Oddalenie się od szczytu tuż po tym, jak się wyznaczyło to z pewnością
niemiła niespodzianka dla tych, którzy oczekiwali na dalszą zwyżkę. Tym
bardziej niemiła, że nie mówimy tu o jakimś mało znaczącym lokalnym
szczycie, ale mówimy o rekordzie kilkuletniej hossy. Pojawienie się tego
rekordu nie wpłynęło pobudzająco na graczy. Wręcz przeciwnie pewni swego
posiadacze krótkich pozycji powiększali je, gdy ceny notowały rekordowe
poziomy. Popyt na kasowym zamiast zwiększyć swoją intensywność zwiądł w
kilka chwil.
Dziś mieliśmy tego konsekwencje. Sesja zaczęła się od lekkiego spadku.
Jeszcze na początku ktoś próbował podnieść ceny, ale szybko przywrócono go
do porządku. Szybko pojawiły się nowe minima sesji. W dalszej jej części
tych nowych minimów było całkiem sporo. Raz na terminowym, raz na kasowym,
a czasem na obu rynkach jednocześnie. Skala przeceny przekracza 1%. Tuż po
nowym, długo wyczekiwanym rekordzie takie zachowanie nie świadczy dobrze o
popycie, ale z drugiej strony nie przesądza jeszcze o przejęciu inicjatywy
przez podaż. Jak widać po wartości obrotu, ta nie jest wcale taka wielka.
Wzrosty nie przychodzą bykom łatwo, ale rekordy przecież nie pojawiły się
znikąd.
W skali tej sesji podaż oczywiście miała przewagę i utrzymała ją do samego
końca dnia. Nie można się jednak spieszyć ze zbyt poważnymi wnioskami. To
na razie tylko jedna sesja przeceny. Owszem, tuż po zaliczeniu rekordu,
ale mimo wszystko tylko jedna. Nie jest ona w stanie niczego zmienić w
ocenie rynku. Tym bardziej przy tak żałośnie małym obrocie. Już w
perspektywie kilku dni obowiązuje trend wzrostowy, nie mówiąc już o
tygodniach, czy miesiącach. Zawsze w takich sytuacjach powtarzam, że nie
opory są dla nas teraz ważne, lecz wsparcia. Do najbliższego brakuje nam
jeszcze całkiem sporo. Tym samym posiadacze długich pozycji nie mają
podstaw do obaw. Niedźwiedziom marzy się złapanie szczytu hossy. Sława
wśród kumpli i znajomych może być znaczna. Pytanie, czy opłaca się
próbować. Co jest celem gry?