Kwestie mieszkaniowe znów są wysoko na agendzie polskiej i międzynarodowej. Komisja Europejska zapowiedziała plan na rzecz przystępnych cenowo mieszkań, w tym roku ma się odbyć pierwszy szczyt poświęcony mieszkalnictwu. W Polsce, po dwóch latach sporu w koalicji, rząd postawił na budownictwo społeczne – i wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski jest „byczo” nastawiony do możliwości zbudowania poważnej alternatywy dla firm deweloperskich. Czy – biorąc pod uwagę bieżące marginalne wyniki tego sektora budownictwa, które widzimy w danych GUS – taki optymizm jest uzasadniony?
Budownictwo społeczne w Polsce istnieje od dekad, jednak mimo tego, że formuła się zmieniała, efektywność była raczej niewielka. Według GUS, w 2025 r. rozpoczęto budowę prawie 130 tys. mieszkań na sprzedaż, inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę 79 tys. domów, a budownictwo społeczne nastawione na tani czynsz to niecałe 4 tys. O ile kierunek rozwijania budownictwa społecznego jest słuszny, to mechanizm jest nieskuteczny. Nieskuteczny, bo składający się z wielu pojedynczych projektów, dla których montuje się oddzielnie finansowanie z różnych źródeł, przy zastosowaniu różnych grantów. Dla wielu projektów najem miesza się także z dojściem do własności. Nie ma jednolitego systemu, przez co procesy są czasochłonne i trudno skalować inwestycje, żeby obniżać koszty realizacji, np. przez standaryzację projektów czy szerokie zastosowanie prefabrykacji.
Przedstawiliście własną koncepcję wsparcia budownictwa mieszkaniowego – Mieszkaniowy Fundusz Wieczysty. Czy udało się nim zainteresować decydentów?
Przedstawialiśmy ideę na kilku forach z udziałem przedstawicieli administracji samorządowej czy rządowej – myślę, że cały czas jest pole do dyskusji. Nasza idea wywraca stolik, o którym powiedziałem, to znaczy zmienia sposób myślenia o budowaniu skali w społecznym budownictwie mieszkaniowym. Nie chodzi tu o zastąpienie obecnych działań, bo one spełniają pewne punktowe potrzeby samorządów, także w zakresie prowadzenia polityki społecznej. Nasza koncepcja to raczej uzupełnienie systemu, pozwalająca państwu na prowadzenie szeroko zakrojonej polityki dostarczania dostępnych czynszowo lokali, z bardzo prostym montażem finansowym, w oparciu o finansowanie przez sektor prywatny. Pamiętajmy, że zgodnie z zapowiedziami na budownictwo społeczne mają płynąć miliardy z budżetu w skali roku. Mam wątpliwości, czy obecny mechanizm pozwoli skonsumować efektywnie takie środki.
Czytaj więcej
Czekamy na dane NBP o cenach transakcyjnych. Przekonamy się, jak istotnym czynnikiem negocjacji b...
Koncepcja przewiduje, że część nakładów na budowę mieszkań pochodziłaby z budżetu, a większa część z prywatnych środków pozyskiwanych z emisji obligacji wieczystych, czyli bez daty zapadalności.
Tak, pomysł jest w gruncie rzeczy bardzo prosty. Po pierwsze, państwo tworzy kontrolowany przez siebie zasób mieszkań – i to w dużej skali. Po drugie, zaangażowanie finansowe państwa to około 40 proc. wartości projektu, a 60 proc. mają zapewniać inwestorzy obejmujący obligacje. Obligacje nie mają terminu wykupu, wypłacane są odsetki, których źródłem są czynsze płacone przez lokatorów mieszkań. Ponieważ nie trzeba obciążać czynszów spłatą kapitału, tylko samymi odsetkami, możemy uzyskać czynsze 25-40 proc. niższe niż na rynku komercyjnym. Myślimy, że polski rynek jest już wystarczająco dojrzały, by takie rozwiązania się przyjęły.
Rozwiązanie wydaje się proste, ale prowokuje wiele pytań. Takie obligacje muszą być atrakcyjne dla inwestorów, nie tylko w rozumieniu poziomu odsetek w porównaniu z innymi opcjami na rynku. Kluczowa kwestia to zawsze exit, możliwość wyjścia z inwestycji. W przypadku tradycyjnej obligacji zawsze znamy termin wykupu. Tu inwestorzy będą zdani tylko na jakiś rynek wtórny.
Myślę, że te obligacje, jako wieczyste, musiałyby być korzystniej oprocentowane niż tradycyjne obligacje skarbowe, być może indeksowane do wskaźnika inflacji – szczegóły są do ustalenia. O popyt bym się nie martwił. W Polsce brakuje instrumentów bezpiecznych, o relatywnie niskim, ale stabilnym zwrocie, a takich instrumentów szukają do dywersyfikacji portfeli np. fundusze emerytalne, ale nawet inwestorzy indywidualni. Mieszkaniowy Fundusz Wieczysty to w pewnym sensie proteza dla REIT-ów, których wciąż nie udało się zaszczepić na polskim rynku. To nie popyt na ten instrument rozpatrywałbym w kategorii wyzwań, a fundamentalną zmianę myślenia o sposobie prowadzenia polityki mieszkaniowej. To jednak będzie wymagać pewnej centralizacji decyzji – w naszej wizji słuchamy potrzeb samorządów w zakresie liczby i lokalizacji, ale cały proces realizacji i finansowania jest przygotowywany i koordynowany na szczeblu centralnym.