Według wstępnych szacunków w siedmiu miastach deweloperzy sprzedali 4,3 tys. mieszkań, więc ostateczny wynik, który poznamy pod koniec miesiąca, można szacować na 4,1 tys. Dla porównania w styczniu wstępny odczyt wyniósł 3,8 tys., a ostateczny 3,6 tys. To był miesiąc, który nas zaskoczył po bardzo dobrych listopadzie i grudniu z wynikami odpowiednio ponad 4,6 tys. i 4,7 tys. (dane ostateczne). Końcówka roku była napędzana promocjami, wszyscy się zastanawiali, co będzie dalej. Styczeń okazał się słabszy, w lutym mamy odbicie. Co z tym popytem?
Rzeczywiście styczeń był słabszy na tle listopada i grudnia, ale w porównaniu ze styczniami poprzednich lat okazał się dobrym miesiącem. Na rynku znajdującym się w fazie spowolnienia i poszukiwania równowagi można było spodziewać się nawet gorszego rezultatu. Trzeba pamiętać, że styczeń jest miesiącem krótszym pod względem aktywności rynkowej, mamy długie weekendy, ferie zimowe. Luty wypadł lepiej. Każdy wynik powyżej 4 tys. lokali należy uznać za świetny wynik. W pewnym stopniu przypomina mi to sytuację z 2023 r., kiedy rynek zaczynał się rozpędzać po ogłoszeniu w grudniu 2022 r. programu „Bezpieczny kredyt”.
Teraz nikt nie ogłaszał żadnego programu dopłat. Czy to po prostu jest efekt obniżek stóp, które widzieliśmy w 2025 r.?
Zdecydowanie tak. Widzimy to w liczbie zapytań o kredyty i liczbie faktycznie udzielonych pożyczek. Oczywiście w statystykach uwzględnione są zarówno zakupy mieszkań na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, a także refinansowanie. Mimo to rezultaty, które obserwujemy, są bardzo dobre. Wzrost aktywności kredytowej jest zresztą zjawiskiem naturalnym, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w ciągu roku – a właściwie nawet w okresie krótszym niż rok – zdolność kredytowa przeciętnej rodziny wzrosła o około 30 proc. W sytuacji wciąż niezaspokojonego popytu i dużych potrzeb mieszkaniowych, szczególnie w dużych miastach, musi to przekładać się na większą aktywność po stronie sprzedaży. Innymi słowy, sprzedaż mieszkań powinna rosnąć.
Czyli czwórka z przodu utrzyma się w kolejnych miesiącach?
Wiele wskazuje na to, że poziom ok. 4 tys. sprzedanych mieszkań będzie wynikiem, który będziemy obserwować w najbliższych trzech-czterech miesiącach. Nie wynika to wyłącznie z intuicji, chodzi o konkretne wskaźniki, które od dłuższego czasu analizuję. W wielu analizach rynkowych mieszkania są klasyfikowane tylko jako dostępne w ofercie albo sprzedane. My traktujemy rezerwacje jako osobną kategorię. Przyjęliśmy, że jeśli liczba nowych rezerwacji przekracza 2 tys. miesięcznie w siedmiu głównych miastach, jest to zapowiedź dobrej sprzedaży w kolejnych miesiącach. W lutym liczba takich rezerwacji wyniosła około 2,5 tys. Nie mam wątpliwości, że jest to sygnał gotowości rynku do przyspieszenia. Nie jest to oczywiście gwarancja realizacji takiego wyniku sprzedaży, ale bardzo mocny sygnał. Jeśli połączymy to z danymi dotyczącymi zapytań o kredyty, poziomu ok. 4 tys. sprzedanych mieszkań miesięcznie możemy spodziewać się nie tylko w marcu, lecz także w kwietniu. Zobaczymy, jak sytuacja będzie wyglądała w maju. W tle pozostają bowiem czynniki geopolityczne – przede wszystkim trwający konflikt na Bliskim Wschodzie, co ma znaczenie dla sytuacji gospodarczej i nastrojów na rynku.
Czytaj więcej
Potwierdziły się informacje „Parkietu”. Powtórne wejście na GPW to aktualnie rozważany scenariusz...