Reklama

Jak Tajwan korzysta na problemach Pekinu

Azja › Coraz więcej firm wraca z Chin kontynentalnych na niepokorną wyspę, a tajwański eksport do USA rośnie. Pekinowi to się nie może podobać.
Tsai Ing-wen, prezydent Tajwanu (w środku), mówi, że Chiny powinny pogodzić się z niezależnością jej

Tsai Ing-wen, prezydent Tajwanu (w środku), mówi, że Chiny powinny pogodzić się z niezależnością jej kraju.

Foto: AFP

Ci, którzy dzielą kraj, będą skazani na zostawianie za sobą smrodu przez 10 tys. lat – w taki mało dyplomatyczny sposób Wang Yi, minister spraw zagranicznych Chińskiej Republiki Ludowej, odniósł się do niedawnych wyborów prezydenckich w Republice Chińskiej (na Tajwanie). Wybory te wygrała w cuglach dotychczasowa prezydent Tsai Ing-wen z Demokratycznej Partii Postępowej (DPP), czyli kandydatka zachowująca duży sceptycyzm wobec pomysłów na integrację Tajwanu z Chinami kontynentalnymi. Zdobyła ona aż 57 proc. głosów. Han Kou-you, czyli jej rywal z partii Kuomintang (opowiadającej się za współpracą z Pekinem), dostał tylko 39 proc. poparcia. W odbywających się tego samego dnia (11 stycznia) wyborach parlamentarnych DPP co prawda straciła siedem miejsc, ale zachowała większość bezwzględną – ma 61 mandatów i może też liczyć na wsparcie trzech deputowanych z antypekińskiej Partii Nowej Siły i jednego z otwarcie proniepodległościowej Tajwańskiej Partii Budowania Państwa. Władze ChRL lekko zirytować mogło również to, że prezydent Tsai po zwycięstwie wyborczym spotkała się z dyplomatami z USA i Japonii. Wygląda na to, że Tajwan czeka kolejne kilka lat zacieśniania współpracy z Amerykanami. Problem Tajwanu jest dla władz w Pekinie tym bardziej irytujący, że ta „zbuntowana prowincja" należy do grupy państw korzystających na dotychczasowym amerykańsko-chińskim konflikcie handlowym.

Przyciąganie inwestycji

Eksport z Tajwanu do USA wzrósł w 2019 r. aż o 17,2 proc. – mówią dane tajwańskiego Ministerstwa Finansów. Udział Stanów Zjednoczonych w tajwańskim eksporcie zwiększył się z 11,8 proc. w 2018 r. do 14,1 proc. w 2019 r. Miejscowi producenci odbierają więc część rynku amerykańskiego eksporterom z Chin kontynentalnych. Trudno się temu dziwić. W sytuacji, w której chińska elektronika staje się dla rządu USA podejrzana, produkty wyprodukowane na Tajwanie stają się dla niej bezpieczniejszą alternatywą.

O ile w ostatnich dekadach wiele tajwańskich firm mocno inwestowało w produkcję w ChRL, to teraz część z nich przenosi ją do innych krajów regionu. Zazwyczaj wybierają państwa, w których koszty pracy są małe – np. Wietnam czy Indie. Część wybiera jednak powrót na rodzinną wyspę. Wspiera ich w tym rządową agencja InvesTaiwan, podlegająca Ministerstwu Spraw Gospodarczych. Pomaga ona im załatwiać m.in. ziemię pod nowe zakłady, pracowników oraz ulgi podatkowe. W 2019 r. rząd uruchomił plan trzyletni mający na celu przyciągnięcie tajwańskich firm z powrotem do kraju. Jak na razie zapowiada się, że może on być dużym sukcesem. Resort gospodarki twierdzi, że do końca 2019 r. otrzymał od 165 spółek wnioski inwestycyjne związane z repatriacją opiewające na łącznie 712 mld dolarów tajwańskich (około 90 mld zł). Inwestycje te mają doprowadzić do stworzenia blisko 60 tys. miejsc pracy. Program ten obejmuje jednak jedynie firmy, które „dysponują inteligentnymi technologiami produkcyjnymi".

– Program repatriacji odpowiada na jedną z głównych barier dla gospodarki lokalnej: niski poziom inwestycji w stosunku do PKB. To był jeden z największych problemów dla tajwańskiego wzrostu gospodarczego. Poziom inwestycji od 2001 r. był niższy niż 20 proc., czyli o wiele niższy niż w Japonii czy w Korei Południowej. W krótkim terminie repatriacja wzmocni więc gospodarkę tajwańską – twierdzi Chiou Jiunn-rong, były oficjel z tajwańskiego resortu gospodarki. Zauważa on, że przenosiny produkcji z Chin kontynentalnych na Tajwan zaczęły się na małą skalę już w 2015 r., ze względu na rosnące koszty produkcji w ChRL. W 2018 r., w związku z wojną handlową, przenosiny nabrały tempa.

