Nie byłoby europejskiego, polsko-fińskiego championa branży kosmicznej, producenta satelitów, bez technologii amerykańskiej firmy, ponieważ satelity, które produkuje Iceye, ktoś musi wynieść na orbitę, i jest to właśnie... SpaceX, którego rekordowo udany debiut giełdowy uczynił z Elona Muska w piątek pierwszego bilionera świata. SpaceX zapisał się właśnie w historii światowej giełdy, jego IPO w piątek przyniosło 75 mld dol. kapitału. W chwili debiutu jego akcje kosztowały 135 dolarów, by urosnąć do 150 dolarów, choć np. zdaniem firmy analitycznej Morningstar, aby akcje amerykańskiej spółki miały rzeczywistą wartość, musiałyby kosztować 63 dol. za papier.

Jednak to SpaceX dominuje w branży kosmicznej, do niego należy ok. 10 tys. aktywnych satelitów z ok. 14-16 tys. satelitów funkcjonujących obecnie na orbicie Ziemi. I to SpaceX opracował też technologię niezbędną do wynoszenia tych urządzeń w kosmos po atrakcyjnych kosztach. Tymczasem Iceye poinformował we wtorek, że w rundzie finansowania zebrał aż 450 mln euro, a jego wycena poszybowała na 10 mld euro i chce podwoić w ciągu dwóch lat liczbę produkowanych przez siebie satelitów, z 50 sztuk obecnie do 100 satelitów mikroSAR w 2028 r. Ta technologia pozwala na pozyskiwanie zobrazowania Ziemi niezależnie od światła czy chmur, zrobi zdjęcia nawet w burzową noc. Sześć takich satelitów zakontraktowało polskie wojsko, pierwszy został już oficjalnie przejęty przez żołnierzy.

Ile miejsca jest na satelity na orbicie? Obiektów szybko przybywa, branżę czeka ogromny wzrost

Witold Witkowicz, prezes Iceye Polska, przyznał w gospodarczym podcaście Rzeczpospolitej "Magazyn o Biznesie", że to właśnie SpaceX wynosi dziś ich satelity. – SpaceX ma dość długofalową wizję. Na pewno jesteśmy świetnym klientem, jeżeli chodzi o SpaceX, współpracujemy z nimi i tę współpracę sobie chwalimy. To jest bardzo sprawny gracz i na ten moment można powiedzieć, że nie zawodzi. W ogromnej części komercyjny świat korzysta z usług tej jednej firmy. Są alternatywy, to nie jest tak, że oni są jedyni, no ale mamy wyścig innowacji i ich zdolności cały czas rosną – mówił Witold Witkowicz w rozmowie o stanie branży kosmicznej w Europie i na świecie.

Ekspert przypomniał, że przez nawet kilkadziesiąt lat liczba satelitów była na poziomie do dwóch tys. sztuk. Dopiero gdy pojawił się Falcon 9 i wehikuł wielokrotnego startu i lądowania, ta liczba zaczęła szybko rosnąć, wraz z budową konstelacji Starlink. Dziś to już między 14 tys. (zdaniem Europejskiej Agencji Kosmicznej) a 16 tys. aktywnych obiektów (dane amerykańskie). A to i tak jest początek drogi – ekspansji w kosmosie, kolonizacji orbit Ziemi. W ocenie Witkowicza, obiektów przybędzie znacząco w momencie, gdy pojawią się dużo bardziej nośne wehikuły, jak będący dziś wciąż w fazie testów – gigantyczny Starship firmy SpaceX, który będzie miał chyba sześciokrotnie większą nośność. Dla porównania, Falcon 9 ważył 23 tony i mierzył 70 m, najnowszy statek kosmiczny ma być najwyższą rakietą w historii, 120 m i ważyć do 150 ton, informuje Encyclopedia Britannica. Starship jest zaprojektowany do zapewnienia szybkiego transportu między miastami na Ziemi oraz umożliwienia budowy baz na Księżycu i Marsie. Jako pierwszy statek kosmiczny w historii ma być w pełni wielokrotnego użytku.

Dlatego w ocenie eksperta, jesteśmy dopiero na początku eksploracji kosmosu, dlatego branżę kosmiczną czeka ogromny wzrost. Czy w Europie jest technologia, która mogłaby rywalizować ze SpaceX? Polski na razie na pewno nie ma na tej mapie rywalizacji, także dlatego, że do tej pory nasza branża kosmiczna, jak się wyraził Witkowicz, "była na krawędzi rozwoju, ale go nie przekraczała". – Czy Polska potrafiłaby to zrobić? Pewnie tak, jeżeli zainwestowalibyśmy dziesiątki miliardów dolarów w program rakietowy, bo regularne wynoszenie satelitów na orbitę w taki komercyjny, systematyczny sposób, jak to robi SpaceX, to było kilkadziesiąt lat prac badawczych, mnóstwo prób, eksplozje rakiet i tak dalej. To jest ostatnie dwadzieścia lat, gdy SpaceX budował te rakiety. Doszli do takiego poziomu, że co miesiąc mamy kilka komercyjnych startów, gdzie można wykupić sobie po prostu miejsce – mówi Witold Witkowicz.

USA patrzą na Marsa, a czy Europa jest gotowa na podbój kosmosu? 

Łatwiej może być wypracować taką technologię ogólnie – w Europie, może wspólnymi europejskimi siłami. – Jeżeli mówimy o europejskich nośnikach, to tutaj byłbym większym optymistą, żeby odpowiedzieć na tę dominację SpaceX. Na rynku wynoszenia na orbitę pojawiają się kolejne firmy. Zresztą SpaceX na razie udało się wdrożyć wehikuł, który można nazwać jako „wielokrotnego użytku”, jest wystrzeliwany, a potem część tego wehikułu ląduje, co znacząco obniża koszty. Kolejne firmy rozwijają tę zdolność i to jest ogromny przeskok kosztowy. Ale jeżeli chodzi o sprawność budowy tych nośników, Europa nie jest na najlepszej pozycji w wyścigu. Dlatego na ten moment współpracujemy ze SpaceX – mówił Witkowicz.

Na jakim etapie rozwoju w ocenie eksperta jest dziś europejski program kosmiczny? Ważnym, choć nieprzyjemnym momentem, było przemówienie J.D. Vance'a w Monachium w marcu 2025, a także wojna celna i inne kroki amerykańskiej dyplomacji, która wskazywała, że Europa musi bardziej liczyć sama na siebie i sama finansować swoją obronność, a także wyciągnąć wnioski z uzależnienia od amerykańskich technologii. – Pierwszy krok już został zrobiony, ponieważ takie brutalne uświadomienie sobie, że nie możemy polegać tylko na zdolnościach Stanów Zjednoczonych, ten pociąg już odjechał, wszyscy zrozumieli – przyznaje Witold Witkowicz. – Teraz podejmujemy działania jako Europa. Szereg środków finansowych i programów zostało już uruchomionych albo jesteśmy w trakcie uruchamiania. Działają dwa programy obserwacyjne Unii Europejskiej, Komisji Europejskiej wspólnie z Europejską Agencją Kosmiczną. Polskie firmy w tych programach startują, my również – mówi prezes Iceye Polska. Według niego, priorytetem jest dziś budowa europejskich zdolności do obserwacji Ziemi, jakości porównywalnej do zdolności wojskowych czy wywiadowczych, które wcześniej były dostępne głównie dla Amerykanów.

W ubiegłym roku UE rozpoczęła prace nad aktem o przestrzeni kosmicznej UE, który ma zapobiec dalszej fragmentacji rynku i zwiększyć pewność prawa dla unijnych operatorów infrastruktury kosmicznej. Ten sektor jest uznany za kluczowy priorytet, zgodnie z wnioskami raportu Draghiego i Letty oraz „Kompasu konkurencyjności”. Programy prowadzi Komisja Europejska wspólnie z Europejską Agencją Kosmiczną. W ślad za dyskusją o znoszeniu barier na rynku wewnętrznym, pracami nad rynkiem kapitałowym itd., Europa postuluje stworzenie jednolitego rynku dla działań w przestrzeni kosmicznej, co ułatwi unijnym przedsiębiorstwom, zwłaszcza startupom i średnim firmom, prowadzenie działalności transgranicznej.