Spółki, które realizują w Polsce inwestycje w infrastrukturze, będą częściej spoglądać w stronę Ukrainy. Odbudowa jej gospodarki po wojennych zniszczeniach, na przykład dróg lub linii kolejowych, może okazać się szansą na pozyskanie zleceń i przyspieszenia rynkowej ekspansji. Zwłaszcza, że organizowana w Gdańsku w ostatnim tygodniu czerwca międzynarodowa Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy (Ukraine Recovery Conference – URC 2026) ma być okazją do zaprezentowania potencjału wykonawców, znalezienia przyszłych partnerów biznesowych czy potencjalnych zleceniodawców.
Największy projekt na kontynencie
– Odbudowa Ukrainy to największy projekt infrastrukturalny i gospodarczy na kontynencie od czasu Planu Marshalla, a szacowane potrzeby inwestycyjne sięgają kilkuset miliardów euro. Okno możliwości jest otwarte już teraz – zapowiada Konfederacja Lewiatan. Przy tym polskie firmy mają być na uprzywilejowanej pozycji ze względu na bliskość geograficzną,, rozwiniętą logistykę czy kompetencje w sektorach kluczowych dla odbudowy, zwłaszcza w infrastrukturze transportowej.
Część dużych spółek już zapowiedziała uczestnictwo w konferencji. – W przypadku planów powojennej odbudowy kluczowe będą przede wszystkim sposób finansowania kontraktów oraz ich rozliczanie – twierdzi Paweł Bruger, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Mirbudu. Do tego dochodzi konieczność zagwarantowania transparentności nie tylko przetargów, ale także całego procesu inwestycyjnego, w tym przestrzegania europejskiego prawa oraz przepisów dotyczących zapobiegania korupcji.
Czytaj więcej
W polskim przemyśle drzewnym i meblarskim słabnie rentowność, maleje zatrudnienie, kurczy się eksport. Krajowych producentów pokonują cenami wyroby...
Wygrywają przetargi a potem pojawiają się schody
Według agencji Ukrinform, podczas gdańskiej konferencji URC 2026 planowane jest podpisanie polsko-ukraińskiej umowy międzyrządowej, nad którą od kilku miesięcy trwają negocjacje w grupach roboczych. W rozmowie z nią były prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, Bartłomiej Babuśka stwierdził, że polskie firmy budowlane często wygrywają przetargi w Ukrainie, ale potem nie mogą ich zrealizować, bo postępowania są unieważniane albo pojawiają się problemy techniczne. – Musimy stworzyć przejrzysty i uczciwy system wyboru firm do odbudowy Ukrainy i to między innymi musi zostać zapisane w umowie – cytuje Ukrinform byłego szefa ARM, dla którego budowa odcinka autostrady od przejścia granicznego Korczowa-Krakowiec do Lwowa to „idealny projekt pilotażowy”, na którym można nauczyć się współpracy i gdzie mogą ujawnić się wszystkie błędy i problemy. Realizacja tego projektu ma być oparta na decyzjach podjętych podczas konferencji w Gdańsku.
Ale jest też kolejny kluczowy warunek uczestnictwa polskich firm w odbudowie Ukrainy – kwestia zagwarantowania bezpieczeństwa. – Przyglądamy się rynkowi ukraińskiemu. Jest kilka warunków kluczowych do spełnienia, aby myśleć o wejściu tam. A bezpieczeństwo jest najważniejsze. Braliśmy udział w postępowaniach prekwalifikacyjnych, gdy Bank Światowy planował rozbudowę infrastruktury w zachodniej Ukrainie, żeby lepiej skomunikować drogi polskie z ukraińskimi. Jednak nie zdecydowaliśmy się na złożenie ofert przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo naszych pracowników. Dziś nikt go nam nie zagwarantuje – mówi Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabag.
Niewykluczone, że w realizacji potencjalnych inwestycji w Ukrainie wsparciem mogłaby okazać się współpraca kilku firm. W połowie ubiegłego miesiąca trzy spółki budowlane – Budimex, Polimex Mostostal oraz AMW Sinevia podpisały w Ministerstwie Aktywów Państwowych porozumienie o współpracy przy projektach infrastrukturalnych, które mogą być realizowane w ramach odbudowy kraju po zakończeniu działań wojennych. Celem porozumienia ma być połączenie kompetencji, zasobów oraz doświadczenia. Współpraca będzie dotyczyła głównie przedsięwzięć związanych z odbudową połączeń komunikacyjnych, transportowych i logistycznych między Polską a Ukrainą, zwłaszcza finansowanych m.in. ze środków UE za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego oraz innych źródeł międzynarodowych. Jak powiedział w MAP Jakub Stypuła, prezes Polimex Mostostal, skala odbudowy Ukrainy wymaga współpracy ponad standardowymi podziałami rynkowymi, gdzie potrzebne jest połączenie kompetencji firm posiadających doświadczenie w realizacji strategicznych inwestycji infrastrukturalnych.