Reklama
Reklama

Prognozowanie tego, ile tajwańskich spółek może przenieść część produkcji z Chin kontynentalnych na Tajwan jest jednak trudne. Wiele z nich nie buduje od podstaw nowych fabryk na Tajwanie, tylko po prostu nieco zwiększa zatrudnienie w istniejących zakładach. Część spółek też nie życzy sobie, by rząd informował o ich przenosinach. Dotyczy to tych firm, które zostawiają część działalności w ChRL i nie chcą tam mieć problemów. Wycofywanie się z Chin nie jest też łatwym procesem. – Większość z firm podlegających repatriacji to producenci elektroniki, którzy stanowili większość tajwańskich inwestorów w Chinach w przeszłości. Jeśli wycofają swoje inwestycje, władze chińskie mogą im nakazać zrekompensować im wszystkie ulgi podatkowe z wielu lat – wskazuje Ma Yu-chun, analityk z tajwańskiego rządowego think tanku Chung-Hua Institution.

Oczywiście barierą dla powrotu części inwestycji na Tajwan są koszty pracy. W fabrykach koncernu Foxconn w Chinach kontynentalnych robotnicy dostają 2 tys. juanów (około 1100 zł) miesięcznie, co mocno uzupełniają sobie zarobkami za nadgodziny. Robotnicy na Tajwanie dostają za miesiąc 30 tys. dolarów tajwańskich (3,8 tys. zł), nie licząc nadgodzin. Dla części producentów atrakcyjniejszym miejscem do przeniesienia inwestycji może być Wietnam czy Tajlandia, gdzie płace są niższe. Niektóre tajwańskie spółki wciąż inwestują w Chinach. Od początku stycznia do końca października 2019 r. tajwański resort gospodarki zatwierdził 496 takich inwestycji wartych łącznie 3,2 mld USD. Ich wartość była jednak o 54 proc. mniejsza niż w takim samym okresie rok wcześniej.

Przyspieszenie gospodarcze

Repatriacja części produkcji na Tajwan, choć jest jeszcze dosyć ograniczona (a jej skutki będą odczuwalne w pełni dopiero w długim terminie), może do pewnego stopnia przeciwdziałać spowolnieniu gospodarczemu. W drugiej połowie roku widać było na Tajwanie oznaki lekkiego odbicia. O ile w pierwszym kwartale 2019 r. PKB wzrósł o 1,8 proc. r./r., to w drugim o 2,6 proc., a w trzecim o 2,99 proc. Danych za czwarty kwartał jeszcze nie ma, ale tajwańskie Narodowe Biuro Statystyczne spodziewa się wzrostu gospodarczego wynoszącego 2,6 proc., czyli takiego samego jak w 2018 r. W 2020 r. ma on przyspieszyć do 2,7 proc. Inne prognozy jednak podaje MFW. Na 2019 r. spodziewał się on 2 proc. wzrostu, a na 2020 r. 1,9 proc. Możliwe, że za kilka miesięcy zostaną one zrewidowane. Nawet jednak tempo wzrostu zbliżone do 2 proc. byłoby dosyć dobrym wynikiem, podobnym do tempa wzrostu amerykańskiej gospodarki. Pamiętajmy też, że Tajwan to kraj, w którym PKB na głowę (liczony według parytetu siły nabywczej) wynosił w 2019 r. aż 55 tys. USD, czyli był nieco wyższy niż np. w Niemczech. A PKB takich krajów zwykle nie rośnie tak szybko jak w Indiach czy Wietnamie.

Republika Chińska, czyli alternatywa dla ChRL

Władze w Pekinie cały czas podkreślają, że Tajwan to jedna z prowincji Chińskiej Republiki Ludowej. Co prawda rząd ChRL nie sprawuje realnej władzy na tym „zbuntowanym" obszarze, ale Pekinowi zawsze bardzo zależy na międzynarodowym uznaniu jego zwierzchności nad Tajwanem. Tymczasem dla władz w Taipei to teren ChRL stanowi obszar „zbuntowany", który w latach 40. został opanowany przez siły, które wypowiedziały posłuszeństwo legalnemu rządowi Republiki Chińskiej. Władze tego państwa ewakuowały się w 1949 r. z Nankinu do Taipei. ChRL i Republika Chińska stanowią w praktyce dwa konkurencyjne państwa chińskie i formalnie są ze sobą w stanie wojny. W Tajwan wycelowane są tysiące chińskich rakiet, armia ChRL co jakiś czas ćwiczy inwazję tej wyspy, a tajwańskie siły zbrojne przygotowują się do jej obrony. Jedna z chińskich ustaw nakazuje dokonanie zbrojnej interwencji na Tajwanie, jeśli zwycięży tam „separatyzm". W praktyce jednak stosunki między obydwoma bytami geopolitycznymi są bardziej skomplikowane. Między nimi odbywa się regularna komunikacja lotnicza i morska, ruch turystyczny i pocztowy. Obywatele Tajwanu mogą odwiedzać ChRL podobnie jak mieszkańcy Chin kontynentalnych Tajwan. Dokumentem podróżnym uprawniającym do takich wizyt jest specjalny paszport ważny też na terenie Hongkongu i Makau. Na lotniskach w ChRL loty na Tajwan odbywają się z terminali międzynarodowych. W obie strony płyną inwestycje. W ostatnich dekadach Pekin mocno stawiał na budowę swoich wpływów gospodarczych i politycznych na Tajwanie, licząc, że z czasem „zbuntowana prowincja" pokojowo się zintegruje z ChRL. Kryzys polityczny w Hongkongu mocno jednak ostatnio zniechęcił Tajwańczyków do takich projektów. HK

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama