Reklama

Za 20 lat niemal dwa miliony pustostanów więcej

W ciągu najbliższych kilkunastu lat luka mieszkaniowa w Polsce zostanie domknięta, a część miejscowości zacznie zmieniać się w „widma” – wynika z analizy ekonomistów Credit Agricole.

Publikacja: 29.10.2025 06:00

Za 20 lat niemal dwa miliony pustostanów więcej

Foto: Adobe Stock

1,7 mln – tyle pustostanów ma przybyć w Polsce w ciągu kolejnych 20 lat, do 2045 r. według analizy ekonomistów Credit Agricole Bank Polska. Dziś jest ich około 1,9 mln, a więc w dwie dekady ta liczba może się niemal podwoić. Jednocześnie, zgodnie z analizą, w całym kraju luka mieszkaniowa (rozumiana jako różnica pomiędzy liczbą gospodarstw domowych a liczbą dostępnych mieszkań) zaniknie, nawet w największych aglomeracjach.

Mieszkań przestanie brakować

Dziś łączny deficyt mieszkań w Polsce, według szacunków ekonomistów Credit Agricole, wynosi około 1,3 mln mieszkań. Wciąż występuje on w zdecydowanie przeważającej części powiatów w kraju, acz za jego jedną trzecią odpowiada sześć największych ośrodków (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Łódź, Poznań) wraz z przedmieściami.

Jednak, jak wynika z prognoz GUS, od około 2030 r. zacznie spadać liczba gospodarstw domowych, o około dwa miliony do 2045 r. Tu kluczowy warunek: te projekcje muszą się sprawdzić. Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, ocenia, że dzisiejsze szacunki mogą okazać się niedoszacowane. – Ponad 60 proc. osób do 30 lat to albo single, albo osoby w związkach, ale które nie mieszkają razem. Potrzeby mieszkaniowe się więc zwiększają – mówi.

Kilka lat pogoni za popytem

Zgodnie z analizą Credit Agricole, do okolic 2030 r., gdy przewidywany jest początek trendu spadkowego dla liczby gospodarstw domowych, popyt na mieszkania powinien pozostawać wysoki (acz zróżnicowany lokalnie w zależności od wielkości luki mieszkaniowej), a w ślad za nim – również aktywność w budownictwie.

Później jednak będzie nas czekać odwrócenie trendów. – Punkt przegięcia w większości powiatów nastąpi pomiędzy 2032 r. a 2035 r., a w przypadku powiatów o szczególnie dużej luce, niskiej aktywności w budownictwie lub korzystnych perspektywach demograficznych może nastąpić dopiero po 2040 r. – komentuje dr Jakub Borowski, główny ekonomista banku. Najsilniej tąpnięcie popytu odczuje wieś, małe i średnie miasta oraz aglomeracje Górnego Śląska, relatywnie najsłabiej – przedmieścia największych miast. – W przypadku dużych miast, uważamy, że luka najszybciej zamknie się we Wrocławiu, a najdłużej utrzyma się w Warszawie – komentuje Borowski. Te wszystkie wnioski i prognozy formułowane są przy utrzymaniu obecnych tendencji demograficznych i braku poluzowania „śluzy” dla migracji.

Reklama
Reklama

Polska jak Sycylia

– Wydaje mi się, że w Polsce nie ma świadomości tego, co się zbliża – mówi Borowski. – Już dziś np. na ścianie wschodniej możemy znaleźć miasteczka, które przechodzą bolesne procesy ze względu na efekty emigracji i niskiej demografii – mówi Kubisiak. Wymowne są statystyki zebrane przez eksperta Krzysztofa Mamińskiego: są już gminy w Polsce, w których w całym pierwszym półroczu nie urodziło się żadne dziecko. To m.in. Baligród w woj. podkarpackim, Dubicze Cerkiewne w Podlaskiem czy Krynica Morska w Pomorskiem. W ostatnich dwunastu miesiącach w Polsce urodziło się około 240 tys. dzieci, zmarło około 170 tys. więcej osób.

