jest dzisiaj potrzebne polskiej gospodarce. Moce maszyny, zdolności wytwórcze, tego potrzebujemy, a nie rozdawnictwa pieniędzy – przekonuje.

Gospodarka krajowa
Duże hamowanie tempa wzrostu płac. Nowe dane GUS
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka krajowa
SAFE tańszy niż polski dług?
Gospodarka krajowa
Polski konsument coraz częściej może i wydawać, i oszczędzać
Gospodarka krajowa
Donald Tusk: To będzie rok turboprzyspieszenia. Za 5-6 lat dogonimy Wielką Brytanię
Gospodarka krajowa
Rynek LPG ma duże znaczenie dla polskiej gospodarki
Gospodarka krajowa
Nie jesteśmy od przejmowania steru. Jesteśmy od ostrzegania przed mieliznami
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama