W lutym 2022 IEA – działająca przy OECD Międzynarodowa Agencja Energetyki – przeprowadziła serię największych rewizji popytu na ropę w swojej historii, podnosząc prognozy średnio o milion baryłek dziennie. Miesiąc wcześniej agencja „zgubiła" w swoich szacunkach 200 milionów baryłek ropy. Fenomen ten nazywany jest „brakującymi baryłkami" – to ropa, która jest wydobywana, ale ani nie jest konsumowana, ani nie zwiększa globalnych zapasów.

Popyt na ropę nie zniknie jeszcze długo, a są obszary, gdzie obecnie nie ma dla niej substytutu. Można się spodziewać pewnej redukcji popytu na paliwo w związku pojawianiem się aut z napędem elektrycznym (EV), ale to jest właściwie jedyny tego typu obszar. Przy czym szeroka adopcja samochodów z napędem elektrycznym wcale nie jest pewna. Już pojawiają się problemy z dostępnością surowców niezbędnych w produkcji baterii, takich jak lit i kobalt, mimo że udział samochodów EV w rynku jest na razie relatywnie niski. Ponadto pojazdy pasażerskie „pożerają" tylko około 28 proc. globalnego zapotrzebowania na ropę. W przypadku pozostałej części popytu, między innymi z sektora transportu i przemysłu, zastępowanie ropy będzie znacznie trudniejsze.

A trzeba pamiętać, że w najbliższych latach znaczna część wzrostu popytu generowana będzie przez rynki wschodzące. Państwa te odpowiadają za wysokie kilkadziesiąt procent globalnej populacji, jednak zużycie energii per capita jest w nich kilkukrotnie mniejsze niż w gospodarkach rozwiniętych. Ta konsumpcja będzie rosła wraz z bogaceniem się tamtejszych społeczeństw i wzrostem uprzemysłowienia. Prawdopodobnie konsekwentne niedoszacowywanie popytu z tych krajów odpowiada za „brakujące baryłki" w raportach IEA.

Narracja, że w 2019 roku osiągniemy szczytowy poziom popytu na ropę zniechęcała do inwestycji. Nakłady na utrzymanie i wzrost produkcji w ostatniej dekady były zbyt niskie. Na Zachodzie panuje powszechna niechęć do inwestycji zarówno we wzrost wydobycia, jak i przerób ropy, napędzana regulacjami. Nowe moce rafineryjne budowane są poza Stanami Zjednoczonymi i Europą, duże projekty realizowane są chociażby w Kuwejcie i Nigerii. Na początku czerwca prezes Chevronu w wywiadzie dla Bloomberga stwierdził, że w Stanach Zjednoczonych prawdopodobnie nigdy już nie powstanie nowa rafineria. Tymczasem te, które dzisiaj przerabiają ropę i zapewniają paliwo dla amerykańskiej gospodarki, pochodzą w dużej mierze z lat 70. Presja wywierana na sektor wpływa jednak jedynie na stronę podażową i ma negatywny wpływ na ilość produktu trafiającego na rynek, a nie uwzględnia krytycznej natury surowców energetycznych dla funkcjonowania gospodarki.

Obecnie na Zachodzie nie zanosi się na bardziej przyjazną politykę wobec sektora naftowego. W maju br. Wielka Brytania postanowiła nałożyć nowy podatek na spółki z branży ropy i gazu, a podobne pomysły zaczynają pojawiać się także w innych krajach.