Inicjatywa ma być rozwijana przy wsparciu Ministerstwa Aktywów Państwowych i – jak twierdzi resort – wpisywać się w działania państwa na rzecz udziału polskiego biznesu w odbudowie Ukrainy. Tymczasem Polski Związek Pracodawców Budownictwa (PZPB) wskazuje na brak efektywności działań polskiego państwa, kontrastujących np. ze skutecznością Turcji. – Ankara roztacza bardzo sprawny parasol nad tureckimi firmami aktywnymi na Ukrainie już dziś, w czasie wojny. Polska kompletnie nie potrafi tego robić: dyplomacja ekonomiczna kuleje, relacje między Warszawą a Kijowem są szorstkie, a o powołaniu mitycznego funduszu finansowanego z polskich pieniędzy i poświęconego budowie konkretnych projektów infrastrukturalnych z udziałem naszych firm polscy politycy snują plany bez żadnych konkretów od ponad czterech lat – mówi Damian Kaźmierczak, wiceprezes PZPB.
Czytaj więcej
Redukcja zatrudnienia w sektorze automotive coraz bardziej przyspiesza. Na poddostawcach z Polski odbija się trudna sytuacja ich odbiorców w Niemcz...
Praca ekstremalnie trudna
Jego zdaniem, praca na zlecenie ukraińskiego rządu lub samorządów będzie ekstremalnie trudna ze względu na ogromną korupcję i niesprzyjający klimat biznesowy dla zagranicznych podmiotów. – Natomiast realizacja projektów finansowanych bezpośrednio przez instytucje międzynarodowe, takie jak EBOiR, całkowicie wyjętych spod reżimu ukraińskiego prawa zamówień publicznych dla zapewnienia przejrzystości procesu inwestycyjnego, wydaje się całkiem realna – uważa Kaźmierczak.
Na razie dla spółek budowlanych ulokowanych w Polsce bezpieczniejsze są kontrakty na terenie UE. Przykładowo Budimex kontrolowany przez hiszpańską grupę budowlaną Ferrovial buduje za 110 mln euro 17-kilometrowy odcinek autostrady D1 na Słowacji. To jedna z najważniejszych inwestycji infrastrukturalnych w rejonie Bratysławy, a zarazem pierwszy kontrakt Budimexu na rynku słowackim. Jego celem jest usprawnienie połączenia autostrad D1 i D4, poprawa przepustowości jednej z najbardziej obciążonych tras w kraju oraz odciążenie stolicy od ruchu tranzytowego.
Z kolei spółka Kauno tiltai, należąca do Grupy Trakcja, podpisała dwie umowy z AB Via Lietuva – litewskim zarządcą dróg krajowych. Dotyczą przygotowania dokumentacji projektowej oraz realizacji prac remontowych na autostradzie A1 Wilno–Kowno–Kłajpeda. Kontrakty, których łączna wartość wynosi 56,5 mln euro, mają być kolejnym krokiem w rozwoju działalności Grupy Trakcja na rynkach bałtyckich, która umacnia swoją pozycję jako jednego z kluczowych wykonawców inwestycji infrastrukturalnych w regionie.
Ale realizacja inwestycji infrastrukturalnych za granicą, także w UE, nie należy do łatwych. – Nasi sąsiedzi chronią swoje rynki, stosując różne wymogi, np. związane z posiadaniem zarejestrowanej na lokalnym rynku firmy czy koniecznością startu w przetargu wspólnie z tamtejszym wykonawcą – mówi Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.
Polska pod tym względem była do niedawna bardzo liberalna. Dopiero od ubiegłego roku nowelizacja prawa zamówień publicznych pozwoliła na odcinanie od polskiego rynku firm spoza UE, zwłaszcza azjatyckich, które wykorzystywały finansowe wsparcie swoich rządów dla obniżania wartości swoich ofert w przetargach na budowę dróg i linii kolejowych.