Taka propozycja padła w czwartek z ust Davida Aserkoffa, stratega akcyjnego banku JPMorgan Chase, podczas jednego z paneli dyskusyjnych, zorganizowanych w ramach konferencji IPO Summit 2013.
Aserkoff ma nawet pomysł, co rząd mógłby dzięki zwiększonej emisji obligacji sfinansować: budowę metra. Uzasadnienie? Jak każdy mieszkaniec Londynu, strateg JPMorgana na co dzień doświadcza tego, jakie korzyści tamtejszej gospodarce przynosi sprawny system komunikacji miejskiej.
Oczywiście, te korzyści nie od razu rekompensują poniesione wydatki. Inwestycja zwróci się pewnie dopiero w horyzoncie kilkunastu lat. Ale dobrze zaprojektowane metro będzie przecież służyło miastu znacznie dłużej – londyńska kolejka podziemna w tym roku obchodzi 150 lecie. W tym czasie przyczyniła się do rozwoju brytyjskiej metropolii, a to przyniosło dodatkowe wpływy podatkowe, wielokrotnie przewyższające koszty inwestycji.
Wniosek wydaje się być prosty: nie warto dogmatycznie podchodzić do wydatków publicznych. Wydatki bowiem wydatkom nie równe. Niektóre inwestycje są tak korzystne, że miałyby sens, nawet gdyby początkowo dług publiczny miał dramatycznie wzrosnąć.
Tyle teoria, oderwana od historycznych faktów. Aserkoff byłby nimi przypuszczalnie zaskoczony. Otóż londyńskie metro długo budowały prywatne firmy, które z czasem się skonsolidowały. Tak powstała spółka została znacjonalizowana dopiero po II wojnie światowej.
Pierwszą linię metra londyńskiego, przy prymitywnej technologii, zbudowano w niespełna trzy lata (liczyła 6 km). Pierwszą nitkę warszawskiego metra, z Kabat na Politechnikę (11 km), budowano lat 12. Tyle o efektywności inwestycji publicznych finansowanych długiem.