To już trzecia w krótkim czasie sesja, na której indeks DJIA traci ponad
300 pkt. Może to wskazywać za rosnące parcie ze strony podaży i zapewne
takie rozumowanie nie będzie błędna, choć patrząc na wykresach dramatu
jeszcze nie ma. W przypadku dj.gif i SP500.gif spadek ma sporą głębokość,
ale nie jest on na tyle silny, by już wywołać średnioterminowe sygnały
sprzedaży. W przypadku Nasdaq.gif skala ostatnich przecen łącznie z tą
wczorajszą w ogóle nie wzbudza większych obaw.
Tematem przewodnim wczorajszej przeceny za oceanem nie była ropa, gdyż ta
po wysokim początku dnia później nieco słabła. Ponownie największy strach
wzbudzała branża finansowa, choć trzeba przyznać, że spadał solidarnie
niemal cały rynek. Wszystkie spółki wchodzące w skład średniej
przemysłowej zakończyły dzień na czerwono. Przewodnikiem stada były
papiery grupy AIG, które wczoraj zostały przecenione o 6,7 proc. Jak widać
do 10 proc. zabrakło 3,3 proc. Tą różnicę spółka wyrównała już w trakcie
notowań posesyjnych po publikacji wyników finansowych, które ucierpiały na
skutek osłabienia na rynku nieruchomości. W trakcie sesji rynek ucierpiał
także przez GM. Spółka odnotowała stratę 39 mld dolarów w wyników procesów
księgowych.
Dla nas ważne jest to, że ta spora przecena ma miejsce tuż po tym, jak na
naszym rynku ceny pokonały poziom wybicia formacji podwójnego szczytu.
Słabość w USA oraz dzisiejsze spadki w Japonii połączone z umacniającym
się jenem przełożą się na pogłębienie wczorajszej przeceny na warszawskim
parkiecie. Tym samym zyskamy potwierdzenie wczorajszego sygnału. W krótkim
terminie będzie można mówić o trendzie spadkowym. Oceniając rynek z
dalszej perspektywy o trendzie spadkowym nie można jeszcze mówić, a więc
posiadanie krótkich pozycji średnioterminowych wydaje się jeszcze
przedwczesne. Gracze szybsi mogą pokusić się o takie pozycje, ale ze
świadomością, że przecena może zatrzymać się w okolicy 3600 pkt., gdzie
znajduje się kolejne wsparcie. Przewaga podaży w krótkim terminie staje
się faktem, co nie oznacza, że zaczęła się bessa. Na takie wnioski jest
zdecydowanie za wcześnie. Na razie można co najwyżej mówić o zatrzymaniu
hossy. Takie sytuacje miały już wcześniej miejsce, a później i tak
dochodziło do wyznaczenia nowych szczytów. Tym razem może być podobne,
choć oczywiście nie musi. Wątpliwości zapewne rozwieje sam rynek.