Wczorajsza końcówka przestraszyła część inwestorów. Zapalnikiem była
prawdopodobnie wypowiedź szefa niemieckiego ministerstwa finansów, ale
rynek obawiał się także spadków w USA. Te jednak nie nastąpiły. Wprawdzie
tamtejsza sesja rozpoczęła się na minusie, ale skończyła niemal dokładnie
na poziomie poprzedniego zamknięcia. Okazało się, że nie było się czego
bać. To sprawiło, że początek dzisiejszej sesji był optymistyczny.
Zaczęliśmy 20 pkt nad wczorajszym niskim zamknięciem. Długo nie dane było
się cieszyć zwyżką. Podaż wcale nie usnęła. Na rynku terminowym była
szczególnie aktywna, co było widać po zmianach cen i zmianie liczby
otwartych pozycji. Gdy ceny spadały, LOP rosła. Wyglądało na to, że ktoś
ma zdecydowanie negatywne zdanie o najbliższej przyszłości rynku. Czy
słusznie? Zapewne kiedyś hossa się skończy. Wtedy wszyscy będą mieli wiele
do powiedzenia, dlaczego spada. Tak jak teraz jest znanych wiele
czynników, dlaczego rynek już nie powinien rosnąć. Ten jednak nadal
rośnie, a przynajmniej nie chce spadać. Można tylko przypuszczać, że poza
stałym dopływem gotówki do funduszy inwestycyjnych, powodem braku spadków
jest właśnie to powszechne przeświadczenie o ich nieuchronnym nadejściu.
Rynek nie zachowuje się tak, jak chce tego większość. Ceny zmieniają się
wtedy, gdy ta większość jest zaskoczona. Dopiero w takiej sytuacji gracze
są zmuszeni do działania. W jaki sposób miałyby rosnąć ceny, gdyby
większość się tego spodziewała? Kto wtedy miałby kupować? Obecnie
większość jest sceptyczna co do dalszej zwyżki, a więc rynek nie spada.
Nawis podażowy istnieje, ale na razie nie zostanie on uruchomiony. Do tego
potrzeba strachu wpłacających do TFI, a tego jeszcze nie widać.