– Z naszej analizy wyłania się dramatyczny obraz gmin, które się zwijają, w których będzie dużo pustostanów – mówi Borowski. – To mogą być miasta-widma jak np. na Sycylii, gdzie można kupić domy za euro. Lokale pozamykane na zardzewiałą kłódkę – tak to może wyglądać – ocenia. Z analizy Credit Agricole wynika, że np. w Łodzi przybędzie przez kolejnych 20 lat (szczególnie po 2035 r.) 70 tys. pustostanów, ich liczba więcej niż się podwoi. W Koninie, Częstochowie, Zabrzu czy Bydgoszczy niezamieszkałych mieszkań będzie trzy razy więcej, w Chełmie czy Jastrzębiu-Zdroju cztery razy więcej.

– Zakładam, że w dużych ośrodkach jakość życia będzie rosła. Jednak sytuacja w wyludniających się miejscowościach to wielki problem dla polityki publicznej, którego zupełnie nie adresujemy – mówi prof. dr hab. Michał Brzeziński z Katedry Ekonomii Politycznej Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. – Będzie tam brakowało dóbr publicznych, zamykane będą szkoły, szpitale. Zostaną głównie starsze osoby. Obawiam się pogorszenia ich standardu zdrowia, jakości i dostępności opieki zdrowotnej – dodaje.

– Wydaje mi się, że mogą narastać też nierówności edukacyjne – mówi też Brzeziński. Te już dziś są znaczące. Przykładowo, średni wynik egzaminu ósmoklasisty z matematyki czy języka angielskiego np. w Warszawie czy Krakowie był o około 20 pkt proc. wyższy niż np. w Piszu czy Hrubieszowie, w gminach wiejskich wyniki są jeszcze słabsze. – Jednak w dłuższej perspektywie większość osób z dziećmi przeniesie się do większych ośrodków, co może z kolei nierówności zmniejszać – ocenia.

Puste domy na prowincji

Nowa rzeczywistość na rynku mieszkaniowym może oznaczać też koniec rynku nieruchomości jako ulubionej inwestycji Polaków. – Ceny są funkcją luki mieszkaniowej. Za 10-20 lat to będzie inny rynek, bez presji cenowej nawet na największych rynkach – ocenia Borowski. – Myślę, że mnóstwo osób podejmuje dziś decyzje inwestycyjne kompletnie w oderwaniu od wniosków płynących z naszej analizy – dodaje. – W wyludniających się miejscowościach majątek straci znacząco na wartości – komentuje Brzeziński. – Może się okazać, że domów na prowincji zupełnie nie da się sprzedać, a będą tylko generować koszty – dodaje.

Jak przewidują analitycy Credit Agricole, za dwie dekady aktywność w budownictwie mieszkaniowym będzie się koncentrować przede wszystkim na nieruchomościach o wysokim standardzie i dobrych lokalizacjach. – Domknięcie luki mieszkaniowej będzie sprzyjać istotnemu zmniejszeniu zjawiska tzw. patodeweloperki – uważa Borowski. – Potrzeby mieszkaniowe będą mniejsze, ale zawsze będą – ocenia z kolei Marcin Krasoń, ekspert Otodom. – Mamy mieszkania na trzecim czy czwartym piętrze bez windy. Wiele mieszkań wciąż jest przeludnionych – wyjaśnia.

Reklama
Reklama

Krasoń zaleca przy tym ostrożność przy formułowaniu prognoz. – Dwadzieścia lat temu raczej nie myśleliśmy, że będziemy mieć w Polsce 1,5-2 mln obywateli Ukrainy. Nie spodziewaliśmy się też pracy zdalnej i wyprowadzek z dużych miast – mówi. – Uważam, że w większych ośrodkach dojdzie do stabilizacji cen, w mniejszych będą spadać. Przyszłość jest jednak nieprzewidywalna – dodaje.

Nieruchomości
Deweloperzy słono płacą za działki i nie będą płacić mniej
Nieruchomości
Tańszy kredyt najbardziej pomógł segmentowi mieszkań rodzinnych
Nieruchomości
Rynek zalany gotowymi mieszkaniami. Będą wielkie przeceny?
Nieruchomości
Wieczne obligacje paliwem budownictwa społecznego
Nieruchomości
Inwestorzy nie tracą zaufania do Polski
Nieruchomości
Stabilizacja oczekiwana na rynku magazynów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama