Wczorajsze notowania w USA oraz dzisiejsze w strefie azjatyckiej nie
pomogą bykom. Wydaje się, że zaczniemy notowania od niewielkiego spadku
cen. Tym samym zrobimy kolejny mały krok w kierunku poziomu, który może
uchodzić za poziom wybicia w formacji podwójnego szczytu. O ile oczywiście
tą formację uważa się za wiarygodną. Także i dziś nie będziemy świadkami
zalewu danych makroekonomicznych. O 11:00 pojawi się informacja o
ostatecznej wartości dynamiki PKB strefy euro w IV kw. 2007 roku. Dane,
które zapewne nawet w niewielkim stopniu nie wpłyną na poziom naszych
notowań. O 15:30 rozpocznie się wystąpienie Bena Bernanke, a pół godziny
później opublikowana zostanie informacja o zmianie wielkości zapasów u
hurtowników. Jak więc widać, na szczególne rewelacje nie ma co liczyć.
Wczorajsze wahania w Stanach nie były zbyt gwałtowne. Zmiany indeksów
mówią same za siebie. Największy spadek z obserwowanej trójki zanotował
indeks spółek technologicznych Nasdaq. Stracił 0,7 proc. Średnia
przemysłowa zanotowała zniżkę o 0,3 proc. Takie ruchy nie można uznać za
znaczące. Najważniejszym punktem wczorajszego dnia było ogłoszenie
protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC. Żadnych rewelacji tam jednak nie
można znaleźć. Nadal trwa zabawa w słowa. Nie ma mowy o recesji, ale mówi
się o możliwym skurczeniu się amerykańskiej gospodarki w I połowie br.
Członkowie komitetu rozważają możliwość, że dokonane ostatnio ruchy
samodzielnie mogą okazać się nieskuteczne w obronie gospodarki. Niemal
skokowa zmiana stóp i ogromna ilość pieniądza wprowadzonego do systemu
bankowego mogą nie wystarczyć. Nie ma jednak co liczyć na stałe
zmniejszanie kosztu pieniądza. Czas użycia standardowych metod dobiega
końca. W sumie, wszystko to znaliśmy już wcześniej. Rynek oczekuje, że na
najbliższym posiedzeniu stopy spadną o kolejne 25 pkt. bazowych. Nie jest
wykluczone, że będzie to już ostatni ruch w tym cyklu.
Zatem nic ciekawego nie miało miejsca? Właściwie nic, a więc czas na
ciekawostki. W tych zawsze można liczyć na Marka Hulberta. We wczorajszym
tekście przytacza on treść ostatniego zalecenia Richarda Russella. Russell
jest znanym analitykiem posługującym się teorią Dow`a. Jest znany m.in. z
tego, że skutecznie wskazał dołek spadków w latach 70-tych oraz
sygnalizował możliwe załamanie tuż przed krachem w 1987 roku. Ostatnie
lata nie były dla niego zbyt dobre. Przez dłuższy czas ignorował istnienie
wzrostu cen i dopiero po wyjściu średniej przemysłowej na nowe maksima
zmienił zdanie. W tym roku ponownie stał się niedźwiedziem. Teraz jednak
doszedł do wniosku, że rynek nadal ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Hulbert mówił o "epickim wzroście cen". Zdaniem Russell bowiem rynek trwa
w wielkim wzroście od początku lat 80-tych. Nie zmieniły tego, ani spadek
na początku wieku, ani obecny. W obu wypadkach, zdaniem Russella, można
najwyżej mówić o większych korektach. Jest on zdania, że rynek czeka
jeszcze znaczny wzrost cen. Z drugiej strony są i złe konsekwencje tego
podejścia. Uważa on bowiem, że koniec tego ruchu będzie prawdziwym
dramatem, nieporównywalnym do tego, co widzieliśmy w ostatnich dekadach.
Cóż, Russell nie ma nosa do krótkiego terminu, ale jest podobno skuteczny
w prognozowaniu ruchów w długim terminie. Jeśli w ogóle stawianie prognoz
można uznać za rzecz przydatną.