Cel na rok 2026 r. to sprzedaż 3,6-3,8 tys. mieszkań, czyli poprawa ubiegłorocznego rekordu 3,35 tys. Oznacza to sprzedaż średnio 900-950 mieszkań kwartalnie. Dotychczas trzy razy udało się Develii osiągnąć taki pułap. W I i II kwartale 2024 r. sprzedaliście odpowiednio 1038 i 911 lokali, co można wiązać z „Bezpiecznym kredytem”. W I kwartale 2025 r. podpisaliście 951 umów, ale po bardzo słabym IV kwartale 2024 r. Jesteście znani z raczej konserwatywnych prognoz. Czy cel na 2026 r. jest nieco agresywniejszy czy naturalny – chociażby ze względu na przejęcia w latach 2023 i 2025?
Konsekwentnie umacniamy pozycję na rynku mieszkaniowym, w ostatnich latach krok po kroku realizowaliśmy strategię, sprzedając aktywa komercyjne i reinwestując środki w priorytetowy dla nas segment mieszkaniowy. Poza rozwojem organicznym i przejęciami wspieramy wzrost projektami joint venture. W związku z tym rośniemy trochę szybciej od rynku i przypomnę, że naszą ambicją i celem jest przekroczenie pułapu 4,5 tys. sprzedanych mieszkań do 2028 r. Traktuję poprawianie przez nas co roku rekordów sprzedaży jako konsekwentne dążenie do tego celu.
Mamy bardzo sprawny, zmotywowany zespół, żeby to osiągnąć. Planowany ok. 10-proc. wzrost sprzedaży w 2026 r. wydaje się racjonalny, biorąc pod uwagę obecną sytuację. Około 750 mieszkań z naszego celu sprzedaży będzie pochodzić z projektów przejętego w 2025 r. Bouygues Immobilier Polska.
Pułapy kwartalne wydają się na tle danych historycznych dość wysokie, aczkolwiek na tle rynku mamy małą ofertę, równą ubiegłorocznej sprzedaży. Mamy więc przestrzeń do tego, by istotnie ją zwiększać. W tym roku zamierzamy wprowadzić do sprzedaży 4,35-4,55 tys. lokali, z czego około 50 proc. w Warszawie. Stawiamy też na Trójmiasto – to są rynki, gdzie koniunktura jest najlepsza i sprzedaż mieszkań idzie dobrze.
Czytaj więcej
Oferta mieszkaniowa jest rekordowa, klienci będą mogli negocjować, ale coraz mocniej rozkręcający...
Jak wygląda podział na klientów gotówkowych i kredytowych?
Obecnie klienci posiłkujący się kredytem mają ok. 55-proc. udział w naszej sprzedaży, wobec poziomu poniżej 50 proc. przed obniżkami stóp. Po serii cięć w zeszłym roku kredyt nadal jest relatywnie drogi, ale jego koszt jest coraz bardziej akceptowalny dla kolejnych grup klientów. Na rynek wracają osoby, które czekały z decyzjami na dalszą poprawę warunków finansowych i myślę, że w tym roku wiele z nich zdecyduje się zawrzeć transakcję, tym bardziej, że jeszcze jest z czego wybierać. Moim zdaniem to dobry czas na zakup mieszkania.