Część europejskich indeksów giełdowych lekko traciła w poniedziałek, a część umiarkowanie zyskiwała. Na rynku dawała o sobie znać niepewność związana z polityką handlową USA. Prezydent Donald Trump zagroził bowiem nałożeniem dodatkowego 10 proc. cła na „każdy kraj, który sprzymierza się z antyamerykańską polityką BRICS”. Nie wyjaśniał przy tym, za co konkretnie będzie karał państwa współpracujące z tą grupą państw rozwijających się (której członkami są m.in.: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA). Z wcześniejszych wypowiedzi Trumpa wynika, że źle postrzega działania tych krajów uderzające w międzynarodową pozycję dolara.
Administracja Trumpa złagodziła też jednak jeden z aspektów swojej polityki. Ogłosiła, że terminem, do którego poszczególne państwa mają osiągnąć umowy handlowe nie będzie 9 lipca, ale 1 sierpnia.
– Cła wejdą w życie 1 sierpnia, ale prezydent teraz ustala stawki i porozumienia – stwierdził Howard Lutnick, amerykański sekretarz handlu.
Mechanizm negocjacji
2 kwietnia prezydent USA Donald Trump ogłosił stawki tzw. ceł wzajemnych, mające obowiązywać dla niemal wszystkich krajów świata. Stawki te były w większości przypadków dosyć wysokie, a to wywołało panikę na giełdach. Trump po kilku dniach zawiesił więc cła wzajemne, zastępując je stawką podstawową wynoszącą 10 proc. (Dużo wyższe cła obowiązywały jednak wobec Chin). Wyznaczył wszystkim krajom czas do 9 lipca na wynegocjowanie umów handlowych z USA. Termin ten okazał się jednak zbyt krótki. Jak dotąd udało się osiągnąć porozumienia m.in. z Chinami (dotyczące jednak zniesienia tylko części ceł oraz ograniczeń) i z Wielką Brytanią, ale nie udało się ich jeszcze zawrzeć choćby z UE i Japonią.
W poniedziałek Trump miał wysłać listy do 12-15 krajów z propozycjami dotyczącymi umów handlowych oraz informacjami o cłach, które mogą ich dotknąć od 1 sierpnia. – Myślę, że większość krajów załatwimy do 9 lipca, tak. Albo list, albo porozumienie – powiedział prezydent USA. Później podobne listy mają zostać wysłane do około 100 mniejszych krajów.