W ostatnich latach kwestia ESG (Environmental, Social and Governance) jest coraz częściej poruszanym tematem. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę postępujące ocieplenie klimatu. Niestety, temat budzi wiele emocji, które są sprzymierzeńcem podejmowania złych decyzji. Wykluczając pojedyncze przypadki osób, które otwarcie krytykują założenia ESG, wypierając prawdziwość globalnego ocieplenia większość osób co do zasady popiera założenia tego ruchu. Problemem są szczegóły i emocje.

Problem łatwo zaprezentować na przykładzie trwającego kryzysu energetycznego w Unii Europejskiej. Przez lata przybyło wiele regulacji, które sprzyjały inwestycjom w energię odnawialną, jednocześnie osłabiając pozycję konkurencyjną paliw kopalnych. Założenie zasadniczo dobre, bo przecież chcemy ograniczać emisję dwutlenku węgla, który emitowany jest w szczególności przez paliwa kopalne. Źródła odnawialne nie sprzyjają jednak stabilności sieci. Tak samo zresztą jak odchodzenie przez lata od energii nuklearnej. Ostatnie wydarzenia pokazują, że transformacja energetyczna była przeprowadzona zbyt szybko. Można było tego uniknąć, prowadząc rzeczową debatę na ten temat. Bezpieczeństwo energetyczne jest na tyle ważnym tematem, że każdy obywatel powinien być nim zainteresowany. Mimo to nie był on najczęściej poruszanym tematem w debacie publicznej.

Przez lata politycy dążyli do tego, żeby ograniczyć emisję CO2. Istniało też przeświadczenie, że być może kiedyś będziemy musieli za to zapłacić. Wydawało się jednak, że panuje na to powszechne przyzwolenie. Tymczasem w momencie, kiedy ceny paliw wystrzeliły, wiele krajów wprowadziło pakiety pomocowe w celu ich obniżenia. I to nie tylko w przypadku Polski, która bywa krytykowana na arenie międzynarodowej za swoje podejście do emisji CO2, ale również wśród takich państw jak Niemcy czy Hiszpania. Jest to oczywiście działanie, które zakłóca mechanizm rynkowy. Teoretycznie, gdyby pozwolić rynkowi działać, w pewnym momencie powinna nastąpić destrukcja popytu. Obniżając ceny paliw, rządy sztucznie podniosły poziom popytu. Jednocześnie ta niekonsekwencja nasiliła inflację, która mogłaby być niższa, gdyby pozwolić rynkowi działać samodzielnie.

Rządzący przyzwyczajają obywateli i przedsiębiorstwa, że jeśli ich sytuacja materialna się pogorszy, mogą liczyć na wsparcie. Takie działania nasiliły się od momentu rozpoczęcia pandemii. Tworzy to wypaczoną wersję kapitalizmu, w którym zyski czy też korzyści są prywatne, a straty są wspólne. Kupowanie głosów obywateli za ich własne pieniądze trwa w wielu krajach. Ktoś będzie musiał za to zapłacić, prawdopodobnie my wszyscy, bo jednym z kosztów jest wysoki poziom inflacji.