. Do mediów zaczyna mocniej przebijać się narracja z poniedziałkowego spotkania Donalda Trumpa z doradcami, gdzie "ustalono", że należy kontynuować ekonomiczną presję na Iran poprzez utrzymywanie amerykańskiej blokady na morzu celowanej w ruch z irańskich portów. Innymi słowy, prezydent USA kazał przygotować się na dłuższy okres zamknięcia Cieśniny Ormuz - tak pisze dzisiejszy Wall Street Journal. Zwycięża tym samym jeden z głupszych pomysłów, choć inne były równie podobne - USA na własne życzenie fundują sobie i zachodniemu światu kryzys (bo Indie i Chiny najpewniej znajdą sposób, aby dostawać irańską ropę), a przy okazji rozmontowują system petrodolara. Wczorajsza zapowiedź rządu Zjednoczonych Emiratów Arabskich, co do wyjścia z OPEC+ może być początkiem demontażu tej instytucji, a polityczną "próżnię" po USA w regionie Bliskiego Wschodu będą wypełniać Chiny.
Ruchy na ropie naftowej będą elementem szerszego rynkowego puzzle, które może zapowiadać "rynkową niespodziankę" w postaci podbicia scenariuszy risk-off w najbliższych tygodniach. W kontekście możliwej, bardziej "jastrzębiej" narracji płynącej z banków centralnych - decydenci nie będą bierni - warto będzie obserwować rynki długu, gdzie możemy być świadkami wyraźniejszych wzrostów rentowności obligacji. Dzisiaj na tapecie mamy decyzje Banku Kanady - komunikat o godz. 15:45 (stopy bez zmian 2,25 proc.) i konferencja prasowa o godz. 16:30 - oraz FED, który tradycyjnie poda komunikat o godz. 20:00, a pół godziny później rozpocznie się wystąpienie Jerome Powella. Gdzie są ryzyka? Wydaje się, że pewnym "ignorowaniu" przekazu Powella przez rynki - to będzie ostatni raz w roli szefa FED - który może być dzisiaj nieco bardziej "jastrzębi" w kontekście ryzyk inflacyjnych. Inwestorzy zdają się błędnie zakładać, że będzie on bardziej "bierny" zostawiając temat swojemu następcy - Kevinowi Warshowi, który wciąż ma łatkę "gołębia", oraz tego, który nie postawi się Trumpowi (a prezydent dosłownie "żąda" obniżek stóp). Tymczasem fakty mogą być takie, że pewna "jastrzębia" narracja FED może być obecnie wskazana, nawet dla zachowania "wiarygodności" przekazu płynącego z banku centralnego.
W środę rano dolar utrzymuje swoje poziomy z wczoraj, chociaż zmiany nie są duże - w przypadku majors możemy mówić o stabilizacji. Tracą waluty Antypodów - AUD zaszkodziły dane o inflacji CPI w Australii, która w I kwartale wzrosła o 4,1 proc. r/r, ale bazowa 'trimmed mean' wypadła poniżej prognoz, rosnąc o 3,5 proc. r/r. To ograniczyło oczekiwania, co do podwyżki stóp na posiedzeniu RBA 5 maja, chociaż nadal są one duże (około 75 proc.). Z kolei słabość NZD może być pochodną zachowania się AUD, oraz wzrostu nerwowości na rynkach. Wczoraj Wall Street odnotowała wyraźniejszy spadek, który może być zapowiedzią rozwinięcia korekty. Dzisiaj po sesji mamy publikację wyników finansowych czterech big-techów z tzw. Magicznej Siódemki. Reakcja na te odczyty - zwłaszcza jak będą lepsze od prognoz - może być świetnym testem siły rynku w obliczu fali problemów generowanych przez wzrosty cen ropy i fatalną politykę USA na Bliskim Wschodzie.
EURUSD pozostaje przy 1,17
Para EURUSD wybroniła się wczoraj przed spadkiem i dalej pozostajemy wokół 1,17. Dzisiaj kluczowe będą wieczorne doniesienia z FED - nieco bardziej "jastrzębi" przekaz od Jerome Powella może doprowadzić do wybicia wczorajszego dołka przy 1,1676 i testu okolic wsparcia przy 1,1665. Te może być nawet naruszone (kolejny ważny poziom to okolice 1,1640), jeżeli dzisiaj wieczorem pojawi się większa zmienność. Wpływ na nastroje będą mieć fluktuacje na Wall Street po publikacji wyników czterech big-techów z Mag-7.
Wykres dzienny EURUSD
Nie zapominajmy o tym, że w czwartek mamy posiedzenie ECB, gdzie mogą pojawić się bardziej zdecydowane głosy Christine Lagarde, co do ryzyka związanego z rosnącą inflacją i konieczności reakcji Banku na ten fakt - przybliżenie szans na podwyżkę stóp jeszcze przed wakacjami.
Sporządził: Marek Rogalski – główny analityk rynkowy DM BOŚ