Kończymy ten skrócony tydzień tuż przy poziomie szczytu hossy. Wcześniej
podaży nie udało się przełamać poziomu dołka wyznaczonego przed dwoma
tygodniami. Fiasko niedźwiedzi w okolicy wsparcia sprawiło, że teraz popyt
próbuje swojej szansy w walce przy poziomie oporu. Mamy więc kolejną próbę
podniesienia cen, która nie różni się swoim przebiegiem od tego, co już
wielokrotnie było przez kupujących prezentowane. Zachowanie się tych,
którzy liczą spadek cen także jest podobne do wcześniej obserwowanego.
To sprawia, że niewiele z tej akcji kupujących wynika. Popyt po raz
kolejny był na tyle sprawny, by wyznaczyć nowy rekord wartości indeksu.
Nowy rekord brzmi nieźle. Problem w tym, że różni się on od poprzedniego o
ledwie kilka punktów. Dodajmy do tego fakt, że na terminowym do
wyznaczenia rekordu nie doszło, choć ceny były bardzo blisko. Widać
wyraźnie, że tak naprawdę nie ma się czym zachwycać. Tym bardziej, że cały
ten wzrost w ostatnich dniach należy odbierać z rezerwą. W końcu mieliśmy
długi weekend i wielu graczy nie było aktywnych na rynku. Wrócą do gry od
poniedziałku i wtedy przekonamy się, gdzie faktycznie się znajdujemy. W
końcu przy małej aktywności z cenami można zrobić wszystko. Akurat teraz
przewagę miał popyt, co nie znaczy, że nastroje na rynku sprzyjają
większej zwyżce cen.
Dziś miała miejsce publikacja raportu o stanie rynku pracy w USA. Odczyt
niemal dokładnie wpasował się w rynkowe oczekiwania. Był nieco niższy od
oficjalnych prognoz, ale właśnie tego obawiano się na parkiecie. Stąd, gdy
dane się pojawiły, reakcja była spokojna i nikt nie wykazywał większego
zaniepokojenia. Sama wymowa danych nie jest jednak neutralna, lecz jest
jednym z czynników, który może być odebrany jako potwierdzający możliwość
osłabienia na rynku pracy. Wprawdzie w kwietniu liczba miejsc pracy
wzrosła, to już nie tak szybko, jak w miesiącach poprzednich. Zapewne
wielu graczy liczy jeszcze na rewizje danych za miesiąc, gdy pojawi się
raport dotyczący maja.
Dane faktycznie były słabsze od marcowych, ale nie są jeszcze na tyle
słabe, by mówić o narastających problemach na rynku pracy. Z pewnością
będą podstawy do niepokoju, gdyby dane za maj były podobne, bądź jeszcze
słabsze. Na to musimy jednak poczekać. Większe skupienie uwagi graczy na
rynku pracy sprawi, że wzrośnie ich wyczulenie na cotygodniowe raporty o
liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Częściowo będą pomocne
w ocenie, czy problemy w zatrudnieniu w USA narastają. Na razie takich
poważnych symptomów nie widać, choć, biorąc pod uwagę inne czynniki,
wydaje się, że prędzej czy później się pojawią.