Wczorajsza sesja w USA wraz z przedwczorajszą starają się udowodnić, że
wtorkowy wyskok cen na tamtejszych rynkach akcji był jedynie pojedynczym
wydarzeniem, a nadzieje na to, że to coś poważnego pozostaną tylko w
sferze życzeń. Wczoraj średnia przemysłowa DJIA zaliczyła 1 proc. spadku.
Zamknięcie jest nadal ponad dołkiem z początku tygodnia. Gdzie podąży
teraz rynek amerykański? Tam sytuacja nie jest aż tak klarowna jak w
naszym wypadku (na ile w ogóle można tak stwierdzić). W krótkim terminie
mamy przecenę i przewaga podaży jest widoczna. Jeśli chodzi o termin
średni to tu już mamy zdania podzielone. Jak podaje Mark Hulbert wielu
autorów newsletterów nie jest optymistycznie nastawiona do najbliższej
przyszłości. Co jednak ciekawe ci, którzy w ciągu ostatnich 10 lat
osiągali najlepsze stopy zwrotu (tu zawsze chodzi o relację zysk/ryzyko)
nadal są nastawieni prowzrostowo. Także autorzy kierujący się teorią
Dow`a. Po poniedziałkowej sesji było blisko wyznaczenia sygnały sprzedaży
wg tej teorii. Wtorkowy wzrost cen oddalił tą możliwość. Teraz znowu
istnieje szansa, że taki się pojawi.
U nas sprawa jest klarowniejsza, bo wiemy, że przewagę ma podaż i na razie
próby zmiany tej sytuacji spaliły na panewce. Wczorajsza końcówka sesji
być może wzbudziła u części graczy kolejną falę nadziei. Po zejściu pod
poziom 3500 pkt. w trakcie notowań na koniec dnia udało się utrzymać te
okolice. Pytanie, czy faktycznie wartość 3500 pkt. jest dla nas aż tak
ważna. Technicznie ma ona małe znaczenie. Może mieć jedynie znaczenie
psychologiczne. Ważniejszym wydaje się poziom położony prawie 100 pkt.
niżej, gdzie usytuowany jest lokalny dołek. Inna sprawa, że takie
rozważania nie powinny mieć większego wpływu na nasze działania. Skoro
mamy spadek to pozwólmy rynkowi pokazać, gdzie ma ochotę zajść. Ostatnio
popyt nie wykazywał się większą aktywnością i to powinno być dla nas
wyznacznikiem, że na razie próba gry na wzrost cen może okazać się
kosztowna. W tej chwili najbliższym poziomem oporu jest lokalny szczyt z
środy.