Dziś przed nami dwa bardzo ważne wydarzenia: decyzja Fed oraz seria raportów kwartalnych spółek technologicznych. W tym tygodniu w ogóle mamy maraton posiedzeń banków centralnych i choć żadne zmiany stóp nie są oczekiwane, komunikaty ze strony bankierów będą pilnie śledzone, a to za sprawą wpływu cen surowców energetycznych na perspektywy inflacji. Jeszcze na początku roku rynki wyceniały dwie obniżki stóp w USA w 2026, obecnie te wyceny wyparowały. W ostatnich dniach ceny ropy znów przekroczyły 100 dolarów i inwestorzy będą chcieli usłyszeć, czy to oznacza możliwość podniesienia stóp w kolejnych miesiącach, co jednak może być trudne ze względu na zmiany w FOMC. Przypomnijmy, że kończy się kadencja obecnego prezesa, a kandydat prezydenta Trumpa powinien dostać zielone światło od Kongresu po wycofaniu dochodzenia przeciwko Powellowi przez Departament Sprawiedliwości. O ile po powołaniu Kevin Warch będzie mieć pełną niezależność (polityczną i instytucjonalną) od Trumpa, trudno wyobrazić sobie, aby na „dzień dobry” podniósł stopy. W tej sytuacji presja na wyższe stopy może nawet szkodzić dolarowi, gdyż oczekuje się, że inne banki centralne (m.in. EBC i Bank Anglii) faktycznie stopy podnosić będą.
O ile dziś rynek patrzyć będzie na perspektywy stóp w USA, to z jeszcze większą ciekawością przyjmie raporty spółek technologicznych. Ostatnie 4 tygodnie to prawdziwe szaleństwo w notowaniach spółek technologicznych, szczególnie tych żyjących z nakładów na budowę centrów danych. Dziś raporty przestawią „sponsorzy” tej zmiany, spółki, bez których nie byłoby rewolucji AI takiej, jaką oglądamy: Microsoft, Amazon, Meta i Google (Alphabet). Każda z tych spółek wydaje rocznie dziesiątki miliardów dolarów na infrastrukturę danych finansując te inwestycje z „tradycyjnej” działalności. W pewnym sensie bez Windowsa czy YouTube nie byłoby tak szybkiego postępu w zakresie rozwoju i dostępności modeli językowych. To rynki jednak wiedzą, natomiast przy okazji poprzednich raportów reagowały nieco sceptycznie na dalsze zwiększanie wydatków w obawie przed zwrotem z nich oraz rosnącymi ryzykami dla ich finansowania. To będzie dziś zatem przedmiotem uwagi inwestorów – na ile te inwestycje się już zwracają i jak spółki widzą te perspektywy w kolejnych kwartałach. Wczorajsza sesja przyniosła niewielkie cofnięcie z maksimów, ale nadal rynek wchodzi w ten kluczowy dzień niezmiernie wykupiony.
To wszystko jednak na razie nie rusza specjalnie złotego, który w okresie największej zmienności imponował stabilnością. O godzinie 8:00 euro kosztuje 4,25 złotego, dolar 3,63 złotego, funt 4,90 złotego, zaś frank 4,60 złotego.
dr Przemysław Kwiecień CFA Główny Ekonomista XTB