Miało być piękniej, miało być ciekawiej. Niestety, dzisiejsza sesja
niewiele różni się od wczorajszej. Niewielki zakres wahań oraz równie
niewielka aktywność graczy sprawiają, że mamy za sobą kolejny dzień bez
większego znaczenia do oceny sytuacji technicznej. Tym razem trudno taki
stan rzeczy tłumaczyć świętem w Londynie, czy poniedziałkiem. Inwestorom
po prostu się nie chciało.
W efekcie kończymy notowania pod poziomem poniedziałkowego zamknięcia.
Jest to druga w rzędu sesja, na której ceny notują spadek względem
poprzedniego dnia. Czy jest się czym martwić? Nie bardzo. Zauważmy, że
skala przeceny nie jest duża. Przecena o 1,5% to przecież jeszcze nie
dramat. Kursy nie oddaliły się znacznie od poziomu szczytu i w każdej
chwili popyt może skutecznie zagrozić rekordom. Kiedyś zapewne ta zwyżka
się skończy, ale by to ogłosić potrzebne są sygnały słabości rynku.
Wczoraj mieliśmy okazję obserwować, jak ceny wspinają się na poziomy
wcześniej nie notowane. Trudno to nazwać słabością. Nawet jeśli są
wątpliwości co do faktycznego charakteru tego ruchu.